fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Komisja śledcza zbada sprawę Nangar Khel

Rzeczpospolita
Po publikacji "Rz". Posłów z sejmowej komisji do spraw nacisków na służby interesują wątki polityczne oraz rola Służby Kontrwywiadu Wojskowego
– Ta sprawa mieści się w zakresie prac komisji – mówi Sebastian Karpiniuk, poseł PO, członek komisji śledczej ds. nacisków.
– Należy się tym zająć, bo sprawa jest niejasna – uważa wiceprzewodniczący komisji Mieczysław Łuczak (PSL). – Sam napisałem w tej sprawie interpelację. Problem w tym, że w komisji jest tak dużo spraw, iż nie wiadomo, kiedy się tym zajmiemy.
Dodaje, że trzeba wyjaśnić wątpliwości dotyczące trybu, w jakim stawiane były najcięższe zarzuty polskim żołnierzom.
Także posłowie, którzy nie są członkami komisji, lecz w Sejmie zajmują się kwestią służb specjalnych, twierdzą, że komisja śledcza jest odpowiednim forum, by wyjaśnić wątpliwości związane z zatrzymaniem siedmiu komandosów z jednostki w Bielsku-Białej podejrzanych o celowe ostrzelanie afgańskiej wioski.
– To powinna być najistotniejsza sprawa dla komisji śledczej. Trzeba wyjaśnić wszystkie wątki polityczne z nią związane oraz rolę, jaką odegrały wojskowe służby kierowane wówczas przez Antoniego Macierewicza – twierdzi Konstanty Miodowicz (PO), członek Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. Podobnego zdania jest jego partyjny kolega z tej samej komisji Paweł Graś. – Sądzę, że komisja mogłaby być miejscem, gdzie wyjaśnione zostaną wątpliwości związane z Nangar Khel – mówi.
W piątek „Rz” napisała, że prokuratorzy, stawiając najcięższe zarzuty żołnierzom, nie mieli pełnego materiału dowodowego. Dokumenty z SKW dostali dopiero dwa tygodnie później.
– O istnieniu tych dokumentów dowiedzieliśmy się 23 listopada. Tego samego dnia wystąpiliśmy do komendanta głównego Żandarmerii Wojskowej o ich niezwłoczne przekazanie. Otrzymaliśmy je pod koniec listopada – wyjaśniał płk Jerzy Artymiak z Naczelnej Prokuratury Wojskowej.
Dwa tygodnie wcześniej sześciu żołnierzy usłyszało zarzut zbrodni wojennej, a jeden – ostrzelania niebronionego obiektu cywilnego.
Natomiast Aleksander Szczygło, były szef MON, w wywiadzie dla „Rz” z 21 grudnia 2007 r. powiedział, że o planowanych zatrzymaniach żołnierzy dowiedział się dwa tygodnie przed postawieniem im zarzutów od komendanta głównego Żandarmerii Wojskowej i naczelnego prokuratora wojskowego. Szczygło, gen. Jan Żukowski, były szef ŻW, i Tomasz Szałek, były szef NPW, wiedzieli już wtedy o dokumentach SKW, które nie dotarły do prokuratorów w Poznaniu. Natomiast śledczy dostali tylko materiał dowodowy, który składał się głównie z zeznań świadków. Jak wynika z informacji „Rz” – sprzecznych.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorów e.zemla@rp.pl, l.zalesinski@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA