fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Psychologia bardziej niebezpieczna od Biblii

o.Piotr Włodyga - biblista, benedyktyn
Rzeczpospolita
o.Piotr Włodyga, biblista, benedyktyn
[b]Rz: Kościół katolicki w Polsce chce propagować czytanie Biblii przez wiernych. Czy Polacy nie znają Pisma Świętego?[/b]
o. Piotr Włodyga: Jeżeli chodzi o znajomość Pisma Świętego, to nie jest tak źle. Mamy młode pokolenie ludzi, którzy wykazują się znaczącą wiedzą na ten temat. Jest też pokolenie ludzi wychowanych w różnego rodzaju posoborowych ruchach kościelnych , które kładą nacisk na kontakt z Pismem Świętym. To nie jest więc sytuacja, w której należałoby alarmować.
Jeśli jednak można mówić o słabej znajomości Biblii, to jest ona efektem jeszcze czasów sporu między reformacją a kontrreformacją. Do połowy XX wieku czytanie Pisma Świętego uchodziło za coś podejrzanego. Dopiero ruch, który wytworzył się w okresie poprzedzającym Sobór Watykański II i następującym po nim, zrehabilitował Biblię. W Kościele katolickim położono wtedy nacisk na tworzenie nowych przekładów z tzw. języków oryginalnych. Nastąpiło odejście od obowiązującej wcześniej łacińskiej Wulgaty.
[b]A może za rzadko w czasie mszy czytane są najważniejsze fragmenty Pisma Świętego? Kiedyś powtarzano je co roku, obecnie znacznie rzadziej.[/b]
Faktycznie, czytania powtarzają się obecnie w cyklu do trzech lat, jeśli chodzi o nabożeństwa niedzielne, i dwóch lat w dni powszednie. Do czasu tej zmiany czytane były w kościołach dobrze znane fragmenty Pisma Świętego, które funkcjonowały w literaturze albo mowie potocznej w postaci choćby związków frazeologicznych, więc były zrozumiałe. Kiedy poszerzono repertuar biblijnych tekstów, pojawiły się takie, które sprawiają kłopot, bo nie są już tak oczywiste. Jednocześnie nie jest to złe, bo do tekstu biblijnego droga wiedzie raczej przez wysiłek i trudność niż przez oczywistość. Warto też pamiętać, że dawniej kontakt wiernego z Kościołem był niemalże jedynym źródłem intelektualnej strawy. Dzisiaj tych źródeł jest tak dużo, że głos biblijny wśród nich jakby się gubi.
[b]Czy katolicy, czytając Biblię w domach, nie będą mieli pokusy interpretowania jej treści niekoniecznie zgodnie z nauką Kościoła?[/b]
Chciałbym, żeby wierni czytali Pismo Święte i samodzielnie wyciągali wnioski. Te księgi nie były pisane dla specjalistów, ale właśnie zwykłego odbiorcy i odpowiadały na pytania, z którymi się borykał. Natomiast wszelkie rozłamy w historii chrześcijaństwa, chociaż odwoływały się do Biblii, nie wynikały z poznawania jej treści.
Nie mamy się czego obawiać. Mogę zaryzykować twierdzenie, że o wiele większe zagrożenie stwarza lektura książek choćby z zakresu psychologii.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA