fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Jaki jest naprawdę Kongres Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego

archiwum prywatne
Wielu komentatorów chce ?na siłę wcisnąć partię Korwin-Mikkego w buty Samoobrony czy Ruchu Palikota, sugerując, że to tylko kolejna emanacja „partii buntu". Niestety, dowodzą w ten sposób tylko swojej niewiedzy albo złej woli – pisze rzecznik prasowy KNP.
Jedyną konferencją prasową Kongresu Nowej Prawicy, na której w czasie kampanii do Parlamentu Europejskiego nie pojawił się żaden dziennikarz, było spotkanie poświęcone prawdziwemu bilansowi udziału Polski w Unii Europejskiej. Ta sytuacja urasta do symbolu tej kampanii, podczas której dziennikarze i konkurenci polityczni woleli dyskutować z Januszem Korwin-Mikkem o gwałtach i Hitlerze, zamiast przyjrzeć się, nawet krytycznie, programowi Nowej Prawicy.
Tymczasem obok charyzmy lidera to ten program był podstawą wyboru, którego dokonało ponad pół miliona w większości młodych ludzi – program będący zaprzeczeniem całego dorobku III RP, jeśli oczywiście o jakimś dorobku w kontekście wyczynów naszych obecnych polityków można w ogóle mówić. Skoro w kampanii zabrakło czasu i chęci, by o nim na poważnie podyskutować, teraz, troszkę po czasie, przypomnijmy jego najważniejsze elementy.

Wolnorynkowy uniosceptycyzm

Czym w gruncie rzeczy jest uniofanatyzm czy nawet uniorealizm wszystkich obecnych ugrupowań parlamentarnych? Otóż stanowi on akceptację niewypowiedzianego założenia, że działanie dla dobra Polski polega na przyjmowaniu powielaczowego prawa unijnego, bo zawsze będzie ono lepsze od prawa stanowionego w Polsce. Skrajną formą takiego myślenia jest formuła „prawo unijne plus zero" promowana niegdyś przez eurorealistów z PiS ?– oznaczająca przecież w gruncie rzeczy, że Polacy w ogóle nie powinni się wtrącać do stanowionego dla nich prawa.
Środowisko wolnościowo-konserwatywne, którego najnowszym politycznym kształtem jest Nowa Prawica, odrzuciło takie myślenie jeszcze przed referendum akcesyjnym. Przy czym argumentem za tym odrzuceniem było nie tylko marzenie o niepodległości i podmiotowości Polski, ale także obserwacja rzeczywistości. Otóż już wtedy, na podstawie tego, co się działo na terenach byłego NRD, było wiadomo, że ścieżka modernizacji proponowana przez UE prowadzi do peryferyzacji i wyludnienia kraju poddawanego takiej terapii. Pomysłu, że w Polsce będzie inaczej, nie dało się sensownie uzasadnić. A dziś dobitnie widać, że Polska jest drugim NRD, tyle że wszystkie negatywne zjawiska pojawiły się u nas w większej skali, zwłaszcza jeśli chodzi o bezpośrednio związany z naszą akcesją wzrost zadłużenia na wszystkich możliwych poziomach.
Co wolnościowcy proponowali i proponują w zamian? To, co zawsze, czyli jak największą ilość wolnego rynku na poziomie przynajmniej takim, jaki zapewniła nam realnie przecież funkcjonująca przez pewien czas ustawa zmarłego niedawno Mieczysława Wilczka. Oczywiście wiązałoby się to z demontażem wielu instytucji, które w Polsce wprowadzono w ramach procesu konwergencji ze wspólnotami – jednak i na to przez ostatnich 20 lat środowisko skupione wokół Nowej Prawicy przygotowało dokładnie przedyskutowane recepty i sposoby.
Wolnościowcy są przekonani, że politykę zagraniczną RP trzeba przeorientować z „unijnej" na polską, bo polityka „unijna" z definicji polska być nie może
Podczas konferencji uniosceptycznych, jakie niżej podpisany organizował w okresie przedakcesyjnym, naszym głównym prelegentem był mieszkający w Wielkiej Brytanii sławny dysydent z czasów sowieckich Władimir Bukowski, który często zaskoczonych takim opisem sytuacji słuchaczy przekonywał, że we wspólnotach doszło pod koniec lat 70. minionego wieku do przejęcia projektu europejskiego z rąk wolnościowców przez socjalistów ze wszystkimi tego konsekwencjami. I dopóki projekt ten nie zostanie z ich rąk zabrany, wolne narody nie mają we wspólnotach czego szukać. Niestety, ta ocena z naszej perspektywy jest, czy się to komuś podoba czy nie, ciągle aktualna.

Budowanie własnej siły

Skoro padło nazwisko Bukowskiego, czołowego emigracyjnego krytyka Władimira Putina, warto wspomnieć o wolnościowych pomysłach na politykę zagraniczną i kwestię bezpieczeństwa. Otóż, wbrew narzucanej agresywnie przez media kalce prorosyjskości Janusza Korwin-Mikkego i Nowej Prawicy, także w tej sprawie środowisko wolnościowców przyjmuje stanowisko po prostu polskie, a nie na przykład „unijne". Stanowisko to oparte jest tylko na realistycznej ocenie sytuacji. JKM dostało się za stwierdzenie, że Władimir Putin ze swojego punktu widzenia zachowuje się w pełni racjonalnie. Lider KNP został okrzyknięty niemalże głównym poplecznikiem rosyjskiego prezydenta. Tyle że przecież wyraził on „oczywistą oczywistość".
Oczywiste jest także to, że koncepcja „państw buforowych" ma sens tylko wtedy, gdy oba kraje, pomiędzy którymi owe bufory funkcjonują, dbają o ich stabilność. I, niestety, trzeba być zawsze przygotowanym na wywrócenie buforów i posiadać określony plan zachowania w takiej sytuacji. Polska polityka wschodnia z jednej strony podnosiła wprawdzie sens takiego buforowania na Wschodzie, z drugiej jednak intensywnie dążyła i dąży do wywrócenia reżimów zarówno na Ukrainie, jak i na Białorusi, choć zupełnie nie była przygotowana na kontakt bezpośredni z Rosją, z którą właściwie nie posiadamy żadnych sensownych stosunków politycznych.
Na kwestię umiejętnego buforowania nakłada się sprawa odniesień o podłożu historycznym. Czy tego chcemy czy nie, wielu rosyjskich decydentów nadal jest przekonanych, że Polska dąży do rewindykacji granic z 1772 r. Czy takie myślenie mamy wypełniać jakąś treścią czy wręcz przeciwnie, to sprawa jak najbardziej do dyskusji, która obecnie z powodu poprawności politycznej jest tłumiona ze szkodą dla polskiej mniejszości na tych terenach.
Polscy wolnościowcy są po prostu przekonani, że istotne jest prowadzenie własnej polityki zagranicznej i w związku z tym trzeba ją przeorientować z „unijnej" na polską – bo polityka „unijna" niejako z definicji polska być nie może. Od lat postulujemy też jak największe zacieśnienie zarówno relacji militarnych z USA, jak i budowę maksymalnie silnej i zawodowej polskiej armii.
Być może najważniejszą przyczyną, dla której na Nową Prawicę zagłosowało tylu młodych ludzi, jest fakt, iż to jedyna partia chcąca radykalnie rozwiązać problem transferów międzypokoleniowych, z symbolicznym zbankrutowanym ZUS na czele. Transfery te sprawiają, że miliony młodych Polaków wolą uciec za granicę, niż dać się ograbiać ludziom, którzy w rozmaity sposób „nabyli" przywileje finansowe skutkujące agresywnym fiskalizmem i rosnącym deficytem. W środowisku wolnościowym od lat trwa dyskusja, jak te transfery zakończyć, i oczywiście nie ma wątpliwości, że ich prawdziwe zakończenie będzie dla wielu grup nacisku bolesne. Nie ma jednak także wątpliwości, że prędzej czy później przyjdzie załamanie całego systemu. I będzie ono na pewno dużo bardziej krwawe niż nawet radykalna jego zmiana przeprowadzona przed takim zawałem.
Według powtarzanych wielokrotnie wyliczeń i szacunków możliwe jest zredukowanie rok do roku budżetu o co najmniej 40 proc. oraz wprowadzenie zakazu deficytu systemowego. Uzyskane w ten sposób pieniądze w wyniku likwidacji podatków bezpośrednich po prostu zostaną w kieszeniach ludzi, co może ograniczy ich chęć wyjazdu za granicę, a na pewno z miejsca poprawi ich sytuację finansową. Taka redukcja będzie też ciosem w siatkę „sztywnych" grup interesów, które w swoim przekonaniu na stałe przypięły się do budżetu. Tymczasem w naszym pojęciu sztywne są tylko wydatki na wojsko, policję i sprawiedliwość, stanowiące obecnie tak naprawdę zupełnie niedominującą cześć budżetu.

Ruszanie z posad ?bryły świata

Wielu komentatorów chce teraz na siłę wcisnąć Nową Prawicę w buty Samoobrony czy Ruchu Palikota, sugerując, że to tylko kolejna emanacja „partii buntu", która szybko się wypali. Niestety, dowodzą w ten sposób tylko swojej niewiedzy albo złej woli, bo wolnościowcy różnią się od wymienionych wyżej formacji niemal wszystkim, ale głównie tym, że posiadają bardzo spójny i przemyślany przez 25 lat program bazujący na najlepszych pomysłach i ideach, jakie wytworzyła zachodnia cywilizacja. Wprowadzenie go w życie niewątpliwie „ruszy z posad bryłę świata". Ale tylko po to, by kolejne wcielenie Polski było lepsze i bardziej przyjazne dla jej mieszkańców.
Autor jest redaktorem naczelnym ?tygodnika „Najwyższy CZAS!" ?i rzecznikiem prasowym KNP
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA