fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Jo Hannaford: Rutynę zostawmy robotom

Bloomberg
Praca informatyków ma dziś większe znaczenie niż kiedykolwiek – ocenia szefowa banku Goldman Sachs ds. technologicznych w Europie, Afryce i na Bliskim Wschodzie Jo Hannaford.

Czytała pani „Flash Boys" Michaela Lewisa?

Tak.

Autor stawia tezę, że amerykański rynek finansowy jest areną licznych manipulacji. Dopuszczać mają się ich instytucje finansowe dysponujące najnowocześniejszymi komputerami, najszybszymi łączami i najzdolniejszymi programistami, dzięki którym są w stanie ogrywać tych inwestorów, którzy takim sprzętem i kadrami nie dysponują. Goldman Sachs jest przez Lewisa zaliczany do grona manipulatorów.

To jest literacka fikcja, pewna interpretacja wydarzeń, która ma być atrakcyjna dla niewtajemniczonego czytelnika. Ja jestem programistką w sektorze finansowym od 26 lat.. To, że wykorzystujemy innowacje technologiczne, jest zupełnie naturalne. Goldman Sachs to instytucja, która m.in. zarządza ryzykiem. Jest to część naszej kultury. Zaskoczyło mnie, że kwestie ryzyka nie są omówione w tej książce. Zresztą, mam wrażenie, że zbyt często zapomina się, że rewolucja technologiczna nie jest niczym nowym, ona się dzieje nieprzerwanie od stuleci.

Książka Lewisa jest jednak dowodem na to, że wykorzystanie nowych technologii w sektorze finansowym budzi obawy części uczestników rynków, być może dlatego, że ich nie rozumieją. Te obawy są uzasadnione?

Ludzie w ogóle boją się technologii, mają wrażenie, że idziemy w kierunku sztucznej inteligencji. To jest nieporozumienie. Komputery nie podejmują decyzji, nie wymyślają niczego. Nie jesteśmy nawet bliscy stworzenia tak rozumianej sztucznej inteligencji. Na razie kod to odzwierciedlenie procesów decyzyjnych ludzi. Oczywiście, postęp technologiczny sprawia, że komputery są w stanie prowadzić coraz więcej takich procesów jednocześnie, ale wciąż są to – w ostatecznym rozrachunku – ludzkie decyzje.

Lewis sugeruje, że część postępu technologicznego w dziedzinie finansów jest zbyteczna, a nawet szkodliwa. Według niego nie ma potrzeby, aby transakcje na rynkach były dokonywane w czasie wielokrotnie krótszym, niż mrugnięcie okiem. Może postęp należy w jakiś sposób spowalniać?

Proszę pomyśleć o jakiejkolwiek innej branży, na przykład lotnictwie pasażerskim. Nikt nie zastanawia się, czy linie lotnicze przewożą zbyt wiele osób w zbyt krótkim czasie, albo czy jest zbyt wiele anulowanych lotów. Zakłada się po prostu, że linie lotnicze i lotniska są w stanie zapewnić bezpieczeństwo rosnącej liczbie pasażerów. Nie rozumiem, dlaczego wzrost wolumenu transakcji na rynkach miałby być problemem. Niesie on zaś ewidentne korzyści: inspiruje tworzenie prostszych produktów finansowych. Aby wolumen transakcji mógł się zwiększać, instrumenty muszą być standaryzowane, proste. Gdybym miała wskazać jakiś problem, który stwarza w sektorze finansowym postęp technologiczny, powiedziałabym, że jest to pewne niedopasowanie między stopniem automatyzacji systemów transakcyjnych, tych które bezpośrednio komunikują się z rynkami, a stopniem automatyzacji procesów operacyjnych, biurowych itp. Te ostatnie są w dużej mierze manualne. Chodzi mi o takie czynności, jak np. potwierdzanie zleceń, co często odbywa się przez telefon. I to stwarza pewne ryzyko, bo automatyzacja – ze względu na powtarzalność, przewidywalność – wyklucza możliwość ludzkiego błędu, arbitralności.

Żeby wyeliminować ludzkie błędy, trzeba wyeliminować ludzi.

Wcale nie. Chodzi o to, żeby ludzie nie musieli wykonywać powtarzalnych zadań, bo rutyna prowadzi do pomyłek. Ludzie powinni zajmować się sytuacjami wyjątkowymi, nietypowymi, a te typowe zostawić automatom.

Naprawdę nie dostrzega pani w sektorze finansowym innowacji, które są ślepym zaułkiem?

Proszę pamiętać, że sektor finansowy nie przesuwa granicy technologicznej, nie jest źródłem innowacji. Owszem, zatrudniamy bardzo zdolnych matematyków, którzy tworzą algorytmy inwestycyjne, ale cała ta matematyka nie jest bardziej skomplikowana, niż gdzie indziej. Instytucje finansowe są bardzo ostrożne, mają dużą awersję do ryzyka. Napędem postępu są dziś prawdopodobnie spółki internetowe, jak Google, Amazon czy Facebook. To tam się pracuje nad sztuczną inteligencją, maszynami uczącymi się itp. My, jak chyba każda odpowiedzialna firma, wykorzystujemy sprawdzone technologie i malejące koszty mocy obliczeniowych i przechowywania danych.

To, co pani mówi, wydaje się być sprzeczne z tezą prezesa Goldmana Sachsa Lloyda Blankfeina, że to nie jest bank, tylko firma technologiczna.

To jest pewna metafora. Biorąc te słowa dosłownie, to wszystkie firmy są technologiczne. Przecież historia ludzkości to historia postępu technologicznego. Stwierdzenie prezesa Blankfeina należy według mnie rozumieć tak, że dziś technologia jest w centrum strategii banku. Gdy zaczynałam pracę w bankowości 25 lat temu, programiści siedzieli w piwnicy, byli podrzędnymi pracownikami, nikt nie chciał z nimi robić wywiadów (śmiech). Dziś jest inaczej, praca informatyków ma większe znaczenie, niż kiedykolwiek wcześniej.

Czy infrastruktura rynkowa i regulacyjna dotrzymują kroku postępowi technologicznemu w sektorze finansowym? Instytucje finansowe dysponują ogromnymi budżetami, mogą zatrudniać najzdolniejszych informatyków. Agencje nadzoru finansowego nie mają takich możliwości.

Nie dostrzegam tego niedopasowania, ale uważam, że konkurujące ze sobą instytucje finansowe powinny współpracować w zakresie dostosowywania się do przepisów. Firmy finansowe zasadniczo zarabiają na ocenie ryzyka transakcji. Potwierdzanie transakcji, raportowanie itp. to są czynności pozwalające nam prowadzić działalność, ale nie dające przewagi konkurencyjnej. Nie ma więc przeciwwskazań, aby cały sektor miał wspólne standardy i systemy informatyczne. To przyniosłoby wszystkim ogromne korzyści, bo tworzenie takich systemów, właśnie z powodu konieczności dostosowania ich do regulacji, jest bardzo kosztowne. To, że handel instrumentami finansowymi tak szybko stał się całkowicie elektroniczny, było możliwe dlatego, że 20 lat temu kilka firm stworzyło standard komunikacji między uczestnikami rynku (tzw. protokół FIX – red.). Tę samą zasadę powinniśmy stosować np. w obszarze dostosowywania działalności instytucji finansowych do regulacji.

Goldman Sachs rozwija swoje warszawskie biuro, regularnie zwiększa zatrudnienie. Obecnie liyczo ono 380 pracowników, pod koniec tego roku ma być ich już 500. Dlaczego?

Na pewno nie z powodu Brexitu, jak niekiedy słyszę! Nasza decyzja, aby zainwestować w Warszawie, zapadła na długo przed Brexitem i była podyktowana przede wszystkim jakością kadr. Jesteśmy globalną firmą, a pracowników szukamy na całym świecie. W Polsce jest ogromna liczba zdolnych programistów i dobre szkoły wyższe. Oczywiście znaczenie miała też lokalizacja, bo potrzebowaliśmy zaplecza operacyjnego w Europie, zgodnie z modelem „podążaj za słońcem". Dlatego wybór padł na Warszawę.

Jaka jest rola warszawskiego biura w strukturze banku? To jest zaplecze operacyjne?

My tego nie nazywamy zapleczem, tylko federacją. Chodzi o to, że te procesy administracyjne, operacyjne itp., są dla nas równie ważne, co podstawowa działalność. Nie możemy zwiększać skali działalności, jeśli nie będziemy zwiększali przepustowości naszych systemów informatycznych, administracyjnych itp. A w Warszawie rozwijamy równolegle dwa zespoły: operacyjny i technologiczny. One mają ze sobą współpracować, uruchamiając falę innowacji w procesach administracyjnych.

Zatrudnienie Goldmana Sachsa w Warszawie rośnie, ale globalnie jest od wielu lat stabilne, wynosi około 34 tys. Jak technologiczne przemiany będą wpływały na zatrudnienie w sektorze finansowym?

Należę do pokolenia informatyków, którzy wprowadzali komputery do biur. I nigdy nie miałam wrażenia, że pozbawiam kogoś pracy. Automatyzacja nie prowadzi do zwolnień, tylko zmienia charakter pracy niektórych osób. Można szacować, że w najbliższej dekadzie na globalny rynek pracy wejdzie 1 miliard osób, ale tylko 40 proc. z nich podejmie pracę w istniejących dziś zawodach. Bardzo dużo mówi się o tym, ile miejsc pracy znika wskutek postępu technologiczne, ale nie zdajemy sobie sprawy, ile miejsc pracy jednocześnie powstaje. W samych USA jest dziś 200 tys. wakatów dla analityków danych (data scientist).

CV

Jo Hannaford od marca br. jest szefową działu technologii w banku Goldman Sachs w regionie EMEA (Europa, Afryka, Bliski Wschód). Karierę w tej instytucji rozpoczęła w 1997 r., wcześniej pracowała w bankach NatWest i UBS. Posiada doktorat w dziedzinie informatyki z UCL (część Uniwersytetu Londyńskiego).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA