Muzyka

Królowa rocka pracuje nad formą

Queen; Cosmos rock; EMI; 2008
Rzeczpospolita
„Cosmos Rock” to pierwszy od 15 lat album Queen nagrany z Paulem Rodgersem, znanym z zespołów Free i Bad Company. Płyta przekonuje, że Mercury’ego nie da się zastąpić, ale jest lepsza, niż można było się spodziewać
Informacje o rozpoczęciu nagrań pojawiły się trzy lata temu. Przesuwany z roku na roku termin premiery przypominał perturbacje Pink Floyd podczas sesji płytowej bez Rogera Watersa.
Myślę, że pierwsza wersja „Cosmos Rock” nie odpowiadała oczekiwaniom wydawcy i zespołu. Dlatego ukazał się album live. Słabszy niż koncerty, na których gitarzysta Brian May i perkusista Roger Taylor tak konstruowali repertuar, by grać kompozycje wykonywane za życia Freddiego. W finale śpiewał on z ekranu i wracała magia dawnych lat. Najnowszy album potwierdza, że Mercury był wokalistą wyjątkowym. Magnetyzował operowym głosem i twórczym temperamentem, nawet gdy chorował już na AIDS. May i Taylor tłumaczą dziś, że to sam Freddie zasugerował wybór następcy. Uwielbiał koncerty grupy Free, a Paula Rodgersa uważał za jednego z najlepszych wokalistów. I takim był w istocie, ale w innym repertuarze – głównie bluesrockowym, gdzie szorstkie, gardłowe śpiewanie jest atutem.
Nowe piosenki są kontynuacją dawnego Queen, ale gdyby May i Taylor naprawdę chcieli wrócić do własnych źródeł, powinni – tak jak na koncertach – więcej śpiewać sami. Naprawdę nieźle im to wychodzi, co słychać w znakomitych i niepowtarzalnych chórkach, a także w „Say It’s No Truth”, kompozycji dedykowanej Nelsonowi Mandeli, wykonanej przez Taylora. Pozostałe utwory to muzyczna hybryda, którą dobrze opisuje przyjęta przez trio nazwa Queen + Paul Rodgers: motywy Queen i śpiew w stylu Free. Pierwsze wrażenie jest złe. Pompatyczne „Through the Night” to gigantyczna wpadka. Ale trzeba docenić resztę. Boogie „Cosmos Rockin’” wyjaśnia, że muzycy chcą roztańczyć swoje miasto i cały świat, tak jak na początku kariery. Ten wątek kontynuuje „Still Burnin’”, jedna z najlepszych piosenek na płycie. Pięknie łka gitara Maya. „Small” jest jedną z tych wzruszających ballad, jakie śpiewał kiedyś Mercury. I kolejny popis Maya, podobnie jak fortepianowy „Some Things That Glitter”, w którym pobrzmiewają echa motywu z „Bohemian Rhapsody”. „We Believe” kontynuuje tradycję hymnów zwycięstwa: możemy być czempionami jeszcze raz! Folkowo-swingujące „Call Me” brzmi, jakby powstało z myślą o płycie „Sheer Heart Attack” z 1974 roku. Jest też ciężkie, rockowe granie w „Surf’s up” oraz w pierwszym przeboju z płyty „C-elebrity”. Utwór ten łączy stylistykę Queen, Free i Beatlesów. Piosenka przekonuje, że album powstał, bo coraz mniej jest muzyki tak dobrej jak kiedyś, a coraz częściej pojawiają się gwiazdki jednego sezonu. Na koncertach trio pokaże, jak wiele byśmy stracili, gdyby do spotkania Maya, Taylora i Rodgersa nie doszło. Jestem tego pewien. Szkoda tylko, że straciliśmy okazję obejrzenia tria w Gdańsku w rocznicę powstania „Solidarności”. Queen; Cosmos rock; EMI; 2008 podyskutuj z autorem j.cieslak@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL