fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

W obronie Antonina Scalii

Marek Magierowski
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Oficjalnie zgłaszam tekst Ewy Siedleckiej w "Gazecie Wyborczej" o amerykańskim sędzi Antoninie Scalii do nagrody dziennikarskiej Hieny Roku – pisze Marek Magierowski, publicysta "Rzeczpospolitej"
[ul][li]Skomentuj [link=http://blog.rp.pl/magierowski/2008/12/03/w-obronie-antonina-scalii/]na blogu[/link][/li][/ul]
Sędzia Sądu Najwyższego USA Antonin Scalia otrzyma z rąk Janusza Kochanowskiego nagrodę im. Pawła Włodkowica, przyznawaną z okazji Międzynarodowego Dnia Praw Człowieka. W imieniu Scalii odbierze ją dzisiaj ambasador USA w Polsce Victor Ashe.
"Gazeta Wyborcza" w swoim wtorkowym wydaniu poświęciła sędziemu sporo miejsca. Sylwetka Scalii, pióra Ewy Siedleckiej, jest smutnym dowodem na to, w jak fatalnym stanie jest polskie dziennikarstwo. Tekst ten powinien być pokazywany wszystkim studentom i młodym adeptom profesji z adnotacją: "Nigdy tak nie piszcie, bo narazicie się na śmieszność".
Pochłaniałem słowo po słowie, akapit po akapicie, nie mogąc otrząsnąć się z zachwytu i oburzenia jednocześnie. Byłem – szczerze! – pod ogromnym wrażeniem zdolności manipulacyjnych autorki. Jej artykuł został jednak tak bardzo nasycony mową nienawiści i antykatolicką propagandą, iż uznałem, że nie można go pozostawić bez odpowiedzi.
Siedlecka maluje portret Scalii jako groźnego, religijnego radykała, o mentalności średniowiecznego inkwizytora.
Już z pierwszego zdania dowiadujemy się, iż Scalia to "zwolennik kary śmierci dla nieletnich i umysłowo upośledzonych" – informację tę sumiennie wytłuszczono. Oczywiście chodzi o nieletnich MORDERCÓW oraz umysłowo upośledzonych MORDERCÓW. Gdyby przyjąć stylistykę i sposób rozumowania Siedleckiej, należałoby napisać, iż Scalia jest zwolennikiem kary śmierci dla nieletnich, upośledzonych, Afroamerykanów, Żydów, Latynosów, kobiet, homoseksualistów oraz białych katolików – w każdej z wymienionych grup społecznych mogą wszak znaleźć się potencjalni zabójcy.
A może to po prostu niezręczny skrót myślowy? Wątpię.
Po chwili zasypuje nas bowiem lawina wyrwanych z kontekstu wypowiedzi Scalii na temat aborcji, homoseksualizmu czy stosowania tortur. Wszystko po to, by wycisnąć z czytelnika gromki okrzyk: "To skandal! Janusz Kochanowski nagradza niebezpiecznego ekstremistę!". (tak naprawdę to rzecznik praw obywatelskich jest głównym celem tego ataku).
Sędzia Scalia został w tekście Siedleckiej oczerniony, dokładnie w taki sam sposób, w jaki sowiecka prasa, z "Prawdą" na czele, oczerniała w latach 80. Ronalda Reagana. Gdyby dziennikarka "Gazety Wyborczej" napisała taki tekst w jakiejkolwiek gazecie amerykańskiej, łącznie z lewicowym i nieprzepadającym za Scalią "New York Timesem", natychmiast pożegnałaby się z pracą i ciężko byłoby jej znaleźć nową.
A teraz do rzeczy. Antonin Scalia z artykułu w "GW" nie jest prawdziwym Antoninem Scalią. Ten, o którym chciałbym napisać, jest cenionym, 72-letnim prawnikiem włoskiego pochodzenia. Od 48 lat żyje w szczęśliwym związku z Maureen McCarthy, która pomaga charytatywnie rodzinom z upośledzonym umysłowo potomstwem (sic!). Sami mają dziewięcioro dzieci, są głęboko wierzącymi katolikami. Scalia po skończeniu studiów (Harvard, dyplom z najwyższym wyróżnieniem) pracował w prywatnej firmie prawniczej, w administracji rządowej, wykładał na uniwersytecie, trafił w końcu do Sądu Apelacyjnego dystryktu Kolumbia. Wreszcie, w 1986 r. prezydent Ronald Reagan nominował go na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego. Jego kandydaturę przegłosowano w Senacie stosunkiem głosów 98-0.
[srodtytul]Wściekłość i szacunek[/srodtytul]
Jest powszechnie uważany za wybitnego profesjonalistę i znakomitego mówcę. Kreślone jego ręką uzasadnienia decyzji sądu lub zdania odrębne uchodzą za małe dzieła sztuki literackiej. Skrajna amerykańska lewica nienawidzi go wprawdzie za konserwatywne poglądy, ale zaprasza na swoje konferencje jako prelegenta (jak uczyniła dwa lata temu American Civil Liberties Union).
Wielu liberalnych intelektualistów wyraża się o sędzi z szacunkiem. Podczas jednego ze spotkań organizowanych przez think tank PEW Forum E. J. Dionne, słynny publicysta "Washington Post" i znany krytyk administracji George'a W. Busha, tak oto mówił o Scalii: "Gruntownie się z nim nie zgadzam. Jaka więc szkoda, że jest taki inteligentny. Jaka szkoda, że tak świetnie pisze. Jaka szkoda, że jest tak ciepłym i czarującym człowiekiem". Scalia przyjaźni się także z Ruth Bader Ginsburg, sędzią Sądu Najwyższego mianowaną przez Billa Clintona. Dzielą ich rozbieżne poglądy na prawo i konstytucję, łączą zaś wspólne wyjścia do opery.
[srodtytul]Chcecie aborcji?[/srodtytul]
Nie sposób zrozumieć filozofię prawną Scalii, jeśli nie przypomnimy, iż jest on tekstualistą, zwolennikiem literalnej wykładni prawa. Sprzeciwia się tezie, iż konstytucja jest "żywym dokumentem", który musi być odczytywany na nowo zgodnie z duchem czasu.
Scalia powtarza: prawo powinno być stanowione w procesie demokratycznym, wprowadzane za pomocą ustaw lub poprawek do konstytucji, a nie w drodze interpretacji tekstu zredagowanego przez Ojców Założycieli 220 lat temu. Krytykuje z tego względu tzw. aktywizm sędziowski, czyli wykorzystywanie sądów jako politycznego narzędzia lub oręża w walce o "postęp" społeczny.
W tym kontekście intrygujące jest jego stanowisko w sprawie usuwania ciąży. Stwierdził niegdyś, że jako katolik sprzeciwia się oczywiście obowiązującemu w USA prawu do niemal nieograniczonej aborcji, ale jako tekstualista musi pamiętać o tym, iż amerykańska konstytucja... nie mówi nic o aborcji, a zatem nie daje ani jemu, Antoninowi Scalii, ani pozostałym członkom Sądu Najwyższego, ani rządowi federalnemu żadnych praw do podejmowania decyzji na tym polu.
Jeszcze bardziej szokujące jest zdanie, jakie wypowiedział podczas jednego ze spotkań ze studentami: "Chcecie aborcji? To przegłosujcie prawo, które na nią zezwoli". Na tym w opinii Scalii polega demokracja, a nie na naginaniu konstytucji dla potrzeb obyczajowej rewolucji (jego stanowisko w tej sprawie było dla niektórych działaczy antyaborcyjnych rozczarowaniem, niektórzy sugerowali nawet, że Scalia przeszedł do obozu pro-choice).
Warto w tym momencie zajrzeć raz jeszcze do tekstu Ewy Siedleckiej z "Wyborczej", gdzie pojawia się jedno zdanie na ten temat: "Jest przeciwnikiem aborcji i zwolennikiem prawa poszczególnych stanów do samodzielnego regulowania tej kwestii" – pisze autorka. A przypomnijmy, iż mowa o kraju, w którym można dokonać aborcji przez cały okres ciąży, i w którym dopiero pięć lat temu zakazano tzw. partial-birth abortions, polegających na uśmiercaniu dzieci podczas akcji porodowej, gdy częściowo znajdowały się już poza ciałem matki.
Bycie "przeciwnikiem aborcji" w USA różni się od bycia "przeciwnikiem aborcji" w Polsce. Nie przeszkadza to jednak Siedleckiej, która sprzeciw wobec niej zalicza do katalogu poglądów archaicznych.
W podobny sposób pisze Siedlecka o stanowisku Scalii w sprawie kary śmierci. "Był jednym z trzech sędziów, którzy głosowali przeciw uznaniu za naruszenie konstytucji stosowania kary śmierci wobec osób upośledzonych psychicznie i nieletnich" – czytamy. Problem w tym, że Sąd Najwyższy nie decydował o tym, czy kara śmierci wobec osób nieletnich jest dopuszczalna i moralnie uzasadniona, tylko czy zakaz jej stosowania można "wyinterpretować" z Konstytucji USA.
W tym wypadku zarzut wobec Scalii jest wyjątkowo nieuczciwy. Wyobraźmy sobie sytuację, w której konstytucja jakiegoś kraju składa się z jednego paragrafu: "W Birlandii dopuszcza się stosowanie kary śmierci wobec morderców". A następnie spytalibyśmy sędziów Sądu Najwyższego Birlandii, czy wieszanie morderców w Birlandii jest zgodne z konstytucją. Wszyscy sędziowie powinni oczywiście odpowiedzieć: "tak", nawet jeśli prywatnie byliby przeciwnikami kary śmierci.
Pytany o swój stosunek do najwyższego wymiaru kary, Scalia odpowiada: "Nie jestem ani jej zwolennikiem, ani przeciwnikiem. Po prostu nie uważam, by była ona niemoralna". Fascynujący tekst Scalii w piśmie "First Things" z maja 2002 r. ("God's Justice and Ours") opisuje jego rozterki dotyczące kary śmierci z pozycji katolika, szczególnie po publikacji encykliki Evangelium Vitae, w której Jan Paweł II de facto ją potępił. "Nie zgadzam się z tą encykliką" – napisał Scalia, twierdząc, że nowe stanowisko Kościoła rzymskokatolickiego nie może aż w tak drastyczny sposób odbiegać od stanowiska, które obowiązywało przez blisko dwa tysiące lat.
[srodtytul]Okrutna kara[/srodtytul]
Mniemam, że Ewa Siedlecka przeczytała skrupulatnie ów niezwykle ważny i kontrowersyjny (także dla mnie) tekst Scalii z "First Things". Szkoda, że nie poświęciła mu choćby linijki w swoim artykule. Żałuję także, że nie poinformowała czytelników, w jakich okolicznościach Scalia głosował przeciwko zniesieniu kary śmierci dla ludzi upośledzonych umysłowo.
W 2002 r. Sąd Najwyższy rozpatrywał sprawę Daryl R. Atkins vs. Wirginia. Sędziowie uznali (stosunkiem głosów 6-3), iż 8. poprawka do Konstytucji USA nie zezwala na egzekucje osób opóźnionych w rozwoju. Wątpliwości Scalii dotyczyły tego, czy skazanie Atkinsa można uznać za "okrutną karę" ("cruel and unusual punishments"), której zakazuje wspomniana poprawka.
Sześć lat wcześniej Daryl R. Atkins, wraz ze wspólnikiem, uprowadził niejakiego Erica Nesbitta. Znaleźli w jego portfelu 60 dolarów, ale niezadowoleni z łupu zmusili go do pobrania z pobliskiego bankomatu kolejnych 200 dolarów. Następnie zamordowali Nesbitta, strzelając do niego ośmiokrotnie z pistoletu.
Podczas procesu obrońca argumentował, że Atkins jest upośledzony umysłowo, gdyż jego IQ wynosiło 59 – w stanie Wirginia za granicę upośledzenia uznaje się 70. Prokurator przekonywał z kolei, że jak na człowieka o umyśle dziecka Atkins znakomicie posługiwał się bronią. Zresztą w późniejszych testach Atkins przekraczał poziom 70, co może oznaczać, że jednak zostanie zgładzony – jako osoba w pełni władz umysłowych.
Siedlecka pomija także milczeniem szczegóły decyzji Scalii w kwestii karania śmiercią nieletnich. W 2005 roku Sąd Najwyższy rozpatrywał sprawę Roper vs. Simmons. W 1993 r. 17-letni wówczas Christopher Simmons zamordował z premedytacją swoją sąsiadkę Shirley Crook. Zaplanował to zabójstwo wraz z 15-letnim kolegą. Obaj włamali się do domu Crook, obezwładnili ją, obwiązali za pomocą taśmy klejącej (potem spętali ją także kablem elektrycznym) i zakneblowali. Przewieźli minivanem na pobliski most, związali ręce z kostkami u nóg i zrzucili do rzeki. Shirley Crook była przez cały czas przytomna. Utonęła w wodzie.
Simmons został skazany na śmierć, potem zamieniono mu karę na dożywotnie więzienie. Gdy Sąd Najwyższy badał jego przypadek, Scalia – podobnie jak trzy lata wcześniej – także nie zgadzał się na to, by używać jako głównego argumentu 8. poprawki. Nie chciał też, by powoływano się na tzw. ogólnonarodowy konsensus. Zwracał uwagę, że tylko w 18 stanach (na 38, w których stosowano wówczas karę śmierci), nie dokonywano egzekucji nieletnich. Ostatecznie głosowanie w sądzie zakończyło się wynikiem 5-4 na korzyść zwolenników zniesienia kary śmierci dla młodocianych.
Siedlecka, nie wiedzieć czemu, łączy te dwie sprawy (także chronologicznie), a poza tym opisuje je w sposób, mówiąc delikatnie, nierzetelny. Ja także jestem przeciwnikiem karania śmiercią nieletnich i upośledzonych. Nie upoważnia mnie to jednak do stawiania Scalii pod pręgierzem.
[srodtytul]Tortur nie lubię[/srodtytul]
Później jest już coraz gorzej. Kiedy Siedlecka pisze o Scalii jako o zwolenniku tortur, nie cytuje jego wypowiedzi z programu "60 minutes" (stacja CBS, 27 kwietnia 2008 r.), kiedy mówi wyraźnie: "Nie lubię tortur. Kto się opowiada za torturami? Nikt. Ciężko jednak zdefiniować, co jest torturą". Owszem, Scalia nigdy nie stwierdził głośno, że nie podoba mu się to, co dzieje się w Abu Ghraib czy Guantanamo, ale nie jestem w stanie pojąć, jak można napisać, że "Scalia AKCEPTUJE (...) stosowane w Guantanamo tortury".
Siedlecka podkreśla również, że Scalia uznał legalność więzienia w Guantanamo. Jak więc wytłumaczy jego sprzeciw wobec przetrzymywania w nim obywatela amerykańskiego Yasera Esama Hamdiego (sprawa Hamdi vs. Rumsfeld z 2004 r.) jako niezgodnego z konstytucją?
Mógłbym tak ciągnąć bez końca, obalając kolejne przekłamania autorki "Gazety Wyborczej" na temat poglądów Scalii. Mógłbym też dorzucić całą masę decyzji sędziego, które mi się nie podobają. Począwszy od sprzeciwu wobec dopuszczenia kobiet do Instytutu Wojskowego Wirginii, poprzez zakaz używania przez Indian amerykańskich używek w obrzędach religijnych, po fakt, iż Scalia nie wyłączył się ze sprawy dotyczącej wiceprezydenta Dicka Cheneya, choć wcześniej był z nim na polowaniu.
Sam sędzia pewnie nie przejmie się paszkwilem "GW", gdyż wolność słowa jest dla niego ważną wartością. To dlatego m.in. opowiada się za prawem do publicznego palenia flagi amerykańskiej.
Niestety, okazuje się, że "Gazeta Wyborcza" korzysta z wolności słowa w specyficzny sposób.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA