Styl życia

Każdy slacklinowiec łapie slack-bakcyla

Slackline w warszawskim Parku Agrykola
Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Każdy, kto łapie slack-bakcyla, o niczym innym nie jest w stanie myśleć. Każdą wolną chwilę poświęca na opanowywanie nowych trików, a przede wszystkim swojego „ducha” i ciała, w którym każdy mięsień musi współpracować z pozostałymi - twierdzą entuzjaści ekstremalnego sportu "slackline".
"Slackline" polega na chodzeniu po rozpiętej na pewnej wysokości taśmie. Sztuka ta wymaga dużej koncentracji.
Do uprawiania tego nowego w Polsce sportu trzeba mieć mocne nerwy, bowiem każda wysokość stanowi duże wyzwanie i może skończyć się tragicznie. Amatorzy slacklinu najczęściej ćwiczą w parkach, ale zamknięta przestrzeń nie pozostaje niezdobyta. Chodzących po taśmie mogli w Warszawie zobaczyć m.in. klienci jednego z największych centrów handlowych. Slacklinowcy chodzili po taśmie tuż pod dachem holu, na wysokości kilkudziesięciu metrów.
Slacklinowcy dorobili się już swojej oficjalnej strony internetowej. Można na niej zobaczyć zdjęcia i filmy z oficjalnych zawodów, ale nie tylko.
Źródło: ROL

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL