fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Hadley Dean, prezes EPP: Galerie zastąpiły ulice handlowe

materiały prasowe
Polska gospodarka jest stabilna. Dochody ludzi rosną i w przeciwieństwie do Francji czy Hiszpanii perspektywy pozostają silne i to bardzo pozytywny sygnał – mówi Hadley Dean, prezes EPP.

Jak pan ocenia perspektywy gospodarcze Polski? Czy wzrost wyhamuje?

Nie jesteśmy firmą czysto polską, bo o ile wszystkie nasze aktywa ulokowane są w Polsce, o tyle nasze akcje notowane są na giełdzie w Johannesburgu. Ale właśnie dzięki temu mam przyjemność dużo opowiadać naszym partnerom o Polsce. A macie przecież dużą, rozwijającą się od lat gospodarkę, ale też coś, o czym być może zbyt łatwo się zapomina – od blisko 30 lat każdy polski rząd jest zwrócony na Zachód. To nie jest wcale takie oczywiste w przypadku innych państw w tej części Europy. To jest zresztą tak, że kiedy Anglik mówi o dobrych perspektywach gospodarki brytyjskiej, to nikt mu nie wierzy, a gdy mówi o wzroście w Polsce, wierzą wszyscy.

Czy potencjalni inwestorzy nie czują jednak niepokoju związanego np. z potężnymi wydatkami socjalnymi, które mogą się przełożyć na kondycję finansów państwa?

To prawda, przeprowadzacie jeden z największych programów redystrybucji od końca II wojny światowej. Ale trzeba pamiętać, że duża część tych pieniędzy zostanie przeznaczona na konsumpcję i w takiej czy innej formie z powrotem zasili budżet. Dochody ludzi rosną i w przeciwieństwie do Francji czy Hiszpanii perspektywy wzrostu w kolejnych latach pozostają silne i to bardzo pozytywny sygnał.

Nie widzi pan ryzyka?

Nie, kraj jest stabilny. Poziom długu jest stosunkowo niski w porównaniu z państwami Zachodu, gospodarka będzie więc rosła i to właśnie mówimy inwestorom. Oczywiście drugie 500+ jest może bardziej kontrowersyjne dla biznesu. Jednak, już odwołując się do prowadzonej przez nas działalności, my jako właściciel centrów handlowych nie mamy na co narzekać, podobnie jak sami właściciele sklepów. Polacy będą mieli więcej pieniędzy, a przecież średnia płaca ciągle jest trzy razy niższa niż w Niemczech i to się musi zmieniać.

Ale przecież tych pieniędzy nie muszą wydawać w centrach handlowych.

Nie tylko te dodatkowe pieniądze sprawiają, że Polska to dla nas atrakcyjny rynek. Podstawowa różnica między handlem w Polsce i na Zachodzie jest taka, że tu nie ma ulic handlowych. Np. w Wielkiej Brytanii 60 proc. powierzchni sklepowej przypada na takie ulice, i to tam ludzie robią zakupy mimo okropnej z reguły aury. Oczywiście ta różnica wynika z historii, sklepy z epoki komunizmu nie dawały potencjału do powstania prawdziwych ulic handlowych. Stąd rozkwit galerii, gdzie obecnie robionych jest 70 proc. zakupów. Pamiętam moje zaskoczenie, kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Polski pod koniec lat 90. i zobaczyłem, jak ludzie chodzą na lody w centrach handlowych. Zrozumiałem, że Polacy tam właśnie spędzają wolny czas. I to jest kolejny podstawowy atut galerii.

Nie sądzi pan, że dzieje się to kosztem tkanki miejskiej, społecznej czy urbanistycznej?

Naszym zdaniem centra handlowe mogą pełnić kluczową rolę przy wspieraniu i wzmacnianiu rozwoju społeczności. Tak więc zamiast szkodzić miastu czy tkance społecznej, silne centrum handlowe, świadome swoje roli w danym środowisku, organizuje wydarzenia i udostępnia swoją przestrzeń dla działalności społecznej. Można to zaobserwować w naszych centrach, gdzie stworzyliśmy programy animacyjne w niehandlowe niedziele. Ludzie zawsze potrzebują różnych rzeczy: apartamentów, hoteli, biur, ale także restauracji, kultury i rozrywki. To wszystko zapewniają centra miast na Zachodzie. W Polsce jest nieco inaczej. Tutaj dzielnice mieszkaniowe rozlewają się na przedmieścia, tam też funkcjonują centra handlowe i stąd ich popularność. Ale nie ścigają się one już wyłącznie o zawartość portfela klientów. Portfel się liczy, ale wyścig dotyczy również czasu klienta, czyli tego, żeby przychodził do centrów nie tylko na zakupy.

Jakie są na to pomysły? Te proste już chyba się wyczerpały.

Jednym ze sposobów jest rozbudowanie oferty. W naszych centrach w weekendy organizujemy wydarzenia o najróżniejszym charakterze, na przykład sportowe, muzyczne czy dla fanów planszówek. Chcemy być bardziej obecni wśród lokalnych społeczności, staramy się, żeby ludzie nas odwiedzali i dawali nam sugestie, czego oczekują po centrach zwłaszcza w niedziele z zakazami handlu.

Zakaz mocno w was uderza?

Nie dotknął nas finansowo, ale ciężko mi znaleźć jakieś pozytywy. Dla nas jako branży, dla małych sklepów, które nic na tym nie zyskują – ale przede wszystkim dla klientów, którzy w ciągu tygodnia ciężko pracują, a w weekend chcą przyjść do centrum coś zjeść, pójść do kina i zrobić zakupy. Stąd uważamy, że powinien zostać zniesiony.

A od strony samego biznesu?

Nasze wyniki rosną, przekraczają wręcz oczekiwania i średnią rynkową. Ale oczywiście zakaz handlu ma swój wpływ. Tracą wszyscy. Mamy np. mnóstwo studentów, którzy chcą pracować w centrach w niedzielę i nie mogą tego robić.

Wkrótce otwieracie kolejne potężne centrum handlowe – Galerię Młociny w Warszawie. Jak chcecie przyciągnąć klientów, skoro to już nie takie łatwe?

Dla nas będzie to łatwe. Centrum handlowe robi ogromne wrażenie, a nasze sklepy są wyjątkowe. Nie mamy wątpliwości, że klienci, którzy je odwiedzą będą do nas wracać. Kładziemy szczególny nacisk na ofertę gastronomiczną, więc będzie to miejsce nie tylko na zakupy, ale też najważniejszy adres dla każdego, który chce spędzić czas z rodziną lub przyjaciółmi. Galeria Młociny przyciągnie klientów z północnej Warszawy i jej przedmieść. W dodatku zaraz obok mamy stację metra i duży hub komunikacyjny. O frekwencję jestem więc spokojny. Zwłaszcza że Galeria Młociny zaoferuje znacznie więcej niż tradycyjne centra handlowe. To będzie połączenie oferty modowej z wyższej półki z gastronomią w typie warszawskiej Hali Koszyki. Przeznaczamy na nią prawie 25 proc. powierzchni, którą nazywamy Hala Hutnik i myślę, że dzięki metru znajda się klienci również z centrum stolicy. Zastosowaliśmy też nietypowe rozwiązania – pierwsze piętro w Galerii Młociny ma aż dziewięć metrów wysokości.

Po co?

Po to, żeby szyldy sklepów na pierwszym piętrze były dobrze widoczne z poziomu parteru. To problem centrów handlowych. Najczęściej trzeba po prostu wejść na piętro, żeby przekonać się, jakie sklepy się tam znajdują. Oczywiście będzie to też robiło wrażenie wielkiej, przyjaznej przestrzeni. Kolejną atrakcją będzie sama oferta sklepów. Zadebiutuje u nas m.in. duża marka modowa, która na wszystkich innych rynkach odniosła ogromny sukces. To przyciągnie klientów, zresztą nie tylko do sklepów, bo skorzysta na tym także gastronomia.

Jednocześnie mocno wchodzicie do mniejszych miast. Stały się w końcu biznesową szansą? 

Kochamy je. Tam sprzedaż rośnie najbardziej. Taki boom kilkanaście lat temu przeżywała Warszawa, klika lat temu – inne wielkie miasta. Teraz on dotarł do mniejszych ośrodków. Jest to związane ze wzrostem zamożności społeczeństwa, ale też na przykład z radykalną poprawą jakości infrastruktury. Widzimy, że po wprowadzeniu 500+ sprzedaż w tych mniejszych ośrodkach wzrosła najbardziej.


Jakie macie plany na dalszy rozwój?

Będziemy kontynuować ekspansję na lokalnych rynkach. Na razie w Polsce mamy 27 obiektów handlowych, biurowych i projektów w przygotowaniu. Myślę, że w ciągu paru lat ta liczba może się podwoić. Oczywiście nie zapominamy przy tym o Warszawie, która tak czy inaczej będzie odgrywała wiodącą role dla tego biznesu.

Jednak wasz nowy głośny projekt – Towarowa 22 – nie jest już kolejnym centrum handlowym. Łączy bardzo różne funkcje. Dlaczego? Przecież na centrach zarabia się jednak najlepiej. 

Przyznam, że kupiliśmy ten teren z myślą o budowie kolejnej dużej galerii. Ale z naszym partnerem biznesowym, Nicklasem Lindbergiem z Echo Investment, z czasem doszliśmy do wniosku, że jednak ostatnią rzeczą, którą chcemy zrobić na tak atrakcyjnej działce jest właśnie coś takiego. To przecież jedyna tak duża wolna przestrzeń w centrum Warszawy. Obydwaj czuliśmy, że trzeba tam zrealizować projekt unikalny, wielofunkcyjny, który zmieni miasto. I taki powstał, stworzony przez słynną duńską firmę Bjarke Ingels Group.

Moim zdaniem jest znakomity, wprowadzi prawdziwe życie do tej części Warszawy. Będzie to rzeczywiście unikalny projekt w naszym portfolio – 25 proc. sklepy przede wszystkim z odzieżą, 25 proc. biura, 6 proc. apartamenty, 10 proc. apartamenty na wynajem, 10 proc. hotel, 7 proc. gastronomia, a reszta to usługi oraz przestrzeń dla działalności kulturalnej łącznie z teatrem i kinem festiwalowym.  Do tego duży, 2 hektarowy plac Kazimierza Wielkiego.


Kiedy powstanie Towarowa 22?

Chcemy otworzyć kompleks w 2024 roku, budowa ruszy najprawdopodobniej w 2021 roku. Będzie to największe przedsięwzięcie tego typu  w Europie w najbliższych latach. Pochłonie miliard euro.

Macie te pieniądze?

Z tym nie ma problemu, jest olbrzymie zainteresowanie inwestorów z różnych krajów – od Kanady po Bliski Wschód. 

Hadley Dean jest prezesem EPP, największego w kraju właściciela centrów handlowych pod względem powierzchni najmu. Był m.in. partnerem zarządzającym w Colliers Int'l, spółce świadczącej usługi zarządzania nieruchomościami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA