fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Szkoli się armia cywilów

Uczestnicy szkoleń mogą się poczuć niemal jak na prawdziwej wojnie. Na zdjęciu ćwiczenia zorganizowane przez bardzo aktywne na tym polu stowarzyszenie FIA
materiały prasowe
Miłośnicy wojskowości masowo uczestniczą w ćwiczeniach, ucząc się walki partyzanckiej. Scenariusze podsuwa kryzys ukraiński.
Spotykają się na ćwiczeniach w lasach, ruinach domów, opuszczonych fabrykach lub lotniskach. W razie wojny są gotowi bronić swych małych ojczyzn i do tego właśnie się przygotowują.
Uczą się, jak obronić przed nieprzyjacielem most czy elektrownię, a także w jaki sposób nękać oddziały wroga. Robią to w czasie wolnym, za udział w szkoleniach zwykle płacą z własnej kieszeni. Czasem odbywa się to przy dyskretnym wsparciu armii.
Z informacji „Rz" wynika, że tylko we wrześniu odbędzie się kilkanaście szkoleń dla osób zainteresowanych walką partyzancką. Około 200 osób poćwiczy pod Łodzią, niemal tyle samo weźmie udział w szkoleniu „Kompania w działaniu nieregularnym", które przeprowadzą w Ostrowcu Świętokrzyskim organizacje skupione wokół Ruchu na rzecz Obrony Terytorialnej. Z kolei Związek Strzelecki Strzelec OSW urządza szkolenie w łódzkim Wojskowym Centrum Kształcenia Medycznego dla ok. 40 osób.

Wyparli dywersantów ?z lotniska

W Europie Środkowej od dłuższego czasu narasta konflikt związany z dostawami gazu, a w jednym z krajów za wschodnią granicą wybucha kryzys humanitarny. Dochodzi do agresji na Polskę, zniszczone zostają nasze siły powietrzne, a jednocześnie do kraju przenikają grupy dywersantów. Polska prosi NATO o wsparcie, Sojusz zaś – o wskazanie miejsc desantu swoich wojsk.
To scenariusz operacji „Zapad 2014", czyli ćwiczeń zorganizowanych wiosną przez stowarzyszenie Fideles et Instructi Armis – Wierni w gotowości pod bronią (FIA). Zadaniem uczestniczącego w nich oddziału obrony terytorialnej było wyparcie z lotniska grupy dywersantów. W ćwiczeniach na lotnisku w Nowym Mieście nad Pilicą wzięło udział ok. 60 osób.
– Scenariusz symulacji przygotowaliśmy tak, aby maksymalnie wykorzystać teren, a także zbliżyć fabułę do możliwej sytuacji geopolitycznej – mówi Łukasz Wójciński z FIA.
Jego stowarzyszenie jest jednym z kilkudziesięciu działających na rzecz obrony terytorialnej. Organizuje szkolenia dla cywilów. – Zakładamy, że w godzinie „W" wiele obiektów strategicznych, np. elektrownie, będzie potrzebowało ochrony. Tymi obiektami mogą się zająć oddziały obrony terytorialnej. Ich członkowie najlepiej znają swoje okolice, dlatego mogą także prowadzić działania rozpoznawcze – dodaje Wójciński.
Stowarzyszenie współpracuje z 1. Warszawską Brygadą Pancerną. To w jej obiektach odbywają się np. treningi strzeleckie. – Amunicję otrzymujemy od wojska, strzelanie odbywa się pod nadzorem mundurowych – opisuje uczestnik takich ćwiczeń.
Częściej jednak uczestnicy szkoleń FIA używają pneumatycznych karabinków ASG, czyli stosunkowo niedrogich replik, z których można strzelać plastikowymi kulkami i – co ważniejsze – uczyć się przy tym bezpiecznego posługiwania się bronią.

Nie tylko młodzież

– W szkoleniach uczestniczą osoby od 20 do 40 lat. 80 proc. członków naszego stowarzyszenia to osoby z wyższym wykształceniem, m.in. prawnicy, informatycy, ratownicy medyczni, inżynierowie – opisuje Łukasz Wójciński.
Ćwiczą walkę w mieście, tzw. działania nieregularne, czyli partyzanckie, a także ratownictwo medyczne. Członek stowarzyszenia rocznie bierze udział w co najmniej dziewięciu obowiązkowych i innych dodatkowych szkoleniach (każde trwa do 36 godzin).
Kto uczy walki? – To instruktorzy wewnętrzni FIA, a także ludzie spoza organizacji, wśród nich byli żołnierze wojsk specjalnych – słyszymy.
Podobne działania prowadzą grupy skupione wokół Ruchu na rzecz Obrony Terytorialnej. – Organizujemy szkolenia w miastach, w których zwykle nie ma wojska. Mamy wsparcie samorządów – mówi Grzegorz Matyjasik ze stowarzyszenia Obrona Narodowa.  Dodaje, że zwykle chętnych do udziału w ćwiczeniach jest więcej niż miejsc.
– Szkolenia obejmują działania lekkiej piechoty, partyzanckie, a tego właśnie najbardziej boi się Rosja. Staramy się kontynuować to, co w czasie wojny robiła Armia Krajowa  – dodaje Marcin Waszczuk, komendant główny Strzelca.
Oddziały obrony terytorialnej mają być zdolne do chronienia swojej miejscowości w czasie wojny, ale także działać podczas klęsk żywiołowych, np. powodzi. Zgodnie podkreślają to nasi rozmówcy.
Komendant Waszczuk dodaje, że w szkoleniach organizowanych przez Strzelca większość stanowią ludzie młodzi, od 17. do 26. roku życia. – To ludzie w wieku poborowym, z pasją, których pociąga wojskowość – chęć udziału w szkoleniu strzeleckim, nurkowania, spadochroniarstwa. Wielu z nich właśnie na takich szkoleniach przygotowuje się do służby w Narodowych Siłach Rezerwowych – opisuje Marcin Waszczuk.

Kolej na wojsko

Funkcjonowanie oddziałów obrony terytorialnej nie mieści się na razie w systemie obrony kraju. Jednak dzięki temu, że coraz częściej informacje o powstawaniu takich grup przebijają się do mediów, wojskowi zaczynają się oswajać z myślą o wykorzystaniu potencjału organizacji paramilitarnych.
– Państwo powinno go wreszcie dostrzec – apeluje komendant Strzelca.
Nie ma wiarygodnych danych dotyczących liczby osób, które we własnym zakresie szkolą się w prowadzenia walki na wypadek wojny. Organizacje obronne mówią o ok. 30 tys. Z kolei prof. Józef Marczak z Akademii Obrony Narodowej, wybitny specjalista w dziedzinie obrony terytorialnej, wskazuje, że w organizacjach paramilitarnych, w tym m.in. harcerskich, grupach rekonstrukcyjnych, klasach mundurowych, może być skupionych nawet  600–800 tys. osób.
Członkowie stowarzyszeń obronnych od dawna postulują, aby armia organizowała kilkumiesięczne szkolenia dla ochotników. I od niedawna MON zastanawia się nad takim rozwiązaniem. Jest ono przewidziane w koncepcji reformy Narodowych Sił Rezerwowych, jaką opracowali eksperci z zespołu gen. Bogusława Packa.
Uczniowie klas mundurowych (istnieją w niektórych ogólniakach) mogliby odbywać przeszkolenie w wojskowych ośrodkach po drugiej lub trzeciej klasie. Ponadto mogliby zaliczyć 15 zajęć weekendowych podczas roku szkolnego w wybranych jednostkach wojskowych. Natomiast studenci mogliby zostać ochotniczo objęci szkoleniem np. w czasie wakacji.
Autorzy koncepcji przewidują, że rocznie podstawowe przeszkolenie wojskowe mogłoby przejść ok. 10 tys. osób. Dodatkowo w ćwiczeniach uczestniczyliby rezerwiści.
Na razie jednak decyzje w tej sprawie nie zapadły.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA