Wywiady i rozmowy

Cimoszewicz: PiS będzie próbowało zniszczyć media prywatne

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Solą w oku PiS są niezależne media prywatne. Będą próbowali je zniszczyć – twierdzi były szef MSZ Włodzimierz Cimoszewicz.

"Rzeczpospolita": Prezydent powinien zawetować ordynację do Parlamentu Europejskiego?

Włodzimierz Cimoszewicz, były premier: W większości dużych krajów UE stosuje się maksymalnie proporcjonalną procedurę wyborów do PE. Cały kraj jest jednym okręgiem wyborczym. Chodzi o zapewnienie jak największej reprezentatywności parlamentu, a tym samym zwiększenie stopnia, w jakim Europejczycy utożsamiają się ze Wspólnotą. Obecna polska ordynacja jest kiepska, ale forsowana przez PiS jeszcze gorsza. Zachowuje pozory proporcjonalności, ale realnie deformuje obraz wyborczych preferencji.

Tak też uważają mniejsze ugrupowania, od partii Marka Jurka przez PSL po Partię Razem.

Ordynacja nie powinna być przyjęta. Prezydent coś tam przebąkuje o możliwości weta, choć jeśli to zrobi, to w moim odczuciu będzie to raczej rewanż za wyrzucenie jego referendum do śmietnika niż obrona wartości europejskich.

To będzie kolejny sygnał do Polaków, po zeszłorocznych dwóch wetach, że prezydent jest niezależny od PiS?

On nie jest niezależny i większość rozsądnych ludzi nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Ubiegłoroczne weta były rozgrywką z Ziobrą o wpływ na sądownictwo. Ostatnio podpisał znowu wszystko, co mu podsunięto.

Czy prezydent powinien uznać pytania SN do TSUE oraz zawieszenie przepisów dotyczących wieku emerytalnego sędziów?

Pytań nie musi uznawać, choć musi respektować prawo Sądu Najwyższego do ich zadania. Konsekwentnie ma obowiązek respektować tymczasowe zawieszenie działania tych przepisów z ustawy o SN, których zastosowanie grozi nierozwiązywalnymi konfliktami. Chodzi o poczekanie na stanowisko TSUE. Jestem przekonany, że po sierpniowym okresie urlopów Trybunał Europejski będzie działał szybko.

W sprawie zmian w sądownictwie PiS bez względu na orzeczenia KE i TSUE nie cofnie się?

Konflikt z KE i TSUE ma inny charakter. Spór z KE to spór z urzędnikami. Oni mogą zrobić różne rzeczy, uruchomić działania Rady Europejskiej, Trybunału. Mogą ponownie doprowadzić do debaty w PE. I w szczególności, mogą sprytnie odegrać się na pisowskiej Polsce w sprawach finansowych. Takie przepychanki mogą trwać długo. Spor z TSUE, zwłaszcza polegający na nierespektowaniu jego decyzji i orzeczeń, to naruszenie jednego z podstawowych obowiązków państwa członkowskiego. To się nie zdarza.

Jakie mogłyby być konsekwencje?

Tego do końca nie można przewidzieć, bo byłaby to nowa sytuacja, ale pewne jest, że Polska przypominałaby kogoś w pasiaku ze zdjęcia więziennego. Jeden rzut oka i wiadomo, że to przestępca. Miałoby to rozmaite następstwa polityczne i gospodarcze, ale przede wszystkim byłoby to brutalnym policzkiem dla wszystkich Polaków, którzy nie zasługują na życie w kraju jednoznacznie kojarzonym z bezprawiem.

Nie ma pan wrażenia, że opozycja powoli przegrywa z PiS, a partia władzy idzie po serię zwycięstw wyborczych?

Opozycja jest ciągle w letargu. Teraz dodatkowo chyba wyleguje się na plaży poza kilkoma dyżurnymi politykami chadzającymi do mediów. Opozycja jest leniwa i bez wyobraźni. To przyczynia się do braku inicjatywy. Pytania SN do TSUE, czy akcja nakładania koszulek z napisem „konstytucja” na pomniki, włącznie z Misiem Puchatkiem, to sygnał, że można inteligentnie blokować i wyśmiewać bezprawie PiS. Mimo to opozycja nie musi przegrać żadnych wyborów. Nawet z ostatniego dużego sondażu prognozującego sukces PiS w wyborach lokalnych wynika, że zjednoczona opozycja, z udziałem PSL i SLD może wygrywać większość w sejmikach. Utworzenie Koalicji Europejskiej przed wyborami do PE powinno być uznane za oczywistą konieczność. Podobnie przed wyborami parlamentarnymi. To trzeba zacząć tworzyć już jesienią tego roku. Jeśli starczy mądrości, wyobraźni i realistycznego powściągania ambicji, to sukces jest możliwy. Jeśli natomiast będzie tak jak jest, to klęska prawie gwarantowana.

Protesty społeczne też są coraz mniej liczne.

Letni sezon sporo tłumaczy. Jestem pod wrażeniem wytrwałej obrony konstytucji wszędzie w kraju. Byłem jednym z przewodniczących komisji konstytucyjnej i z wdzięcznością myślę o mądrości tych wszystkich obywateli. Ale prawdą też jest, że wielu traci nadzieje na powstrzymanie destrukcyjnych rządów PiS. Rozmaite inicjatywy obywatelskie są bardzo ważne i wartościowe, ale nikt nie zastąpi dobrego działania zorganizowanych struktur, jakimi są partie polityczne. I tu wracamy do poprzedniej kwestii, czyli kondycji opozycji. Po zawłaszczeniu lub zwasalizowaniu prawie wszystkich struktur i instytucji państwa oraz przejęciu kontroli nad mediami publicznymi, PiS-owi solą w oku są niezależne media prywatne. Będą próbowali zrobić to samo, co Putin w Rosji i Orbán na Węgrzech. Tak czy inaczej zniszczyć lub podporządkować sobie. To będzie złożenie demokracji do grobu. Jeśli większość Polaków chce zamordyzmu lub gotowa jest na to przyzwolić, to tak się stanie. Bez demokratów nie ma demokracji. Jeśli jednak większość tego nie chce, to trzeba bronić mediów na różne sposoby. Protestami, prenumeratą itd. Duża jest jednak także odpowiedzialność dziennikarzy i menedżerów zarządzających firmami medialnymi. Musicie wykonywać swoją pracę na najwyższym poziomie. Stacje telewizyjne, które dla maksymalizowania zysku, a nie dla finansowego przetrwania, serwują w ogromnej większości programy dla idiotów ani nie zasługują na obronę, ani jej ze strony swojej publiczności nie uzyskają.

Patryk Jaki może pokonać Rafała Trzaskowskiego w Warszawie?

Wszystko jest możliwe w czasach szaleństwa. Niedouczony w każdym sensie, nieodpowiedzialny aparatczyk może być wylansowany przez swoją partię i za jej pieniądze. Facet, który wpakował Polskę na pole minowe ustawy o IPN, mylący Dunaj z Dunajcem, czeską i polską Pragę, grożący na sali sądowej sędzi, popełniający masę gaf świadczących o tym, że to prostak i naturszczyk, może zostać prezydentem stolicy naszego kraju. To byłoby symboliczne. Mam nadzieję, że tak się nie stanie, choć cała skandaliczna afera reprywatyzacyjna i momenty bezmyślnej bufonady Trzaskowskiego to ułatwiają.

W Gdańsku sytuacja opozycji jest niepewna, podobnie we Wrocławiu. Również opozycja wciąż nie ma kandydata na prezydenta RP.

Do wyborów prezydenckich jeszcze ponad dwa lata. Jest czas. Prawie każdy zgłoszony teraz kandydat byłby niszczony w najbardziej niegodziwy sposób przez PiS i całą tę medialno-internetową hałastrę, która nawet z papieża potrafi zrobić Lucyfera. Ale w przyszłym roku ten krok powinien być zrobiony.

W sondażach również PiS wciąż prowadzi, a liderzy opozycji prowadzą tylko w sondażach nieufności społecznej.

PiS ma poparcie tej części społeczeństwa, która m.in. z powodu niższego wykształcenia, sytuacji materialnej, miejsca zamieszkania i religijności łatwiej daje się kupować, łudzić i szczuć na innych. Gospodarka ma się dobrze, choć inwestycje są wciąż małe, czyli jest to stan kruchy, prezenty od władz są, a niezliczona ilość nowych opłat i podatków sprytnie poukrywana lub rozłożona na niezauważalne grosze w cenie paliwa czy prądu elektrycznego.

Jakie prezenty?

Ostatni rachunek za prąd informuje mnie, że energii zużyłem za 200 zł, a dodatkowe opłaty wynoszą 245 zł. To przecież właśnie na prezenty. Mimo ostatnich uwag prymasa, większość kleru popiera PiS i nacjonalistów. Media Rydzyka też swoje robią. W sumie to dość trwały związek biedy, niedouczenia, chorych dusz i kompleksów.

A wracając do niskiego zaufania do liderów opozycji?

Mogą się tylko pocieszać, że są w towarzystwie faceta z Nowogrodzkiej, który rządzi. Mówiąc serio, to oczywiście krańcowo poważny sygnał, bo ci ludzie nie są w stanie być przekonującymi reprezentantami swoich środowisk. Jeśli sami nie mają wiarygodności, to jakim cudem mieliby budować wiarygodność swoich partii? Potrzebni są lepsi. Tylko czy są?

Lewica jest również podzielona. Partia Razem nie chciała pomocy od SLD przy zbieraniu głosów w sprawie projektu 35-godzinowego tygodnia pracy, przez co nie zebrali 100 tys. podpisów.

Partia Razem to nie są poważni politycy. Takie rzeczy obserwowałem jako student. Można by na to machnąć ręką, gdyby nie fakt, że ich sekciarstwo może czasami bardzo szkodzić sprawom o niebo ważniejszym.

Powinna powstać nowa centrowo-lewicowa partia np. z Robertem Biedroniem na czele, po wyborach samorządowych, czy opozycja powinna skupiać się wokół PO?

Biedroń jest sympatycznym facetem, ale usilne i konsekwentne ustawianie go w roli lidera poważnej siły politycznej w Polsce jest chyba nieporozumieniem. Nie potrafię zapomnieć jego pierwszego wywiadu po zostaniu posłem, gdy zapytany o Konwent Seniorów myślał, że to grupa najstarszych posłów. Lata mijają i na pewno nauczył się wiele, ale szersza część społeczeństwa nie ma zielonego pojęcia o jego wiedzy i poglądach z zakresu prawa, gospodarki i polityki międzynarodowej. Bez tego, nie należy ryzykować. Wiele zależy od wyników wyborów samorządowych. Mogą one albo utrwalić obecny układ, albo nim wstrząsnąć. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że partie przetrwają. Dlatego trzeba myśleć o współpracy i koalicji, a nie tworzeniu nowych organizacji.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL