fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i rozmowy

Trzaskowski: Protesty dowodzą, że ludzie chcą walki o swoje prawa

Rafał Trzaskowski
Rafał Trzaskowski
Rzeczpospolita/ Jerzy Dudek
Jarosław Kaczyński zgubił swój polityczny kompas – analizuje Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy.

Koalicja Obywatelska ma plan wobec rozwoju sytuacji w PiS i buntu posłów wokół Ardanowskiego?

Kryzys w obozie władzy narasta. Jarosław Kaczyński popełnia błąd za błędem. Należy brać pod uwagę scenariusz przyspieszonych wyborów i dlatego zarówno KO, jak i Ruch Wspólna Polska się do nich przygotowują. Koalicja Obywatelska właśnie opublikowała „Czarną księgę 5 lat rządów PiS", która czarno na białym pokazuje olbrzymi regres we wszystkich obszarach funkcjonowania państwa polskiego. My, samorządowcy, natomiast w apelu do premiera na konkretnych przykładach pokazujemy brak strategii rządu i błędy w podejściu do rozwoju epidemii Covid-19 w Polsce.

Na ile poważnym czynnikiem w polskiej polityce jest weto rządu premiera Mateusza Morawieckiego dla unijnych funduszy?

Sam pomysł na blokowanie budżetu, którego jest się największym beneficjentem pokazuje, że premier Morawiecki za nic ma interes narodowy i że jest zakładnikiem histerycznych przepychanek w obozie władzy. Rozporządzenie o praworządności natomiast może wejść w życie niezależnie od negocjacji budżetowych. My, samorządowcy, natomiast walczymy w Unii o bezpośrednie wykorzystywanie przez nas unijnych funduszy, tak abyśmy nie byli karani za łamanie podstawowych zasad praworządności przez rząd PiS.

PiS słabnie?

Obserwujemy to na co dzień. Rząd nie panuje nad chaosem, który sam stworzył. Stracił miesiące, które mógł wykorzystać na przygotowanie do walki z pandemią, Jarosław Kaczyński zgubił swój kompas polityczny, bo szamotał się w kwestii tzw. piątki dla zwierząt, zachował się nieracjonalnie, próbując dolewać oliwy do ognia w trakcie protestów. To pokazuje, że PiS słabnie, ale to nie powinno uspokajać opozycji, tylko zdopingować do szybszej i bardziej wytężonej pracy, bo wybory mogą się odbyć wcześniej.

Był pan na protestach. Co pana uderzyło?

To, co napawa olbrzymim optymizmem, jest to, że młodzi ludzie wracają do aktywnego życia społecznego czy politycznego. W protestach dotyczących Trybunały Konstytucyjnego było ich bardzo mało. Pojawili się w kampanii prezydenckiej i z dnia na dzień było ich coraz więcej. Teraz protestują praktycznie sami młodzi ludzie i to pokazuje, że chcą walczyć o swoje prawa, są aktywni, że protesty są oddolne. Dotyczą praw kobiet, ale też szerzej pokazują, że młodzi ludzie mają dość władzy. To, co mnie najbardziej zaskoczyło, to właśnie energia i determinacja młodych ludzi.

Zwycięstwo w USA Joe Bidena to „game changer" dla światowej polityki?

To bardzo ważna zmiana, ponieważ Donald Trump był prezydentem nieprzewidywalnym w kwestiach polityki zagranicznej. Administracja Bidena jest na pewno o wiele bardziej przewidywalna, konstruktywna – to lepsza wiadomość dla świata i Europy. Biden będzie współpracował w ramach NATO i z Unią Europejską znacznie ściślej niż jego poprzednik.

Dla polskiej polityki to ważny sygnał?

Zobaczyliśmy, że można wygrać z populistami, co jest istotne dla demokracji. W kwestiach bezpieczeństwa możemy liczyć na kontynuację, bo ona jest po stronie Polskiej i będzie także po amerykańskiej. To prezydent Obama podjął pierwsze decyzje dotyczące wojsk amerykańskich na polskim terytorium. Biden na pewno będzie inwestował w NATO. Jego administracja natomiast będzie na pewno bardziej pryncypialna w kwestii łamania praworządności w Polsce.

Praworządność stanie się równie ważna jak sprawy bezpieczeństwa militarnego?

Nie sądzę, by były to sprawy tak samo ważne. Bezpieczeństwo, przyszłość NATO czy relacje z Rosją – jak kwestia podtrzymania sankcji – będą dla Stanów Zjednoczonych ważniejsze. Biden na pewno będzie bardziej wspierał opozycję na Białorusi. Nowy prezydent jest na pewno nastawiony na prawa mniejszości, będzie na to patrzył innym okiem i można się spodziewać twardej postawy Waszyngtonu wobec tego, co robi PiS. Co najważniejsze jednak, Trump traktował polskiego prezydenta oraz rząd w sposób instrumentalny, a Biden tego na pewno nie zrobi. Postawi na silnych partnerów w UE.

Joe Biden uzna to za priorytet czy skupi się najpierw na zwalczaniu epidemii?

Nie może skoncentrować się na jednej kwestii. Będzie musiał zająć się pandemią, sprawami wewnętrznymi, walką z recesją, ale również polityką zagraniczną, w której spodziewam się poważnej zmiany. Czeka na nią cały świat – na polityka przewidywalnego, chętnego do współpracy z partnerami w Polsce i na świecie. To wyzwanie dla rządu PiS, który w swojej polityce zagranicznej postawił wyłącznie na prezydenta Trumpa. Ostatnio w groteskowy sposób dowiodły tego nawet tweety Andrzeja Dudy czy szpagaty aparatczyków z PiS-owskiej tuby propagandowej, którzy do dziś nie mogą uwierzyć, że Trump przegrał wybory. Jak w polityce zagranicznej wszystko się stawia na jedną kartę , to trudno się potem odnaleźć w rzeczywistości. W takim położeniu geopolitycznym, w jakim jest Polska, trzeba mieć wielu partnerów do współpracy. Trzeba być twardym, ale też konstruktywnym partnerem, czego nie można powiedzieć o rządzie PiS-u. PiS w dyplomacji milczy na zewnątrz, prężąc muskuły w domu.

Śledzenie kampanii w takich warunkach jest utrudnione. Widzi pan sygnał płynący z kampanii Bidena, jak „wygrywać z populistami"?

W trakcie kampanii widać było dwie zupełnie inne narracje. Trump, podobnie do PIS-u, próbował używać aparatu państwa, by wpływać na to, co się dzieje – chociażby poprzez naciski na pocztę federalną. Widać było też ogromną polaryzację, podobne techniki kampanii, które zmierzały do jej pogłębiania. Natomiast różnica między Stanami a Polską jest taka, że tam bezpieczniki demokracji są o wiele silniejsze. Media są prywatne – nie ma nadużywania propagandy za pieniądze podatników. W Polsce mamy niewielkie limity wydatków kampanijnych dla opozycji, a po drugiej stronie jest cały aparat państwa, spółki oraz telewizja publiczna, która prowadzi kampanię i przez to reguły gry nigdy nie będą równe. W Stanach – dzięki innym regułom finansowania – ta gra jest bardziej wyrównana. Biden wygrał także w Georgii, jest szansa, że demokraci zdobędą tam w dogrywce dwa fotele senatorskie, co miałoby olbrzymie znaczenie polityczne, przyczyniając się do przejęcia kontroli nad Senatem. Właśnie w Georgii ogromną pracę wykonali aktywiści, poprzez mozolną pracę u podstaw pobudzili wyborców, którzy do tej pory nie głosowali i dzięki temu Biden uzyskał dodatkowych 16 głosów elektorskich.

współpraca Joanna Leśnicka

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA