fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Nowy budżet UE szansą dla Polski

tv.rp.pl
W kolejnej perspektywie finansowej wzrośnie znaczenie Europejskiego Funduszu na rzecz Zrównoważonego Rozwoju, który w najbliższych dziesięciu latach ma zainwestować 1 bln euro – mówi Agnieszka Gajewska, partner PwC.

Nowa Komisja Europejska z Ursulą von der Leyen na czele prawdopodobnie rozpocznie pracę dopiero w grudniu, o miesiąc później niż można było oczekiwać. Czy już dziś można coś powiedzieć na temat jej priorytetów?

Na podstawie wypowiedzi Ursuli von der Leyen można wnosić, że nowa KE będzie się koncentrowała na czterech kwestiach. W swoim wystąpieniu w Parlamencie Europejskim (w połowie lipca – red.) najwięcej czasu poświęciła ochronie środowiska, klimatu. Ponadto mówiła o wyzwaniach związanych z rewolucją cyfrową, inkluzywnym wzroście oraz o roli Europy na globalnym rynku w obliczu nasilającego się protekcjonizmu. Europa musi szukać własnej drogi do współpracy z innymi regionami i ma ambicję prowadzić międzynarodowy dialog bardziej w duchu multilateralizmu niż izolacjonizmu. Von der Leyen uważa, że to wymaga od UE większej spójności.

Czy to jest dobra diagnoza wyzwań, które stoją przed Europą i z którymi należy sobie radzić właśnie na szczeblu unijnym?

Myślę, że Ursula von der Leyen celnie zdiagnozowała problemy, których żadne z państw członkowskich samodzielnie nie rozwiąże, a w każdym razie nie zrobi tego efektywnie.

Osobną kwestią jest, czy tak to postrzegają też państwa członkowskie. Inaczej mówiąc, czy nowa KE będzie pchała UE w stronę, w którą niektóre kraje nie będą chciały iść?

Przewodnicząca KE dopasowała swoje priorytety do układu sił w Parlamencie Europejskim. Zwykle w tej instytucji były dwie istotne frakcje, obecnie są cztery, w tym Zieloni. Stąd to akcentowanie zrównoważonego rozwoju, zielonej transformacji. Ogólnie jednak von der Leyen prezentuje wyważone poglądy w sprawach, w których te cztery siły mają czasem rozbieżne interesy. Co nie oznacza, że w szczegółach wszystkie propozycje KE będą się podobały wszystkim krajom członkowskim.

A jakieś szczegółowe propozycje są już znane? Zacznijmy od zielonej transformacji.

Program, który zarysowała Ursula von der Leyen wciąż jest na wysokim poziomie ogólności. Szczegółowych propozycji można się spodziewać w ciągu 100 dni po inauguracji nowej KE. Ale akurat w tej kwestii pojawiło się już sporo konkretów. Do 2050 r. Europa ma się stać neutralna dla klimatu (to deklaracja z długoterminowej strategii z 2018 r. – red.). To jest bardzo ambitny plan, który wiąże się z dużymi inwestycjami, ale też zmianami w naszym codziennym funkcjonowaniu. Przyszła przewodnicząca KE zadeklarowała, że uchwali pierwsze europejskie prawo klimatyczne, które tę deklarację zamieni w formalny cel. Drogą do niego ma być redukcja emisji Co2 do 2030 r. o 50 a nawet 55 proc. w porównaniu do 1990 r., zamiast o 40 proc., jak zakładają obecne plany. Duża część inwestycji będzie więc kierowana na ograniczenie emisji gazów cieplarnianych. Ale klimatyczna agenda to także m.in. budowa gospodarki o obiegu zamkniętym oraz odpowiednia strategia dla rolnictwa i całego łańcucha dostaw żywności. Wszystko to łącznie von der Leyen nazywa „nowym zielonym ładem" dla Europy.

Mówimy o celach, ale czy wiadomo coś o konkretnych instrumentach, które będą służyły ich realizacji?

Z wystąpień von der Leyen da się wyłowić kilka pomysłów. Przyszła przewodnicząca mówi na przykład, że 1 budżetu UE na lata 2021-2027 będzie przeznaczona na zrównoważony rozwój. Wiadomo też, że wzrośnie znaczenie Europejskiego Funduszu na rzecz Zrównoważonego Rozwoju (EFSD), który w najbliższych 10 latach ma zainwestować 1 bln euro. EFSD ma się koncentrować na wsparciu badań i innowacji służących zielonej transformacji Europy. Leyen chce też, aby część Europejskiego Banku Inwestycyjnego, który odgrywa znaczącą rolę w Europie Środkowo-Wschodniej, został przekształcony w Europejski Zielony Bank. Przygotowania do tego już trwają.

Czy pani zdaniem przyszła przewodnicząca KE będzie rozumiała specyfikę Polski, w której sektor górniczy i energetyka węglowa odgrywają większą rolę niż w innych krajach UE?

Wydaje się, że tak. Mówi dużo na przykład o Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Budżet tego funduszu będzie stosunkowo mały, wynosić ma około 6 mld euro, ale te środki będą trafiały właśnie głównie do regionów, które mocno polegają na węglu. Chodzi o to, żeby pomóc tym regionom uporać się ze społecznymi konsekwencjami zielonej transformacji. Do tego można się spodziewać, że Polska będzie znaczącym beneficjentem wszystkich istotnych instrumentów, z Europejskim Funduszem na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju włącznie.

To, o czym pani mówi, jest przejawem ogólniejszej zmiany w organizacji unijnego budżetu. Ostatnie doniesienia na temat budżetu UE na lata 2021-2027 sugerują, że zdecydowanie zmniejszy się jego część przeznaczona na politykę spójności i politykę rolną, która z góry była rozdzielona między kraje członkowskie. Polska może z tego tytułu otrzymać nawet o 25 proc. mniej niż w latach 2014-2020. Zwiększy się za to część przeznaczona na zielony ład, przy czym o te fundusze państwa będą ze sobą konkurować. Czy istnieje szansa, że z tych nowych kopert będziemy w stanie uzyskać więcej, niż stracimy wskutek odchudzenia funduszy spójności i rolnych?

Istnieje taka szansa. Wtedy teza, że ogółem nowy budżet będzie dla Polski niekorzystny, okaże się nieprawdziwa. Ursula von der Leyen kilkakrotnie podkreślała, że dla niej kohezja UE jest wciąż bardzo ważna. Nawet, jeśli fundusze spójności będą mniejsze, to środki na ten cel będą dostępne w innych funduszach. Rozumiem obawy, że w budżecie UE będzie mniej pieniędzy w kopertach krajowych, a więcej w ogólnoeuropejskich, przeznaczonych na konkretne cele. Polskie firmy i instytucje publiczne będą musiały o nie konkurować z podmiotami z innych krajów z UE. Nie powiedziałabym jednak, że jesteśmy na gorszej pozycji startowej. Przeciwnie, zaryzykowałabym tezę, że ze względu na to, jak dużo mamy do zrobienia w zakresie ochrony środowiska, może być nam łatwiej zgłaszać projekty o największym pozytywnym wpływie na środowisko. Jednocześnie skutki zaniechania starań o te fundusze będą poważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Nie chodzi po prostu o utratę pieniędzy, tylko raczej o to, że mamy jedyną w swoim rodzaju szansę, aby przestawić gospodarkę na nowe tory.

Czy te nowe fundusze celowe będą faktycznie nowe? Można argumentować, że priorytety, o których mówi KE, są tylko swego rodzaju wizerunkowym zabiegiem, a w praktyce o strukturze wydatków z budżetu UE decydują zaszłości, siła polityczna państw członkowskich itd. I ostatecznie, właśnie z powodu inercji, rozdział funduszy w nowym budżecie będzie bardzo podobny do obecnego, choć instrumenty będą inne.

Jeżeli przyjmujemy, że KE poważnie traktuje cel zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych do 2030 r. p 50-55 proc. w porównaniu do 1990 r., a następnie osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r., to struktura wydatków z unijnego budżetu musi się zmienić. Musi się też zmienić sam sposób myślenia o inwestycjach. Prawdą jest jednak, że zielony rozwój od dłuższego czasu był wysoko na liście priorytetów KE i takich instytucji, jak Europejski Bank Inwestycyjny. Na przykład Plan Junckera, którego dużym beneficjentem jest Polska, w dużej mierze finansował inwestycje wpisujące się w dążenie do zrównoważonego rozwoju.

Ma pani jakieś sugestie, jakie konkretnie cele moglibyśmy w Polsce realizować z wykorzystaniem unijnych instrumentów?

Europejski Fundusz na rzecz Zrównoważonego Rozwoju i Europejski Zielony Bank będą dysponowały gigantycznymi funduszami na projekty inwstycyjne, z kolei Fundusz Sprawiedliwego Rozwoju ma na celu niwelowanie negatywnych skutków społecznych zielonej transformacji. Mógłby np. wspomagać programy przekwalifikowania pracowników z likwidowanych w Polsce kopalń. Sądzę też, że małe i średnie firmy będą miały łatwiejszy dostęp do środków na zielone innowacje.

Drugim priorytetem nowej KE ma być budowa gospodarki cyfrowej. Jakie wyzwania widać tu na szczeblu UE?

Już teraz rewolucja cyfrowa jest jednym kluczowych obszarów zainteresowania KE, ale nowa przewodnicząca kładzie na to jeszcze większy nacisk. To jest poniekąd odzwierciedlenie trendów, które widać na całym świecie. Cyfryzacja, automatyzacja, sztuczna inteligencja itd. mają coraz wyraźniejszy wpływ na funkcjonowanie gospodarek i społeczeństw. Ursula von der Leyen postrzega tę rewolucję cyfrową jako potencjalną szansę, której wykorzystanie wymaga jednak rozwiązania pewnych problemów społecznych. KE chce dążyć do tego, aby zmaksymalizować pozytywne skutki tych przemian, a zminimalizować negatywne. Najważniejszym instrumentem ma być program Digital Europe (Cyfrowa Europa) dysponujący 9,2 mld euro. To będą głównie pieniądze na wsparcie innowacyjnych małych i średnich firm, ale też na podnoszenie kwalifikacji ludzi, aby mogli się odnaleźć w tym nowym świecie.

Cyfryzację trzeba w jakiś sposób przyspieszać, np. inwestując w infrastrukturę, czy raczej chodzi o niwelowanie takich negatywnych konsekwencji postępu technologicznego, jak wzrost nierówności dochodowych?

Z wystąpień Ursuli von der Leyen wynika, że zależy jej głównie na tym, aby ludzie nabywali umiejętności potrzebne w świecie po rewolucji cyfrowej, a także na wspieraniu innowacyjnych firm, szczególnie małych i średnich, które najczęściej mają trudności z dostępem do kapitału.

Jako państwo jesteśmy dobrze przygotowani, żeby czerpać pełnymi garściami z funduszy na cyfryzację?

Znów, tak jak w przypadku zielonej transformacji, w większości krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w zakresie cyfrowej transformacji jest wiele do zrobienia. A jednocześnie wydaje się, że firmy i pracownicy z krajów naszego regionu, także z Polski, postrzegają cyfryzację bardziej jako szansę niż zagrożenie. Świadczą o tym choćby wyniki naszego ankietowego badania wśród szefów firm (CEO Survey). W Europie Środkowo-Wschodniej 89 proc. prezesów za największe wyzwanie uważa dostępność pracowników o kluczowych w erze cyfrowej kompetencjach. Globalnie to wyzwanie jest trzecie na liście. Można to rozumieć tak, że firmom w naszym regionie brakuje wykwalifikowanych pracowników, ale też wydaje się, że są bardziej świadome wyzwań związanych z cyfryzacją, automatyzacją. Jednocześnie w Polsce 63 proc. pracowników uważa, że automatyzacja niesie ze sobą więcej szans niż zagrożeń. Na świecie ten odsetek wynosi tylko 50 proc. To pokazuje, że polskie społeczeństwo jest otwarte na rewolucję cyfrową.

Co Ursula von der Leyen rozumie pod pojęciem „inkluzywny wzrost"?

Dotąd dbałość o inkluzywny wzrost na szczeblu UE wyrażała się dążeniem do wyrównania warunków życia we wszystkich regionach. Obecnie to pojęcie jest rozumiane szerzej. Przyszła przewodnicząca w swoim przemówieniu mówiła o różnych grupach społecznych, które wymagają wsparcia, m.in. o młodzieży, ludziach starszych, imigrantach, kobietach. Warto zauważyć, że w Komisji Ursuli von der Leyen połowę członków mają stanowić kobiety, podczas gdy dotąd stanowiły one tylko 20 proc. komisarzy.

Za jedną z konsekwencji rewolucji cyfrowej uchodzi wzrost nierówności dochodowych. W Polsce ten problem w świetle nowych badań jest dużo poważniejszy niż się nam dotąd wydawało. Czy KE może sobie z takimi wyzwaniami radzić?

Kwestia polityki fiskalnej i redystrybucji dochodów jest w dużej mierze domeną państw członkowskich UE. Ale Ursula von der Leyen mówi m.in. o konieczności lepszego egzekwowania podatków od działających w Europie transnarodowych firm. To jest problem, który będzie narastał w dobie transformacji cyfrowej i dla którego der Leyen chce znaleźć wspólne rozwiązanie.

Agnieszka Gajewska, partner PwC odpowiedzialna za usługi dla sektora publicznego w Europie Środkowo-Wschodniej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA