Opinie

Jedyna kobieta wśród ofiar Katynia: Janina Lewandowska

Rzeczpospolita
„Moje dzieci winny pamiętać, że są Polakami, że pochodzą ze starej rodziny szlacheckiej o pięciowiekowej nieskazitelnej przeszłości i że ojciec ich dołożył wszelkich swych możliwości dla wskrzeszenia Polski w jej byłej chwale i potędze. Ma zatem prawo żądać od swego potomstwa, by nazwiska naszego niczym nie splamiło” – napisał w swoim testamencie gen. Józef Dowbor-Muśnicki, dowódca powstania wielkopolskiego.
Słowom tym do końca pozostała wierna jego najstarsza córka, która jako jedyna kobieta została zamordowana w Lesie Katyńskim. Stało się to prawdopodobnie 22 kwietnia 1940 roku w dniu jej 32. urodzin.
Dziś podporucznik pilot Janina Lewandowska obchodziłaby swoje setne urodziny. Chciała być śpiewaczką. Ukończyła nawet konserwatorium w Poznaniu. Ale kiedy jej młodszy brat Olgierd zabrał ją na podpoznańskie lotnisko Ławica, pochłonęła ją nowa pasja – latanie. Jako jedna z pierwszych Polek odbyła kursy samolotowy, szybowcowy i spadochronowy. Była pierwszą Europejką, która skoczyła ze spadochronem z wysokości 5 tys. metrów.
Dzięki lotnictwu poznała męża – płk. Mieczysława Lewandowskiego, instruktora pilotażu. Poślubiła go w czerwcu 1939 r. Ale lotnictwo stało się też początkiem jej drogi do Katynia. Dwa dni po ataku Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 roku razem z kolegami z Aeroklubu Poznańskiego zgłosiła się do wojska. Nie wiadomo, w jakich okolicznościach otrzymała stopień podporucznika pilota. Wiadomo, że 22 września, w momencie pojmania przez Armię Czerwoną, nosiła przyduży oficerski mundur. Wraz z innymi oficerami Wojska Polskiego została umieszczona w obozie w Ostaszkowie, potem – w Kozielsku. Jej zwłoki odnaleźli Niemcy w czasie pierwszej ekshumacji z mogił katyńskich w kwietniu 1943 roku. Ponieważ nie potrafili wyjaśnić, skąd wzięło się tam ciało kobiety, a obawiali się efektu propagandowego, nie ujawnili tego faktu. Dwa lata później czaszka Janiny Lewandowskiej wraz z sześcioma innymi trafiła do rąk profesora Bolesława Popielskiego, który przez kilkadziesiąt lat ukrywał je przed UB i NKWD. Tuż przed śmiercią w 1997 roku zdradził tajemnicę współpracownikom. Za pomocą metod komputerowych potwierdzono, że są to szczątki ofiar katyńskich, ale zidentyfikowano tylko jedną czaszkę – Janiny Lewandowskiej. 4 listopada 2005 roku jej szczątki spoczęły w rodzinnej mogile Muśnickich na cmentarzu w Lusowie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL