Reklama

Metoda ECMO: Sprzęt jest, a pacjenci umierają

U pacjentów z ostrą niewydolnością oddechową szansą na uratowanie życia jest metoda ECMO. Niestety, choć szpitale mają odpowiedni sprzęt, brakuje świadomej i wykwalifikowanej kadry, żeby go zastosować – alarmują specjaliści na łamach Onetu.

Publikacja: 23.07.2019 13:18

Na świecie są już osobne specjalizacje z intensywnej terapii

Na świecie są już osobne specjalizacje z intensywnej terapii

Foto: Adobe Stock

ECMO to niewielkie urządzenie, które może na jakiś czas całkowicie zastąpić płuca pacjenta. Metodę stosuje się u osób, u których zagrożenia życia sięga 80 proc. Niestety, na 500 pacjentów rocznie wymagających terapii z użyciem ECMO, tylko ok. 10 proc. otrzymuje pomoc - alarmuje na łamach Onetu dr n. med. Konstanty Szułdrzyński, specjalista anestezjologii i intensywnej terapii ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Ekspert wyjaśnia, że lekarze często nie wiedzą o tej metodzie i panuje przekonanie, że jeśli pacjent zmarł na intensywnej terapii, to widocznie „tak musiało być”.

O tym, że nie jest to prawda i nawet w przypadkach wydawałoby się beznadziejnych pacjent ma szansę, przekonuje historia Krzysztofa Piaścika, któremu szybka terapia metodą ECMO uratowała życie.

Pan Krzysztof, jak relacjonuje Onet, został zarażony wirusem świńskiej grypy, a jego zainfekowane płuca przestały działać. - Zwlekałem z pójściem do lekarza, bo wyglądało to na zwykłą infekcję - mówi w rozmowie z Onetem 54-latek. Wkrótce jednak jego stan drastycznie się pogorszył, a pan Krzysztof w środku nocy, z dusznościami trafił na SOR szpitala w Olkuszu. Stamtąd, z diagnozą  obustronnego zapalenia płuc i ostrą niewydolnością oddechową, został przewieziony na OIOM i podpięty do respiratora. Mimo to jego stan drastycznie się pogarszał.

- W końcu nawet na respiratorze zaczął się dusić - relacjonuje w rozmowie z Onetem Magdalena Piaścik, córka pana Krzysztofa. Stan mężczyzny był krytyczny i lekarze nie dawali  mu dużych szans na przeżycie.

Rodzina cudem określa fakt, że na OIOM-ie był wówczas anestezjolog, który na co dzień pracuje też w klinice w Zabrzu. Dopiero on poinformował ich o metodzie ECMO, czyli terapii z użyciem tzw. sztucznego płuca. Akurat zwolniło się jedno z trzech urządzeń ECMO w Centrum Terapii Pozaustrojowych Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Reklama
Reklama

- Pacjent był niewydolny oddechowo, w ciągu pół godziny podłączyliśmy go do ECMO. Inaczej na pewno by umarł – przyznał dr. Konstanty Szułdrzyński, który w krakowskim szpitalu ratował pana Krzysztofa.

Na czym polega metoda ECMO?

ECMO to rodzaj pompy, która całkowicie, nawet na dłuższy czas może zastąpić pracę płuc. Anestezjolog wykonuje wkłucie i podłącza cewniki. Krew jest wyprowadzana z organizmu, utleniana z powrotem wprowadzana do ciała człowieka.

- Zasada działania jest podobna do dializy, ale w dializie oczyszczamy krew z tego, czego nie mogą pozbyć się chore nerki, a w ECMO oczyszczamy krew z dwutlenku węgla i dostarczamy tlen - tłumaczy dr Szułdrzyński.

Maszyna działa błyskawicznie - w ciągu minuty oczyszcza około sześciu litrów krwi, więc całą, jaką pacjent ma w organizmie. Dla porównania - w przypadku dializy jest to ok. 300 ml na minutę.

ECMO utrzymuje przy życiu

Samo ECMO nie leczy pacjenta, ale - odciążając płuca - daje czas na pełną ich regenerację. Dlatego podstawowym warunkiem kwalifikacji do tego typu leczenia jest odwracalność procesu chorobowego. ECMO utrzymuje przy życiu i zapobiega dalszemu uszkadzaniu płuc. Bez niego większości pacjentów brakuje czasu na walkę. 

Skutki uboczne? Jest ich wiele i mogą być bardzo poważne. Powszechne w takich terapiach jest ryzyko infekcji. Krew jest wyprowadzana cewnikami o bardzo dużej średnicy, często tętnicą udową albo prosto z okolic serca, a wprowadzana z powrotem na przykład przez żyłę szyjną. 

Reklama
Reklama

Terapia ECMO wymaga często rozrzedzenia krwi. Największe powikłania to krwotoki, w tym te najgroźniejsze - mózgowe. Jeśli krew jest za gęsta, mogą z kolei pojawić się zakrzepy i udary niedokrwienne. - Powikłania zagrażające życiu występują u 15-20 proc. pacjentów - mówi dr Szułdrzyński. Zaznacza jednak, że pacjenta podłącza się do ECMO, gdy ryzyko śmierci wynosi ok. 80 proc. i żadne inne metody nie pomagają.

ECMO w polskich szpitalach nie brakuje

Urządzenia są powszechne na oddziałach kardiochirurgii, ponieważ mają też inne zastosowanie - w zależności od sposobu podłączenia, mogą zastępować również serce. O ile zestaw jednorazowy do dializy kosztuje 500 zł, zestaw dla pacjenta do ECMO to wydatek aż 20 tys. zł. Wystarcza na ok. 10 dni. - Koszty leczenia jednego pacjenta sięgają więc kilkuset tysięcy złotych. Miałem pacjentów, których ratowanie kosztowało nawet 400 tys. zł. Pieniądze daje NFZ - mówi dr Szułdrzyński.

W czym zatem problem? - Mamy przede wszystkim ogromne braki kadrowe, wśród anestezjologów i wykwalifikowanych pielęgniarek - mówi rozmówca Onetu. Brakuje też rezerw personalnych na zapewnienia transportu pacjentów między placówkami. Za taki transport NFZ już nie płaci.

ECMO to rzadka procedura i trzeba mieć w niej duże doświadczenie. Podstawowe szkolenie kosztuje ok. 2 tys. euro, czego NFZ nie finansuje. - Zapłacić musi sam lekarz. Robi się z tego więc zajęcie hobbystyczne - zauważa dr Szułdrzyński.

W środowisku lekarzy brakuje jednak samej świadomości. - Lekarze często nie wiedzą, że ratunek jest w zasięgu ręki. Choć regularnie wysyłamy do szpitali informacje, ulotki, plakaty – wylicza dr Szułdrzyński.

W komentarzu dla "Rzeczpospolitej" dr Szułdrzyński przyznał, że problemem najbardziej ograniczającym rozwój intensywnej terapii - poza coraz bardziej dotkliwymi konsekwencjami niedoborów kadrowych - jest limitowanie finansowania przez NFZ w postaci ryczałtu. - Dysponujemy bardzo nowoczesnymi i skutecznymi metodami ratowania życia - takimi jak wspomniane ECMO - jednak ich zastosowanie prowadzi do szybkiego wyczerpania środków z ryczałtu. Dlatego całe środowisko anestezjologów wciąż gorąco apeluje do Ministra Zdrowia o wyłączenie nowoczesnych technik intensywnej terapii do odrębnego finansowania - powiedział "Rz".

Zdrowie
CDC zmienia kalendarz szczepień dzieci po decyzji Trumpa. Lekarze krytykują zmiany
Zdrowie
Unijne vouchery za nowe antybiotyki? Dodatkowy rok ochrony patentowej dla firm
Zdrowie
Zmiany na liście leków refundowanych. Za te produkty zapłacimy więcej
Zdrowie
Walka z pseudomedycyną. Kiedy koniec prac nad „Lex Szarlatan”?
Zdrowie
Jak długo pacjenci muszą czekać na wizytę u specjalisty? NFZ podał dane
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama