fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Szkoła niesamodzielnego myślenia

Tylko 2 proc. uczniów w ostatnim roku nauki potrafi bezbłędnie zinterpretować tekst i logicznie to uzasadnić.
Kilka tygodni temu na specjalnej konferencji premier w towarzystwie trzech minister edukacji chwalił się sukcesem polskich gimnazjalistów, którzy odnotowali wyjątkowo dobre wyniki w teście PISA.
Raport Instytutu Badań Edukacyjnych „Szkoła samodzielnego myślenia”, który sądząc po dacie jego publikacji, trafił do instytucji rządowych pod koniec roku, nie doczekał się żadnego oficjalnego komentarza ze strony rządu. Zapewne dlatego, że analiza jego wyników nie daje podstaw do opisywania polskiego systemu edukacji w takich superlatywach, jak można było to zrobić w przypadku testu PISA. W przeciwieństwie do tego testu Instytut sprawdził, jak uczniowie na wszystkich szczeblach kształcenia radzą sobie w sytuacjach niestandardowych, z nietypowymi zadaniami, do rozwiązania których potrzeba umiejętności złożonych, które choć trudne, polska szkoła ma obowiązek wykształcać w uczniach. Wyniki tej analizy są szczególnie istotne w kontekście rządowych haseł o budowie społeczeństwa opartego na wiedzy czy rozwijaniu gospodarki na bazie innowacyjności polskich przedsiębiorstw.
Analitycy IBE sprawdzili umiejętności uczniów w dwóch obszarach: języka polskiego oraz matematyki. W ramach pierwszego przedmiotu dokonano pomiaru umiejętności rozumienia tekstu, interpretacji oraz argumentacji. Test matematyczny miał na celu sprawdzić, jak uczniowie radzą sobie z modelowaniem i rozumowaniem matematycznym, tworzeniem strategii rozwiązania oraz argumentacją matematyczną. Wyjątkowo źle uczniowie radzą sobie z interpretacją czytanego tekstu i logicznym uzasadnieniem swojego toku myślenia. Ocenę najwyższą, przyznawaną wtedy, gdy uczeń dokonał pełnej interpretacji i logicznie ją uzasadnił, otrzymał ledwie 1 promil uczniów szkoły podstawowej i 2 promile pierwszaków z gimnazjum. Wyniki uczniów ponadgimnazjalnych są równie słabe. Pełną punktację otrzymało 1,2 proc. uczniów z pierwszej klasy tego typu szkół i 1,9 proc. z ostatniej. – Ten wynik musi niepokoić, bo pokazuje, że samodzielność myślenia, umiejętność zrozumienia skomplikowanej wypowiedzi, sprawność argumentacyjna cechuje uczniów nielicznych, zapewne szczególnie utalentowanych – odnotowało IBE. Niepokój ekspertów Instytutu wzbudził także fakt, że zaledwie 27 proc. uczniów ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych potrafiło uzasadnić wynik rozwiązania zadania matematycznego.
Badanie obnażyło także słabość uczniów w wyciąganiu wniosków na podstawie informacji zawartych w tekście, a w przypadku geometrii – wręcz uciekanie od próby podjęcia rozwiązania problemu. Analitycy IBE zauważyli, że największy przyrost umiejętności następuje na drugim etapie nauczania, czyli pomiędzy klasą IV a VI szkoły podstawowej. Między innymi etapami różnice, choć występują, nie są już tak widoczne, a w przypadku szkół zawodowych zauważono nawet regres umiejętności. Zdaniem prof. Tadeusza Lutego, byłego rektora Politechniki Wrocławskiej i wieloletniego szefa Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, potwierdza to powiedzenie, że żaden uniwersytet nie zastąpi dobrej podstawówki. – Niestety, potem zaczynają się schody. Każdy kolejny etap edukacyjny coraz bardziej wciska uczniów w określone schematy myślowe – mówi prof. Luty, zaznaczając, że takie działania destrukcyjnie wpływają na kreatywność i samodzielność uczniów. – To bardzo niepokojące zjawisko chociażby w kontekście tego, że Polska chce budować swoją gospodarkę w oparciu na innowacyjności. Jak zamierza to zrobić, skoro uczniowie uciekają od zadań z geometrii, która przecież świadczy o tym, jak działa ich wyobraźnia? – dodaje profesor. Zwraca uwagę, iż badanie wskazuje również na to, że im wyższy etap kształcenia, tym bardziej rośnie frustracja nauczycieli i chęć prowadzenia zajęć w schematyczny sposób, a jednocześnie spada ich zaufanie do możliwości intelektualnych uczniów. – To w brutalny sposób pokazuje, jak pedagodzy zamykają uczniom dostęp do przestrzeni twórczej – podkreśla Luty. Dr Jerzy Lackowski, były krakowski kurator oświaty, a obecnie dyrektor Studium Pedagogicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, uważa, iż wyniki tego raportu wskazują, że poważnych zamian wymaga system kształcenia nauczycieli. – Czy faktycznie wszystkie uczelnie, które robią to obecnie, powinny się nadal tym zajmować? Czy dalej prawo powinno dopuszczać sytuację, w której uprawnienia do nauczania można zdobyć na kursie? – zastanawia się Lackowski. Z jego doświadczenia wynika, że zdarzają się sytuacje, że nauczycieli kształcą dydaktycy, którzy sami nie mają praktycznego doświadczenia w tym zawodzie. – Tylko nieliczne uczelnie włączają w cykl kształcenia pedagogów kursy popularyzacji dziedziny, której mają uczyć, co niezwykle korzystnie wpływa na ich zdolności dydaktyczne. Co jakiś czas nauczyciele powinni zdawać egzamin potwierdzający znajomość przedmiotu, którego uczą – podpowiada były kurator. Wskazuje, że obecnie zdarzają się sytuacje, w których nauczyciele męczą się w swoim zawodzie, a niekiedy sami mają problemy ze zrozumieniem treści, które mają przekazywać swoim podopiecznym.
Nauczyciele, z którymi rozmawialiśmy, nie chcieli oficjalnie komentować wyników tego badania. W ich ocenie to emanacja systemu oceny pracy szkół, który uzależniony jest od wyników egzaminów zewnętrznych. – Te wymagają od uczniów schematycznych umiejętności i operowania określonymi narzędziami. Skoro takie są wymagania, to trudno ich nie respektować – mówi matematyk jednego z mazowieckich gimnazjów. O recenzję tych wyników poprosiliśmy także resort edukacji. MEN przekonuje, że tak słabe wyniki to przede wszystkim efekt tego, że w badaniu brali udział uczniowie, którzy kształcili się według starej podstawy programowej. – Wiele ze zdiagnozowanych w badaniu problemów jest jednak z pewnością wciąż obecnych w szkolnej edukacji – asekuruje się rzeczniczka MEN Joanna Dębek. Nieco inne konkluzje płyną z zaleceń, które znalazły się w raporcie Instytutu. IBE rekomenduje wsparcie metodyczne dla nauczycieli, które ma im pomóc rozszerzyć wachlarz narzędzi dydaktycznych, przede wszystkim pośród pedagogów gimnazjów i liceów. W kontekście szkół zawodowych IBE pisze wręcz o palącej potrzebie wprowadzenia programu naprawczego. IBE wskazuje także na konieczność zmian w systemie egzaminacyjnym, który wysoką punktacją powinien promować samodzielność myślenia i rozwiązywania nietypowych problemów. Jest też tam mowa o konieczności zmian w kształceniu nauczycieli, szczególnie w kontekście wsparcia dla praktykujących pedagogów w zakresie metodyki nauczania, a także doskonaleniu umiejętności złożonych. IBE potwierdza to, co mówił nam dr Lackowski, że nauczyciele sami mają niedostatki w tym zakresie. MEN zapewniło nas, że będzie starało się rozwiązać problemy, na które zwrócił uwagę raport.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA