fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Czy kary powinny być wysokie?

Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Pytania o wysokość sankcji ustawowej pojawiają się z reguły przy tworzeniu nowych kodeksów karnych. Jest to wówczas okazja do poprawiania zastanych ustawowych zagrożeń karą
Rozważania prof. Lecha Gardockiego, pierwszego prezesa Sądu Najwyższego
Pytanie, jakimi karami powinien kodeks karny grozić za poszczególne typy przestępstw, pojawia się w różnych sytuacjach. Po pierwsze, musi je sobie zadać ustawodawca, gdy tworzy nowy typ przestępstwa. Gdyby np. zdecydował się wprowadzić do kodeksu karnego nowy przepis dotyczący pozorowania działań terrorystycznych (czego, przyznaję, jestem zwolennikiem), grożący karą za fałszywy alarm bombowy i za stworzenie pozorów sytuacji zagrożenia powszechnym niebezpieczeństwem (np. podłożenie atrapy bomby zegarowej w szpitalu, szkole lub dużym sklepie) – to jednocześnie musiałby mieć wyrobiony pogląd na kwestię, jakie byłoby tu adekwatne zagrożenie karą.
Pytania o wysokość sankcji ustawowej pojawiają się też z reguły przy tworzeniu nowych kodeksów karnych. Jest to wówczas okazja do poprawiania zastanych ustawowych zagrożeń karą. Czasami budzą one, gdy się im przyjrzeć, pewne zaskoczenie. Na przykład w kodeksie karnym z 1932 r. przestępstwo bigamii zagrożone było (art. 197) karą więzienia do lat pięciu, a więc taką samą jak dzieciobójstwo (art. 226). A przecież trudno wymyślić przykład konkretnego przestępstwa bigamii, którego sprawca zasługiwałby na pięć lat pobytu w więzieniu. Można to jednak próbować wyjaśnić historycznie. Głównym twórcą kodeksu karnego z 1932 r. był prof. Juliusz Makarewicz, który należał do zwolenników szkoły socjologicznej w prawie karnym. Przedstawiciele tej szkoły główny nacisk przy określaniu kary za przestępstwo kładli zaś nie na wagę czynu, lecz na osobę sprawcy.
W kodeksie karnym z 1969 r. mieliśmy do czynienia z wieloma przypadkami wewnętrznych sprzeczności w ustalaniu sankcji ustawowych. Duży wpływ na ten chaotyczny obraz miało przejęcie z ustaw szczególnych wielu drakońskich przepisów o ochronie mienia społecznego, co pośrednio inspirowało ustawodawcę do zaostrzania kar również za przestępstwa pospolite. Pisałem o tym krytycznie („PiP” nr 8 – 9/1979), wskazując, że podniesienie dolnego zagrożenia karą za zabójstwo (w art. 225 § 1 k.k. z 1932 r. wynosiło ono pięć lat więzienia) do ośmiu lat pozbawienia wolności w k.k. z 1969 r. było zapewne spowodowane tym, że za zagarnięcie mienia społecznego znacznej wartości groziła wówczas kara od pięciu lat pozbawienia wolności. Podnosząc zagrożenie za zabójstwo, ustawodawca chciał podkreślić, że życie ludzkie chronione jest jednak bardziej niż mienie. Z kolei tylko chyba działaniem propagandowym podyktowane było podwojenie kary (z jednego roku do dwóch lat) za naruszenie tajności głosowania, bo przecież w owym czasie wybory i rzetelność ich przeprowadzania nie były przedmiotem szczególnej troski władz państwowych.
Zupełnie irracjonalne było w kodeksie karnym z 1969 r. podwyższenie dolnej i górnej granicy kary za sutenerstwo, kuplerstwo i stręczycielstwo (w k.k. z 1932 r. groziło za to od sześciu miesięcy do pięciu lat więzienia) przez ustanowienie, nie wiadomo dlaczego, zagrożenia od jednego roku do dziesięciu lat pozbawienia wolności. W rezultacie, jeśli np. porównywało się zagrożenie karą za czyny polegające na nakłanianiu do określonych zachowań, to okazywało się, że ustawodawca za najbardziej społecznie niebezpieczne uważał nakłanianie do uprawiania nierządu (od jednego roku do dziesięciu lat pozbawienia wolności). Nakłonienie innej osoby do targnięcia się na własne życie (art. 151 k.k. z 1969 r.) i nakłanianie do zażycia środka odurzającego (art. 161 k.k. z 1969 r.) były już oceniane znacznie łagodniej (maksimum kary wynosiło pięć lat pozbawienia wolności), a stosunkowo najmniejszy stopień społecznego niebezpieczeństwa przypisywano nakłanianiu osób małoletnich do spożywania napojów alkoholowych (groziło za to pozbawienie wolności do trzech lat).
Twórcy obowiązującego obecnie kodeksu karnego z 1997 r. starali się zastaną sytuację zracjonalizować, chociaż zapewne nie udało się im to w 100 procentach. Dlaczego jednak piszę o tym i przytaczam przykłady z lat ubiegłych? Po prostu – problem pozostaje aktualny i warto przypomnieć o konieczności bardzo rozważnego działania przy ustalaniu lub zmienianiu zagrożeń karnych za poszczególne przestępstwa. Co jakiś czas pojawiają się bowiem propozycje zaostrzenia sankcji zawartych w kodeksie karnym, przy czym odbywa się to na ogół w sposób nieprzemyślany, z użyciem emocjonalnej i powierzchownej argumentacji. Takie wzywanie do zaostrzania kar może przynieść doraźną popularność, ale także bardzo łatwo doprowadzić do nieracjonalnej surowości kodeksu i zakłócenia jego wewnętrznej sprawiedliwości.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA