fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Festiwal Dwa Teatry

Na XIV Festiwalu Dwa Teatry o nagrodę rywalizują najlepsze spektakle telewizyjne i słuchowiska radiowe
materiały prasowe
W poniedziałek wieczorem poznamy werdykt XIV Festiwalu Dwa Teatry, na którym rywalizują najlepsze spektakle telewizyjne i słuchowiska radiowe - pisze Małgorzata Piwowar.
Tak jak w ubiegłym rok jury będzie miało trudne zadanie wskazania zwycięzcy spośród 11 spektakli Teatru TV zrealizowanych w trzech różnych konwencjach: na żywo, rejestracji przedstawień w teatrze oraz oryginalnych realizacji specjalnie dla telewizji. Mniej zmartwień mają widzowie, którzy tłumnie przybywają na konkursowe prezentacje i imprezy towarzyszące. Dwa Teatry - czytaj więcej
Więcej chętnych niż miejsc zgromadził „Brancz" — autorski spektakl Juliusza Machulskiego – kolejna inteligentna komedia tego twórcy. Komplet był na sali podczas słuchowiska „Andy" Krzysztofa Czeczota, niezwykłej historii o popadaniu w szaleństwo tytułowego bohatera. To przedstawienie teatru wyobraźni jest jednym z faworytów tegorocznego  konkursu radiowego, wygrało już prestiżowy międzynarodowy festiwal Prix Europa otrzymując tytuł najlepszego słuchowiska roku. Zobacz galerię zdjęć
- Kiedy konstruowałem spektakl, chciałem, żeby słuchacze przez chwilę byli Andym – wyjaśniał Krzysztof Czeczot na spotkaniu po prezentacji swojego słuchowiska. — Żeby tak samo jak on byli zagubieni, tak samo jak on zdenerwowani, mieli podobną pogoń myśli jak mój bohater. Dla mnie najważniejsza w radiu jest emocja. Zamierzony efekt został osiągnięty także za sprawą realizacji słuchowiska w systemie dźwięku przestrzennego, powodujący poczucie dezorientacji co do miejsc, w których jesteśmy.
- Tak się szczęśliwie złożyło, że forma dopełniła treść – przyznał Andrzej Brzoska, realizator dźwięku do słuchowiska.
Krzysztof Czeczot zdradził też, że napisał sztukę dla czeskiego radia. Jego główna bohaterka Marzena jest dwudziestokilkuletnią Czeszką. Ma wszystko i spotyka Leszka z Warszawy, który nie ma nic. Zakochują się w sobie, ale i próbują zrozumieć, czym jest prawdziwa wolność.
Ciekawa dyskusja odbyła się w sopockim Dworku Sierakowskich. Jej uczestnicy debatowali, czym jest dziś potrzeba istnienia sceny dokumentalnej i jak powinna dziś wyglądać.
- Dobrze byłoby, gdyby pojawiły się spektakle nie tylko historyczne, ale i inspirowane rzeczywistością – mówił „Rz" Marek Pruchniewski, autor m.in. „Łucji i jej dzieci" i „Kontryma". – Chodzi o to, by przez historię człowieka opowiadać o naszej współczesności, nie robiąc tego na poziomie tabloidowych doniesień. Wszystkich poruszyła historia dziewczynki zmarłej w samochodzie z gorąca, pozostawionej na wiele godzin przez ojca. Tyle, że przeżywamy tę historię w sposób bardzo uproszczony i sensacyjny. Media dają nam dziś tylko naskórkowe relacje, o których zapominamy po kilku godzinach. Rzecz w tym, by opowiedzieć historię oddającą wielopłaszczyznowość zdarzenia.
- Co do jednego jesteśmy na pewno zgodni: scena dokumentu powinna być w opozycji do upraszczania świata stosowanego dziś przez media – uważa Jacek Snopkiewicz, dyr. Akademii Telewizyjnej TVP. — Takie spektakle powinny próbować diagnozować zjawiska społeczne. W przypadku historycznych wydarzeń ważne jest pokazywanie dramatu postaw ludzi mających wpływ na bieg historii. Chodzi o to, by prowokować do dyskusji, a może nawet „wkładać kij w mrowisko".
Wśród miłośników twórczości Sławomira Mrożka, którzy przybyli do Teatru na Plaży, dominowali widzowie dojrzali, nieprzypadkowo tu kierujący swoje kroki. Mogli sobie przypomnieć trzy spektakle nieżyjącego już dramaturga, w tym debiutancką „Policję". Dowiedzieli się m.in., że być może nie byłoby tej sztuki, gdyby Mrożek nie przyjechał do Sopotu...
Małgorzata Piwowar
 
 
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA