fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Wilki ostrzegają przed owcami

Michał Królikowski
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Trudno mówić w Polsce o prawie do aborcji. Obowiązuje bowiem u nas zakaz przerywania ciąży, a przewidziane wyjątki wskazują jedynie okoliczności uchylające karalność jej dokonania – pisze wiceminister sprawiedliwości.
Mamy do czynienia z frontalną kampanią przeciwko zasadom państwa świeckiego. Ofiarami tej krucjaty są obecnie kobiety, a niedługo będą wszyscy, którzy nie zechcą podporządkować swojego postępowania, także prywatnego, doktrynom religijnym wyznawanym przez wysokich urzędników ulokowanych w strategicznie ważnych miejscach aparatu państwowego – tymi słowami podsumował wydarzenia ostatnich tygodni prof. Wojciech Sadurski.
Publicyści „Gazety Wyborczej" wieszczą tymczasem zbliżającą się kolejną odsłonę wojny religijnej. Ich zdaniem Kościół katolicki, zamiast stać się Franciszkowym „szpitalem polowym dla rannych", sam przybiera postać groźnego najeźdźcy. Prof. Ewa Łętowska orzeka, że wielkie, trudne, ideologicznie zorientowane dyskusje o eutanazji, aborcji, klauzuli sumienia są zdominowane przez nieuczciwość proweniencji erystycznej. Oczywiście tej nieuczciwości dopuszczają się ci, którzy ośmielają się sprzeciwiać lewicowo-laickiej interpretacji podstaw ustroju i systemu prawa obowiązującego w Polsce.

Personalizm w konstytucji

Gdy słucham tego wszystkiego, przecieram oczy ze zdumienia. Oto wilki ostrzegają przed atakiem owiec.
Rzeczywiście – metodą działania jest reinterpretacja podstaw porządku prawnego i manipulacja intelektualna. Sięgają do niej jednak przede wszystkim ci, którzy sami formułują to oskarżenie.
Podstawowym przekłamaniem jest głoszenie tezy, że państwo polskie ma funkcjonować jako tzw. państwo świeckie. Prof. Piotr Winczorek mówi, że w takiej sytuacji urzędnik państwowy musi zawiesić swoje poglądy na kołku. Ma służyć państwu i działać na jego rzecz, a państwo ma zachowywać neutralność w sprawach wyznania i światopoglądu. Prof. Marcin Król ujmuje to nawet mocniej, podkreślając, że funkcjonariusz publiczny nie ma sumienia, ma jedynie przyzwoitość i rozsądek. Może mieć prywatne poglądy, ale nie ma prawa ich publicznie demonstrować ani narzucać ogółowi. Jeśli funkcji nie może pogodzić z sumieniem – odchodzi.
Problem jednak w tym, że Konstytucja RP bynajmniej nie narzuca takiej wizji państwa. Zawiera całkiem inny zamysł konstrukcyjny wspólnoty normatywnej, jaką z perspektywy ustrojodawcy ma być polskie społeczeństwo. W preambule czytamy o wszystkich obywatelach Rzeczypospolitej, zarówno wierzących w „Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna", jak i niepodzielających tej wiary, ale wywodzących te same uniwersalne wartości z innych źródeł. Dalej dowiemy się o ufundowaniu państwa na kulturze zakorzenionej „w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu i ogólnoludzkich wartościach".
Aby prawidłowo zrozumieć aksjologię Konstytucji RP, należy więc odrzucić tezę o indyferentności jej pojęć. Kluczową rolę w tym zakresie odgrywa personalistyczne ujęcie godności człowieka w art. 30 konstytucji – jako źródła praw i wolności człowieka i obywatela. To jednoznaczne odniesienie do katolickiej nauki społecznej. W tym samym kontekście należy odczytywać rolę, jaką konstytucja przyznaje dobru wspólnemu. Jest ono podstawą do tzw. słusznej dyskryminacji, pozwalającej choćby na uprzywilejowanie małżeństwa i nadanie mu w art. 18 konstytucji rangi jednej z zasad ustroju państwa polskiego.
Problematyki religii – w kontekście swobody wyrażania związanych z nią przekonań – poświęcona została konstytucyjna zasada, zgodnie z którą władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują „bezstronność" w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.

Religia nie jest problemem

Bezstronność ta nie powinna być jednak utożsamiana w uproszczony sposób z „neutralnością". Istnieją bowiem dwa sposoby rozumienia neutralności państwa: jako neutralności otwartej i jako wykluczającej.
Neutralność otwarta nakazuje państwu powstrzymywać się od ingerencji w przekonania obywateli, w wewnętrzne sprawy Kościołów i związków wyznaniowych. Nakazuje również bezstronność wobec przekonań światopoglądowych i religijnych.
Neutralność wykluczająca (zamknięta) oznacza natomiast usunięcie ze sfery publicznej wszelkich symboli religijnych i jednocześnie zakaz manifestowania swoich przekonań religijnych przez przedstawicieli władzy publicznej.
Konstytucyjną zasadę bezstronności można rozumieć jedynie przez pryzmat neutralności otwartej. Jest ona odległa od idei świeckości państwa. Trzeba bowiem dostrzec, że zarówno zasada neutralności światopoglądowej, jak i zasada świeckości państwa nie są bynajmniej aksjologicznie neutralne.
Zasada neutralności zakłada sprywatyzowanie norm moralnych. Gdyby rzeczywiście miała być podstawą porządku prawnego w Polsce, to nasza konstytucja powinna wskazywać na autonomię jednostek i prawo do prywatności jako na fundamentalne wartości, na których zbudowane jest państwo. A tak nie jest.
Zasada świeckości zawiera program pozytywny, który polega na promocji racjonalności oświeceniowej, pozbawionej odwołań do argumentów uniwersalistycznych lub religijnych. Temu zaś konstytucja zaprzecza wprost – tak wyraźnie, że bardziej nie można tego uczynić.
Uprzedźmy przy okazji zarzuty, że – używając w debacie politycznej argumentów religijnych – poucza się niewierzących, jak mają żyć. Argumenty religijne służą oczyszczaniu racjonalności i odkrywaniu obiektywnych zasad moralnych. Pełnią funkcję korekcyjną, chroniąc rozum przed wypaczeniami, do których dochodzi, gdy jest on manipulowany przez ideologię lub używany stronniczo, z lekceważeniem pełni godności osoby ludzkiej. Jak ujmował to Benedykt XVI, religia nie jest problemem, który powinni rozwiązywać prawodawcy, ale żywotnym wkładem w debatę narodową.

Etyka sentymentalizmu

Szczególne napięcie między ideologią lewicowo-laicką a personalizmem będącym podstawą konstytucyjnego ujęcia praw człowieka dostrzegalne jest ostatnio na gruncie tzw. praw reprodukcyjnych. Poważne, zdawałoby się, gremia (takie jak Komitet Bioetyki przy Prezydium PAN) utrzymują, że dochodzi do nadużywania przez lekarzy klauzuli sumienia, a stosowanie owej klauzuli – uniemożliwiając pacjentce przerwanie ciąży – narusza zakaz nieludzkiego i poniżającego traktowania kobiet ciężarnych. Z tego powodu, jak się twierdzi, klauzulą sumienia nie można objąć odmowy wystawienia recepty na środki wczesnoporonne czy zaświadczenia umożliwiającego dokonanie zabiegu przerwania ciąży. W tym poglądzie są dwa zasadnicze nieporozumienia.
Przede wszystkim żaden akt prawny z zakresu ochrony praw człowieka nie przewiduje niczego takiego jak prawa reprodukcyjne. Pojęcie to powstało jako postulat polityczny dotyczący krajów Trzeciego Świata i mający na celu zapewnienie kobietom w ciąży i w połogu odpowiedniej opieki medycznej. Szybko jednak, zwłaszcza w agendach ONZ i Europie, tego szlachetnego pojęcia zaczęto używać jako konia trojańskiego i w jego znaczenie wpisano postulat łatwego dostępu do antykoncepcji, in vitro i przerywania ciąży.
Nie zmienia to sytuacji, że prawa reprodukcyjne nie są pojęciem prawnym, nie są prawami człowieka, a więc nie są objęte jakimiś szczególnymi gwarancjami.
W Polsce obowiązuje w klasycznym ujęciu zakaz przerywania ciąży, a przewidziane wyjątki wskazują okoliczności uchylające karalność jej dokonania i zezwalają w kilku przypadkach na legalne działanie lekarza. Trudno więc mówić o prawie do aborcji.
Natomiast przekonywanie, że godność kobiety ma być uzasadnieniem przerywania ciąży, nie odnosi się w żaden sposób do praw gwarantowanych przez konstytucję, ale jest interpretacją w duchu etyki sentymentalizmu, zgodnie z którą cierpienia można uniknąć za wszelką cenę – nawet jeśli tą ceną jest śmierć dziecka poczętego. Twierdzi się, że dramat kobiety w niechcianej ciąży powinien przesłonić nam istnienie dziecka, choćby śmiertelnie chorego czy zniekształconego. Cierpienie dziecka zaś ma uzasadniać konieczność zabicia go w łonie matki. Przy okazji osławionej sprawy prof. Bogdana Chazana śmierć dziecka po narodzinach miała być dowodem, że nie powinno się ono w ogóle urodzić, a jeden z redaktorów TVN 24, Andrzej Morozowski, pytał wprost: „Kto jest winny temu, że to dziecko się urodziło?".

Atak na podstawy ustroju

Błędne jest też traktowanie klauzuli sumienia jako wyjątku od obowiązku leczenia. Zasadą jest wolność sumienia, a zatem również możliwość wstrzymania się od działań niezgodnych z sumieniem. Natomiast ewentualne ograniczenia do tej zasady można wprowadzić jedynie w drodze wyjątku. Ograniczenie to jednak nie może prowadzić do rezygnacji z samej konstrukcji klauzuli sumienia.
Nie można zatem wymagać od lekarza, który korzystając z klauzuli sumienia, odmawia wykonania aborcji, by wskazał innego lekarza, który to zamiast niego zrobi. Odmienne podejście prowadziłoby do degradacji zawodu lekarza, który w kwestii regulacji poczęć i przerywania ciąży byłby sprowadzony do roli realizatora „medycyny na życzenie". Oczywiście klauzula sumienia nigdy nie może powstrzymać lekarza od ratowania życia – także życia kobiety wyrażającej życzenie niezgodne z jego osądem sumienia.
Sprawa prof. Chazana pokazała, że mamy do czynienia z frontalnym atakiem na podstawy ustroju państwa polskiego. Celem tej ofensywy ma być doprowadzenie do sytuacji, gdy człowiek w życiu publicznym utraci swą podmiotowość, zostanie zmuszony do zaprzeczenia swojej tożsamości i współdziałania w tym, co w osądzie jego sumienia jest złem moralnym.
Autor jest wiceministrem sprawiedliwości ?i doktorem nauk prawnych. ?W przeszłości był m.in. członkiem ?Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego ?oraz dyrektorem Biura Analiz Sejmowych
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA