Świat

Kanclerz nie jedzie, Kaczyński się waha

AFP
– Ani ja, ani kanclerz Angela Merkel nie planowaliśmy udziału w ceremonii otwarcia igrzysk w Pekinie – powiedział w piątek Frank-Walter Steinmeier, minister spraw zagranicznych Niemiec. Dziennikarze pytali go, czy w związku z chińskimi represjami w Tybecie zamierza odwołać wyjazd do Pekinu.
Rzecznik rządu Niemiec Thomas Steg podkreślał, że niemiecki protokół przewiduje udział w uroczystościach sportowych prezydentów, a nie szefów rządu czy ministrów. Wkrótce potem rzeczniczka prezydenta Niemiec poinformowała, że Horsta Köhlera 8 sierpnia nie będzie w Pekinie.
Steinmeier i Steg zastrzegali, że nieobecność Angeli Merkel nie będzie wyrazem bojkotu Chin, niemniej wielu polityków i komentatorów właśnie tak tę decyzję interpretuje. – Myślę, że teraz sporo przywódców europejskich pójdzie w ślady Merkel, zadeklarują, że nie jadą na otwarcie igrzysk. Prawdopodobny jest efekt domina – mówi „Rz” eurodeputowany Marcin Libicki (PiS), wiceszef Intergrupy ds. Tybetu w Parlamencie Europejskim.
Zapytaliśmy w piątek prezydenckiego ministra Michała Kamińskiego, czy do stolicy Chin wybiera się w sierpniu Lech Kaczyński. – Jeszcze o tym nie dyskutowaliśmy. Prezydent podejmie decyzję roztropnie, tak by nie zaszkodziła wizerunkowi Polski – odpowiedział. – Czy to oznacza, że Lech Kaczyński skłania się ku pozostaniu w kraju? – dopytywała się „Rz”. – Nic więcej nie mogę powiedzieć – odparł Kamiński. Bojkot ceremonii otwarcia zapowiedzieli już polski premier Donald Tusk, prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves i prezydent Czech Vaclav Klaus. Przywódcy Francji i Belgii uzależniają decyzję od rozwoju sytuacji w Tybecie. W Pekinie pojawi się natomiast prezydent USA George W. Bush. Udział w ceremonii zamknięcia zapowiedział brytyjski premier Gordon Brown. Wynika to prawdopodobnie z tego, że kolejne letnie igrzyska odbędą się właśnie w Wielkiej Brytanii. Przeciw bojkotowi wypowiedzieli się w piątek ministrowie spraw zagranicznych Szwecji, Portugalii i Hiszpanii.W sobotę w słoweńskim Brdzie będą na ten temat dyskutować szefowie dyplomacji 27 państw Unii Europejskiej. – Byłoby wspaniale, gdyby udało się nam przyjąć wspólne stanowisko – mówi francuski minister Bernard Kouchner. Na spotkaniu ma on przedstawić projekt wspólnej deklaracji w sprawie Tybetu. Według francuskich źródeł dyplomatycznych nie ma w niej bezpośredniego wezwania do bojkotu. Zdaniem Marcina Libickiego w europejskich kręgach politycznych coraz silniejsza jest jednak opcja na rzecz twardej polityki wobec łamiących prawa człowieka Chin. – Benita Ferrero-Waldner (komisarz ds. stosunków zewnętrznych UE) najpierw mówiła coś o potrzebie dialogu w Tybecie. W moim wystąpieniu podczas ostatniej debaty powiedziałem, że to jest po prostu mieszanie ofiary z katem. Teraz pani komisarz jest już bardziej stanowcza – zauważa polski eurodeputowany. Na znak solidarności z Tybetańczykami parlamentarzyści PiS nosili w piątek pomarańczowe wstążki. Nie ustają też manifestacje poparcia w innych krajach. Osiemnastu uchodźców tybetańskich wspięło się na budynek ONZ w stolicy Nepalu Katmandu. W tym kraju żyje 20 tysięcy Tybetańczyków. Codziennie manifestują solidarność z ojczyzną, co wywołuje gniew władz pragnących utrzymać dobre stosunki z Pekinem. W piątek wielu demonstrantów zostało aresztowanych. Mieszkańcy Tybetu masowo uciekali do Indii i Nepalu po stłumieniu antychińskiej rewolty w 1959 roku. masz pytanie, wyślij e-mail do autora m.szymaniak@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL