fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Donald Trump chce nowego podziału wpływów na świecie

Matrioszka z Donaldem Trumpem ze sklepu z prezentami w Moskwie.
AFP, Kirill Kudryavtsev
Prezydent elekt chce szybko dokonać z Rosją nowego podziału wpływów na świecie. Polski nikt nie zapyta o zdanie.

Choć niespodziewana wiadomość o zwycięstwie Donalda Trumpa padła niespełna tydzień temu, nowe relacje między Waszyngtonem i Moskwą już nabierają kształtu. Władimir Putin wysłał pismo gratulacyjne do Trumpa, w którym wyraził przekonanie, że „oba kraje mogą zbudować konstruktywny dialog oparty na zasadach równości, wzajemnego poszanowania i szczerego uznania dla pozycji drugiej strony". Miliarder podziękował za ten „piękny list".

Zasygnalizował też, że wycofa poparcie USA dla syryjskich rebeliantów i nie będzie dążył do utworzenia stref zakazu lotów w Syrii, jak tego chciała Hillary Clinton. Krótko mówiąc: Putin będzie miał wolną rękę w bezwzględnym rozprawieniu się z wrogami reżimu Baszara Asada.

Ale to dopiero początek, bo rosyjsko-amerykański deal najpewniej obejmie regiony, które mają żywotne znaczenie dla bezpieczeństwa Polski.

– Spodziewam się takiej Jałty 2.0. Trump obieca Putinowi, że Amerykanie nie będą stawać na drodze Kremla na Ukrainie, w Gruzji, Mołdawii – mówi „Rz" prof. Mark Galeotti, jeden z najbardziej wpływowych amerykańskich znawców Rosji.

To oznaczałoby przekreślenie polityki prowadzonej przez polską dyplomację od przeszło ćwierćwiecza: stopniowego przeciągania na stronę Zachodu republik byłego ZSRR, przede wszystkim Ukrainy. Ale Polska nie ma możliwości powstrzymania takiego dealu, nawet nie może wpłynąć na jego kształt.

Po przejęciu przez PiS władzy przeszło roku temu szef MSZ Witold Waszczykowski wysłał dwukrotnie do Moskwy swojego zastępcę Marka Ziółkowskiego.

– To był oczywisty i zrozumiały dla wszystkich gest otwarcia, sygnał, że zależy nam na lepszych relacjach z Rosją – mówi „Rz" Krzysztof Szczerski, minister ds. zagranicznych w Kancelarii Prezydenta.

Ale Rosja tej inicjatywy nie podjęła i o żadnym nowym otwarciu z Polską słyszeć nie chce.

– Stosunki między naszymi krajami pozostają złe – mówi otwarcie „Rz" ambasador Rosji w Warszawie Siergiej Andriejew. – Dialog polityczny jest zamrożony od wiosny 2014 r., nie ma żadnych wizyt na szczeblu politycznym, z ministrem Waszczykowskim ostatni raz widziałem się w lutym na 10-minutowym spotkaniu protokolarnym – dodaje.

– Gdy Rosja czuje się silna, zawsze działa bezwzględnie. A dziś czuje się silna z powodu Brexitu, kryzysu UE i oczywiście Trumpa. Chce i nadal będzie chciała ukarać Polskę za wsparcie dla Ukrainy i ostry, antyrosyjski kurs w ramach Unii – mówi Mark Galeotti.

O odmrożeniu stosunków z Rosją nie może też być mowy, dopóki polskie władze nie zrezygnują z sugestii, że za katastrofą prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem może stać Moskwa.

– Żaden poważny przywódca na Zachodzie nie będzie w tym wspierał Polski – ostrzega Galeotti.

Niewiele większy wpływ ma polska dyplomacja na drugiego uczestnika dealu – Trumpa. Zaraz po wyborze nowego prezydenta w krótkiej chwili szczerości Waszczykowski przyznał, że „trzeba będzie natychmiast uruchomić wszystkie kanały", sugerując tym samym, że do tej pory MSZ nie utrzymywał kontaktów z otoczeniem miliardera. Później, rzecz jasna, zapewniał, że przewidział wynik wyborów w USA.

– Myślę, że nie spodziewał się zwycięstwa Trumpa – mówi jednak „Rz" o Waszczykowskim Ryszard Czarnecki (PiS), wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego. Na lipcowej konwencji, na której Trump otrzymał nominację Partii Republikańskiej, nie było poza Czarneckim żadnego polskiego polityka i dyplomaty. W tym właśnie niefortunnym czasie Waszczykowski postanowił zmienić ambasadora w Waszyngtonie, którym do 31 lipca był Ryszard Schnepf (zaraz potem został też zmieniony nasz ambasador w Rosji). Czarnecki zapewnia także, że ma znajomości w sztabie Trumpa. A pytany, czy stara się nawiązać kontakt z otoczeniem miliardera z polecenia Jarosława Kaczyńskiego, odpowiada sugestywnie: „a jak pan sądzi?".

Sprawa dojścia do Trumpa jest fundamentalna.

– Po tak gwałtownej zmianie politycznej w Waszyngtonie każdy chce dotrzeć ze swoimi racjami do nowego prezydenta elekta, także Rosja – tłumaczy Krzysztof Szczerski. – W Kancelarii Prezydenta mamy własne kontakty przede wszystkim poprzez wiceprezydenta elekta Mike'a Pence'a, który wywodzi się z Kongresu – dodaje.

W ostatnich kilkunastu miesiącach do Polski przyjeżdżali amerykańscy politycy, którzy mogą teraz odegrać kluczową rolę w administracji Trumpa. „Rz" przeprowadziła w tym czasie rozmowy z Rudym Giulianim, typowanym na nowego prokuratora generalnego, szefem senackiej Komisji Spraw Zagranicznych Bobem Corkerem – możliwym sekretarzem stanu, i Stephenem Hadleyem, doradcą ds. bezpieczeństwa George'a W. Busha, który może zostać nowym sekretarzem obrony. Ale ani poprzedni, ani obecny polski rząd nie przywiązywał wówczas wagi do kontaktów z tymi politykami.

W tej sytuacji do dotarcia do Trumpa niezbędne mogą się okazać dość egzotyczne kanały.

– Widziałem się z nim wielokrotnie, ostatnio rozmawialiśmy w Trump Tower na Manhattanie dwa i pół miesiąca temu. Jestem Izraelczykiem, który ma najbliższe kontakty z nowym prezydentem elektem, a więc poniekąd także Polakiem z najlepszym dojściem do Trumpa – zapewnia „Rz" Jonny Daniels, doradca izraelskiego rządu i założyciel fundacji From the Depths, która stara się podtrzymać na terenie Polski pamięć o ofiarach Holokaustu. – Trump nie jest pod wpływem okropnych artykułów o Polsce w „New York Timesie" i „Washington Post", ma bardzo pozytywną ocenę Polaków. Na pewno będzie starał się dojść do porozumienia z Putinem, ale to nie będzie kosztem Polski – dodaje.

Zdaniem Galeottiego równolegle do dealu Putin–Trump będzie i drugi, Trump–Merkel. W jego ramach Niemcy zgodzą się na wycofanie z Ukrainy w zamian za potwierdzenie zobowiązań Waszyngtonu wobec NATO. Ale biorąc pod uwagę ostatnie ochłodzenie stosunków między Warszawą a Paryżem i Berlinem (odwołanie szczytu Trójkąta Weimarskiego), i na to porozumienie polskie władze będą miały niewielki wpływ.

Prognoza Galeottiego to zresztą scenariusz pozytywny. Bo jest i gorszy. W lipcu Newt Gingrich, przez wiele lat lider konserwatywnej frakcji republikanów, a dziś kolejny kandydat do czołowych stanowisk w administracji Trumpa, mówił o Estonii: „nie jestem pewien, czy ryzykowałbym wojnę jądrową dla jakiegoś miejsca, które jest przedmieściem Petersburga. Musimy to jeszcze raz wszystko przemyśleć".

Z Trumpem nawet kraje należące do NATO nie mogą czuć się więc całkiem bezpieczne.

– Dla nas punktem odniesienia jest wypełnienie postanowień szczytu NATO o wzmocnieniu flanki wschodniej. Od tego zależy przecież także bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych – mówi Krzysztof Szczerski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA