fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Wyborcze „słupy” Palikota

Dziennik Wschodni, Dor Dorota Awiorko-Klimek
Kampanię lubelskiego przedsiębiorcy do Sejmu w 2005 r. finansowały osoby podstawione przez jego bliskiego współpracownika – wynika z akt
12 września 2007 r., Komenda Wojewódzka Policji w Lublinie. Krzysztof K. zeznaje: „Na przełomie lipca i sierpnia 2005 roku spotkałem się z Krzysztofem Łątką. Poprosił, abym dokonał wpłaty na swoje konto ok. 12 tys. zł. Od Łątki otrzymałem pieniądze w wyżej wymienionej kwocie, które następnie wpłaciłem na swoje konto”. K. ujawnia, że pieniądze przelał „na konto należące do Komitetu Wyborczego PO ze wskazaniem kandydata Janusza Palikota”. Domyśla się, że pieniądze pochodzą od samego Palikota.
Taki obraz kampanii wyborczej Janusza Palikota wyłania się z akt śledztwa, do których dotarła „Rz”. 30-letni Krzysztof K. to przyjaciel Krzysztofa Łątki – bliskiego współpracownika posła PO. K. był świadkiem na ślubie Łątki, razem zakładali w Lublinie spółkę świadczącą usługi informatyczne – dziś jest jej prezesem.
Po jego zeznaniach rozpoczyna się prokuratorskie śledztwo. K. zmienia zeznania. Twierdzi, że pieniądze pochodziły z jego własnych oszczędności, które w 2002 r. przywiózł z USA. Przez trzy lata nie wydawał dolarów, wymienił je na złotówki dzień przed wpłatą darowizny. Uściślił, że od Łątki pożyczył wtedy 2 tys. zł. – Nie sądzę, by te zeznania się wykluczały – twierdzi K. – Może o czymś nie wspomniałem policjantowi, może on mnie źle zrozumiał – tłumaczy rozbieżności. W lutym tego roku śledztwo umorzono ze względu na „brak znamion czynu zabronionego”. [srodtytul]Chwilowe bogactwo studentów[/srodtytul] Z akt sprawy wynika, że na kampanię wyborczą Palikota w 2005 r. zrzuciło się 51 osób, które w sumie wpłaciły 856 700 zł. Kilkunastu studentów zeznało, że pieniądze – nawet po około 20 tys. zł (limit indywidualnych wpłat na kampanię wynosił 21 tys. 225 zł) – pochodzą z ich oszczędności, zarobków lub otrzymali je od rodziny. Śledczy prześwietlili historię ich operacji bankowych i deklaracje podatkowe. I stwierdzili, że „podawane przez świadków źródła pochodzenia pieniędzy mogą nasuwać wątpliwości co do ich wiarygodności”. „Jednak ich obiektywna weryfikacja nie jest możliwa” – argumentował decyzję o umorzeniu sprawy prokurator Grzegorz Talarek. Tłumaczył, że „a nie uzyskano kontrdowodów pozwalających na skuteczne zakwestionowanie źródeł pochodzenia tych pieniędzy”. Marcin W., który wpłacił 15 tys. zł, wyznał prokuratorowi: „Na pewno nie były to moje pieniądze”. Nie potrafił sobie przypomnieć, od kogo je dostał. Posłanka PO Magdalena Gąsior-Marek (wtedy była studentką) podczas przesłuchania zasłoniła się art. 183 kodeksu postępowania karnego, który daje prawo uchylenia się od odpowiedzi, jeśli jej udzielenie mogłoby narazić na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej lub karnoskarbowej. – Byłam wtedy młodą, niedoświadczoną w polityce osobą, dziś zachowałabym się inaczej – mówi Gąsior-Marek. [srodtytul]Koperty z gotówką[/srodtytul] Cztery osoby wskazały, że gotówka pochodziła od Krzysztofa Łątki. W sumie miał im dać 84 tys. zł, choć w latach 2004 – 2005 zarobił 57 tys. zł brutto. Źródło pochodzenia jego majątku prokuratura bada w oddzielnym postępowaniu. – Nikomu nie przekazywałem żadnych pieniędzy – zaprzecza Łątka. Jak mówi, osoby, które twierdzą, że otrzymały od niego pieniądze, pracują w spółce Hanesco. Jej większościowym udziałowcem jest skonfliktowany z nim i Palikotem wiceprzewodniczący lubelskiej PO Dariusz Piątek. To w siedzibie tej firmy miało dojść do przekazywania pieniędzy. Podczas śledztwa dwoje świadków stwierdziło, że osoba, która dała im gotówkę „przedstawiła się jako Krzysztof Łątka”. – Ktoś się za niego podawał – mówi „Rz” Janusz Palikot. Ale prokurator nie miał takich wątpliwości i napisał w aktach: „Łątka podjął działania, które miały przede wszystkim na uwadze ominięcie zakazu wpłat darowizn ponad limit, poprzez posłużenie się podstawionymi osobami, które zgodziły się na dokonanie wpłat przekazanych im pieniędzy”. Palikot sugeruje, że śledztwo to efekt intrygi, za którą może stać m.in. Piątek. „Nie wykluczam, że chcieli mieć na przyszłość tzw. haki w bieżącej działalności politycznej” – zeznał poseł. Kiedy „Rz” zapytała go o komentarz, zarzucił dziennikarzowi, że „nie służy prawdzie” i go „zniesławia”. A korespondencję z „Rz” ujawnił na blogu. Oświadczył, że „trwa nagonka na Łątkę” i będzie domagał się usunięcia Piątka z partii. – To absurdalne zarzuty – mówi Piątek i przypomina, że w 2005 r. był jeszcze jednym z najbliższych współpracowników Palikota i dzięki niemu w 2006 r. został wiceszefem lubelskiej PO.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA