fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Europejski piątek cudów

Unia Europejska tak bardzo potrzebowała cudu, że w piątek na szczycie w Brukseli – niemal nadludzkim wysiłkiem, jak zapewniają politycy – wreszcie go dokonała. Słynący ze skłonności do przesady Nicolas Sarkozy, prezydent Francji i przewodniczący UE w tym półroczu, oznajmił, że ten „szczyt przejdzie do historii Europy".
Być może rzeczywiście przejdzie, ale o tym przekonamy się nie wcześniej niż za kilkadziesiąt lat. Natomiast już dziś trzeba przyznać, że Unia Europejska faktycznie odniosła spory sukces. W Brukseli uzgodniono bowiem nie tylko ostateczny kształt pakietu klimatyczno-energetycznego, ale też porozumiano się w sprawie unijnego planu, który ma wspierać gospodarki państw Europy w mierzeniu się z konsekwencjami kryzysu (inna sprawa, czy aplikowane w jego ramach działania wyjdą nam na zdrowie). A także „wznowiono proces ratyfikacji traktatu lizbońskiego" – co z pewnością bardzo cieszy miłośników tego dokumentu.
Sukces Polski jest nie mniejszy. W ramach pakietu klimatyczno-energetycznego w latach 2013 – 2020 zyskamy 60 miliardów złotych na unowocześnienie naszej energetyki. To gigantyczna kwota, która może się stać kolejnym kołem zamachowym dla polskiej gospodarki.
Ale to nie koniec cudów, jakich świadkami byliśmy w piątek. Bo oto premier Donald Tusk i prezydent Lech Kaczyński, siedząc za jednym stołem, przerzucali się grzecznościami i zgodni – jak rzadko – ogłosili, że „konkluzje szczytu są dla Polski optymalne". Bo oto szef rządu podziękował prezydentowi za to, że podczas wspólnego lotu do Brukseli „wykazał się przysłowiową już delikatnością". Bo oto prezydencki minister Michał Kamiński przyznał, że „z całą pewnością premier odniósł sukces". Bo oto Lech Kaczyński nie tylko oświadczył, że przed podpisaniem traktatu lizbońskiego nie skieruje go do Trybunalu Konstytucyjnego, nie tylko zaznaczył, że wierzy, iż w drugim referendum (po wzbogaceniu oferty dla Dublina) Irlandczycy przyjmą traktat, ale też przeszedł do porządku dziennego nad wcześniejszym, mało taktownym zachowaniem Nicolasa Sarkozy'ego. Bo oto wreszcie prezydent Kaczyński i premier Tusk wsiedli do jednego, państwowego samolotu w doskonałych humorach i nic nie wskazuje na to, aby w innych z niego wysiedli.
Tak, to był prawdziwy europejski piątek cudów. Nie zapominajmy jednak, że po piątku następuje sobota, a po niej niedziela, po czym znów nadchodzi poniedziałek. I wszystko wraca do normy.
Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/gabryel/2008/12/12/europejski-piatek-cudow/]blog.rp.pl/gabryel[/link]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA