fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Oddać państwo obywatelom

Konflikty między prezydentem Lechem Kaczyńskim a premierem Donaldem Tuskiem były przykładem słabości polskiej konstytucji - uważają autorzy
Fotorzepa/Jerzy Dudek
Obecny system władzy szwankuje. Próba sił między dużym a małym pałacem za każdym razem przysparza obu stronom siniaków. Najdobitniej było to widoczne w sporze dzielącym premiera Donalda Tuska i prezydenta Lecha Kaczyńskiego – piszą prawnicy, radni PiS.

Trzy konstytucje: 3 maja, marcowa i kwietniowa. Każdy z tych pomników historii rozpoczynał się preambułą z silnym Invocatio Dei. Słowa: „W imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego" z roku 1791 czy też „W imię Boga Wszechmogącego" z 1921 brzmiały i nadal brzmią doniośle. Konstytucja kwietniowa pomimo braku preambuły wskazywała, że na prezydencie spoczywa odpowiedzialność za państwo wobec Boga i historii.

Kandydaci proponują...

Prawnicy bardzo często spotykają preambuły w kontraktach handlowych. Wskazują one, o czym traktuje umowa oraz jakie są przesłanki jej zawarcia. To ważne. Preambuła – w dużej mierze napisana potocznym i nieprawniczym językiem – jest zrozumiała dla laika. Ta, która się znalazła w konstytucji z 1997 roku, kluczy. Dla porównania przytoczmy inne. W angielskiej Magna Carta Libertatum z 1215 roku stwierdza się: „Jan, z łaski bożej, król Anglii, pan Irlandii (...)". Konstytucja Austrii z 1849 roku rozpoczynała się zaś od słów: „My, Franciszek Józef I, z łaski Boga cesarz Austrii".

Wróćmy jednak do teraźniejszości. Invocatio Dei znajdziemy w ustawach zasadniczych greckiej, irlandzkiej czy niemieckiej. Preambuły są jednoznaczne. Bóg jest tam świadkiem historii i najwyższym odniesieniem. Jasne symbole mówią więcej niż rozmyte i przegadane teksty. Jak wskazał w jednym z wywiadów prof. Fryderyk Zoll, „nigdzie nie jest napisane, a w każdym razie nie wynika to z Konstytucji, że Polska ma być krajem świeckim. Takie stwierdzenie to nadużycie".

Wydarzenia ostatnich dni pokazują dobitnie, że temat zmiany konstytucji jest trendy. Andrzej Duda od początku kampanii prezydenckiej powtarza, że obecna ustawa zasadnicza musi zostać zmieniona, bo została uchwalona w czasie, gdy Polska była poza NATO i Unią Europejską. Jego zdaniem konstytucja powinna kłaść nacisk na suwerenność, wzmacniać prawa obywatelskie i pozycję Polski. Wzmocniony powinien zostać proces wyborczy.

Wydaje się z kolei, że gdyby Bronisław Komorowski nie przegrał w pierwszej turze wyborów prezydenckich 10 maja, to nie zaproponowałby żadnych zmian. Według tego kandydata bowiem (sic!) „konstytucję chcą zmieniać ci, którzy są frustratami politycznymi najczęściej. Bo im się nie udało, przegrali wybory, prezydenckie, parlamentarne, uważają, że jak się zmieni konstytucję, to będzie szczęście i raj na ziemi. A tu nie w tym problem...". Kurs został jednak skorygowany i prezydent skierował do parlamentu odpowiednie wnioski w zakresie zmian konstytucyjnych.

Obecny system władzy szwankuje. Próba sił między dużym i małym pałacem za każdym razem przysparza obu stronom politycznych, i nie tylko, siniaków. Niestety, najdobitniej było to widoczne w sporze, jaki występował pomiędzy obozem władzy Donalda Tuska a prezydentem Lechem Kaczyńskim. A przecież „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej" (art. 126 ust. 1). Tak więc nie rząd, lecz prezydent.

Przywołany zapis nie jest nowością. Konstytucja marcowa dawała prezydentowi mocną pozycję (art. 43). Podobnie kwietniowa (art. 3). Skoro więc prezydent wybierany jest bezpośrednio przez obywateli i otrzymuje silną legitymację, to winna iść za tym również silna pozycja ustrojowa. Trójpodział władz staje się figurą retoryczną, gdy władza wykonawcza (rząd) przygotowuje projekty ustaw przyjmowane przez większość rządową.

Godność, wolność, własność...

Konstytucja powinna być żywa. Powinna być także dostępna i... podręczna. W dyskursie publicznym rzadko słyszy się odwołania do tego aktu prawnego. Wielu zaś teoretyków prawa twierdzi, że nie może być ona aplikowana wprost. A przecież cały jej rozdział II jest skarbnicą, z której czerpać powinni „równi wobec prawa" obywatele.

Stoimy na stanowisku, że konstytucja może i powinna być stosowana bezpośrednio. Jest to możliwe, jeśli jej przepisy będą w sposób czytelny wskazywać zarówno ustrój państwa, ramy kompetencji jego organów, jak i niezbywalne oraz nienegocjowalne wolności obywatelskie: prawo do życia, wolność sumienia, wolność wyznania, równość wobec prawa, wolność zgromadzeń, prawo do informacji publicznej, wolność gospodarcza, własność, wolność badań naukowych, ludzka godność, tajemnica korespondencji.

Każda z tych sfer wymaga krótkiego, ale jednoznacznego określenia, tak aby były one zrozumiałą podstawą do pełnoprawnego i świadomego funkcjonowania w społeczeństwie. W przeciwnym wypadku pojęcia te znaczą tyle i aż tyle, ile zostaje z zastosowania ustaw szczegółowych: wolność osobista (art. 41 ust. 1), własność (art. 46), prawo do wychowania dzieci (art. 48 ust. 2), tajemnica korespondencji (art. 49), mir domowy (art. 50). Przykładem przepisu, który dla przeciętnego obywatela jest niezrozumiały, jest chociażby art. 57 konstytucji: „Każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Ograniczenie tej wolności może określać ustawa". Jego redakcja pozwala dowolnie, aktem niższego rzędu, zwykłą większością głosów ograniczać przedmiotową wolność zgromadzeń.

Niejednoznaczność norm powoduje rozwodnienie znaczeń i osłabienie samej konstytucji. Realnie bowiem o naszych wolnościach wiemy tyle, ile zrozumiemy z przekazu medialnego dotyczącego dyskusji w danej sprawie (vide: dyskusje o zapłodnieniu pozaustrojowym i jego refundacji, pozbawieniu własności ciągnika rolniczego czy zapewne czekająca w kolejce dyskusja o eutanazji etc.).

Katalizator dobrych zmian

Odesłania do ustaw szczegółowych nie mogą być ogranicznikami konstytucji, jeśli mamy ufać, że ustawa zasadnicza jest aktem prawa stanowionego – aktem ustawy rangi najwyższej. Powtarzane jak mantra postulaty zwiększenia partycypacji społecznej z jednej strony, powstawanie oddolnych ruchów miejskich, społeczności gminnych, działalność różnych organizacji obywatelskich z drugiej, wymaga nowego spojrzenia na konstytucję. Spojrzenia na bezcenną rolę aktywności obywateli w budowaniu społeczeństwa. Upodmiotowienie następuje przez działanie. Warunkiem tego jest zrozumienie podstawowych norm w granicach, których to działanie jest możliwie. Reguły te muszą być zatem proste.

Jeśli konstytucją nakreślimy reguły podstawowe, będziemy potrafili dookreślić kierunek, w jakim powinny iść albo być ograniczane regulacje norm szczegółowych. Mówiąc górnolotnie: zrozumiała konstytucja powinna być nowym otwarciem, które odda państwo jego obywatelom. Tylko na takim fundamencie można oprzeć podstawy strategii dla Polski.

Problemy Polski na tle Europy i świata się pogłębiają. System emerytalny, jaki znaliśmy, dogorywa. Prognozy wskazują, że do 2060 roku ubędzie nas 5 mln. Nowa konstytucja nie jest zapewne antidotum na te bolączki. Upatrywać w niej należy jednak wzmocnienia jednego z ośrodków władzy, który „odpowiedzialny przed Bogiem i historią" oraz – o czym nie należy jednak zapominać – Trybunałem Stanu, stanie się katalizatorem dobrych zmian w Polsce.

Dariusz Lasocki, radca prawny, radny PiS dzielnicy Praga-Południe

Przemysław Sieciński, radca prawny, radny PiS miasta Pruszkowa

Artykuł odzwierciedla prywatne opinie autorów

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA