fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Hołownia: Wyobrażam sobie współpracę z PiS

Fotorzepa, Jakub Czermiński
Koronawirus już zmienił kształt kampanii. Nie możemy jeździć i spotykać się z ludźmi w takiej skali, jak byśmy chcieli. Będziemy musieli przenieść się do mediów i do internetu – mówi Szymon Hołownia, kandydat na prezydenta RP.

Ma pan problem z przebiciem się z przekazem do wyborców?

Przezwyciężamy go. Ale w pierwszych dwóch tygodniach kampanii faktycznie był problem, po pierwsze związany z pieniędzmi. W przeciwieństwie do kontrkandydatów nie mam prezesa, który zrobi mi przelew na 18 mln, a ja mu za to obiecam frukta po wyborach. Nie mam też – jak jeden z nich – prywatnej, choć z nazwy „publicznej", ogólnopolskiej telewizji. Zbiórka obywatelska, którą zaczęliśmy wraz z początkiem kampanii, jest naprawdę imponująca, bo w ciągu 16 dni uzbieraliśmy na politykę od zwykłych ludzi milion złotych.

To jest nic w porównaniu z pozostałymi kandydatami.

Małgorzata Kidawa-Błońska, Władysław Kosiniak-Kamysz, Andrzej Duda prawdopodobnie nigdy takich pieniędzy nie dostaną od ludzi, bo ludzie najzwyczajniej w świecie nie wierzą im na tyle, żeby te pieniądze im powierzyć. Zaapelowałem jednak do moich kontrkandydatów, żeby skoro deklarują bez przerwy, że są „obywatelscy", czy „ponadpartyjni", dowiedli tego i zrobili kampanię za obywatelskie, ponadpartyjne pieniądze. Drugi powód jest taki, że człowiekowi z zewnątrz naprawdę nie jest łatwo wbić się w sam środek spektaklu, w którym wszyscy byli przekonani, że role są już rozpisane i co najwyżej raz na parę lat zamieniali się miejscami. Przekroczyliśmy już jednak punkt krytyczny, będzie nas odtąd coraz więcej.

Stać będzie pana na konwencję wyborczą?

To nie jest Hollywood, to Rzeczpospolita Polska. Mam dość polityki, w której zwozi się działaczy, by przed kamerami mówili politykowi, jak jest świetny. Chcę polityki, w której to polityk mówi ludziom, jacy są świetni, ile w nich energii. Nie kłamie w żywe oczy, jak to po wyborach sam im wszystko zmieni, ale pokazuje, że możemy ważne dla wszystkich rzeczy zrobić razem. Moją konwencją było to, że w pięć dni odwiedziłem 15 miast w Polsce – otwierając biura naszego wolontariatu.

A może nie ma pan przekazu, z którym mógłby się przebić do opinii publicznej?

Proponuję przeczytać moją wizję prezydentury. To kompletny program, który pierwszego dnia kampanii jako pierwszy z kandydatów położyłem na stole. W tym tygodniu mieliśmy prezentację czterech moich haseł wyborczych, udostępniamy ją wszystkimi możliwymi kanałami. Mam świadomość, jak intensywny jest to wyścig i że do wyborów jest dziewięć tygodni. I mam też świadomość, że w ciągu dwóch, trzech tygodni w naszej kampanii musi wydarzyć się tyle, żebyśmy mogli zacząć myśleć o ataku szczytowym, o wejście do drugiej tury.

Taka obawa formalnie istnieje. Polska i jej obywatele są dziś zakładnikami PiS-u, a konkretnie tego, z czym obudzi się dziś jeden człowiek: Jarosław Kaczyński. Partia mocno trzyma lejce. Jej towarzysze sobie na tym czy innym nocnym spotkaniu skalkulują i jeśli będzie im się to opłacało w obecnym stanie wewnątrzpartyjnej gry, to taką decyzję podejmą. Koronawirus już zresztą wpływa ma kampanię, zmienił jej kształt. Nie możemy jeździć i spotykać się z ludźmi w takiej skali, jak byśmy chcieli. Będziemy musieli przenieść się do mediów i do internetu.

Andrzej Duda podpisał ustawę o 2 mld zł dla mediów publicznych. Co to oznacza?

To pokazuje, jak słaba była prezydentura Dudy, jak bardzo on zależy od swojego szefa, czyli Jarosława Kaczyńskiego. Prezydent dużego, europejskiego państwa symuluje tygodniami proces konsultacji, ucierając w tym czasie faktycznie wewnątrzpartyjne deale. Jest szantażowany, mówi mu się, że jak będzie się stawiał, to partia płacąca za jego kampanię wymieni go na lepszy model. Partie muszą wrócić na swoje miejsce. Natychmiast. Ukradły nam prezydenta, publiczne media, wypracowywany przez pokolenia majątek – spółki Skarbu Państwa, sięgają po sądy i samorządy – słychać już o pomyśle likwidacji powiatów, zastąpienia ich urzędami rejonowymi.

Ryszard Terlecki powiedział, że należy te pieniądze przeznaczyć na TVP, dlatego że jesteśmy przed wyborami i telewizja potrzebuje pieniędzy na kampanię.

A Jacek Kurski w wywiadzie opowiadał ze szczegółami, jak obecnemu prezydentowi z oddaniem tę kampanię prowadzi. Partyjni działacze naprawdę nie mają dziś ani umiaru, ani wstydu. Finansowanie kampanii prezydenckiej w Polsce, w tym wydatki na media, precyzyjnie reguluje Kodeks Wyborczy.

Czy pan jako kandydat na prezydenta jest zapraszany przez TVP?

Na razie nic mi o tym nie wiadomo. Widuję ekipy TVP na moich briefingach prasowych, natomiast zaproszenia od TVP do mnie nie dotarły.

A jakie znaczenie ma odwołanie Jacka Kurskiego z funkcji prezesa TVP na żądanie prezydenta?

Żadnego. To farsa, fasada. Symulowanie niezależności i prezydenta, i szefa TVP w obecnym układzie. Kurski będzie teraz przecież nie wiadomo jak długo „pełnił obowiązki", a jego następcę wybierze osobiście szeregowy poseł Kaczyński, po raz kolejny wzywając na dywanik przewodniczącego Rady Mediów Narodowych.

Koronawirus może przeorać gospodarkę, turystykę. Jakie ma pan propozycje gospodarcze dla Polaków w obecnej sytuacji?

W dniu stwierdzenia pierwszego przypadku koronawirusa w Polsce opublikował w tej sprawie oświadczenie. Wszędzie, gdzie rozmawiam z przedsiębiorcami, słyszę tę samą obawę: epidemia sprawia, że ludzie rzadziej wychodzą z domów, odwiedzają sklepy, jeżdżą, latają, biorą udział w wydarzeniach, odwołuje się targi, struktura popytu zmienia się na kryzysową. Wielu przedsiębiorców miało część łańcucha dostaw w Chinach, wielu do Chin sprzedawało. Polski rząd powinien w tej sytuacji precyzyjnie monitorować sytuację. Poza tym powinien być gotów na to, że jeśli wystąpią braki w zatrudnieniu, bo jakaś część pracowników będzie przechodziła kwarantannę, przejąć na siebie finansowanie pierwszego miesiąca zwolnienia. Powinno też już być opracowywane wsparcie polskich przedsiębiorców, jeśli ta sytuacja by się zaogniała w postaci odroczenia niektórych danin, czyli podatków, składek na ZUS, bo polskie firmy mogą się znaleźć w bardzo trudnej sytuacji, zwłaszcza te małe i średnie. One często zależą od kilku pracowników. Dla małych firm spadek kilkudziesięciu klientów miesięcznie może być dramatem, a małe i średnie firmy generują ponad 50 proc. polskiego PKB.

Jako prezydent podpisałby ustawę podnoszącą podatki?

Jeżeli jakaś większość taką ustawę by uchwaliła, to na pewno bym ją gruntownie skonsultował, bo rozumiem, że chodzi panu nie tyle o samo podwyższenie podatków, co o pójście w stronę postulowanej przez wielu progresji. Sam w tej chwili nie zamierzam wychodzić z inicjatywą zmiany systemu fiskalnego w Polsce.

Czy problem demografii rozwiązuje program 500+?

500+ nie rozwiązało problemów demograficznych. Dzietność jest bardzo niska, społeczeństwo się starzeje, są szacunki pokazujące, że w 2050 będziemy mieli 30 mln Polaków. 500+ rozwiązało natomiast pewne problemy, jeśli chodzi o redystrybucję dóbr, poczucie sprawiedliwości społecznej. Niektórych stać dziś na to, na co powinno być stać je wcześniej. Te osoby odbudowały swoją godność. To jest program sprawiedliwościowy, ale na pewno nie prodemograficzny.

Byłby pan za jego zlikwidowaniem?

Nie. Z drugiej strony jestem przeciwnikiem rozbudowywania pakietu przedwyborczych transferów socjalnych np. o kolejne 15. i 17. emerytury, Pieniędzy na to, co zrobić musimy, możemy spokojnie szukać gdzie indziej. Roczny budżet Kancelarii Premiera w 2015 wynosił 125 mln, dziś jest o 153 mln wyższy. Na prezydenta wydajemy o 30 mln rocznie więcej, na KRRiTV – 37 mln więcej, na IPN – 173 mln więcej, na Kancelarię Senatu – 133 mln więcej, Kancelarię Sejmu – 122 mln więcej, na CBA – 98 mln więcej, itd. itp. etc. Teraz 2 miliardy złotych poszło na partyjne media publiczne. To dziurawe wiadro trzeba natychmiast zacząć łatać, a wtedy może się okazać, że zamiast robić program „100 milionów plus dla moich partyjnych kolegów", możemy uzbierać pierwszych parę miliardów na rozpoczęcie systemowej reformy ochrony zdrowia.

Wiek emerytalny należy podnieść?

Nie ma większości, która zdecyduje się podwyższyć wiek emerytalny. Trzeba zachęcać Polaków do jak najdłuższego pracowania i składkowania oraz rozbudować system realnych zachęt. Nie tylko tłumaczyć ludziom, że im krótsza praca, tym niższa emerytura, ale że to się realnie opłaca. Bardzo potrzebujemy składkowiczów.

Jak wyglądałaby kohabitacja między panem a rządem PiS?

Oczywiście, że wyobrażam sobie współpracę z PiS w obszarach spójnych z moimi programowymi priorytetami. Podpiszę każdą ustawę, która będzie rozwiązywała realne problemy, a nie tworzyła nowe. Kandydatka PO może dziś obiecywać ponadpartyjność, podobnie kandydat PSL, ale wiadomo przecież, że ich kryterium będzie najpierw zgodność z interesami partii, a Pałac stanie się przyczółkiem do walki, o którą wszystkim ich chodzi, o przejęcie władzy w 2023. Ja mówię wprost: natychmiast porozmawiam z ministrem zdrowia i spytam, w czym mogę mu pomóc, by realnie naprawić to horrendum, z jakim dziś mamy do czynienia. Ale też kładę na stole „zielone weto" dla każdej regulacji, która oddalać nas będzie od neutralności klimatycznej w 2050. Kładę „samorządowe weto" dla wszystkich ustaw, które będą dalej odbierać samodzielność, czyli pieniądze i kompetencje samorządom. Zamierzam sprawować ten urząd według pragmatycznego klucza i nie będę miał problemu z tym, że PiS ogłosi coś jako swój sukces, jeśli tylko rzeczywiście będzie on służył Polakom.

Czy wycofa się pan z kandydowania przed I turą wyborów, jeśli okaże się, że inny kandydat z opozycji ma szansę wejść do II tury?

Nie mam takiego planu.

A jeżeli się okaże, że przed I turą ma pan 3 proc., a Kidawa-Błońska lub Kosiniak-Kamysz mają znacznie więcej?

Nie wydaje mi się, żeby był to prawdopodobny scenariusz. Nie wierzę też w ideę „przekazywania poparcia". Wyborcy to nie meble, które można przenieść do sąsiada, gdy się samemu wyprowadza. Wśród moich wyborców są wyborcy Dudy, Komorowskiego i Kukiza i mnóstwo osób niegłosujących. Nie powiem im, na kogo mają głosować, ale pewnie powiem im, na jakie „mniejsze zło" ja wobec tego będę zagłosować musiał. A potem nadal będę budował obywatelski ruch presji na zaprowadzenie wreszcie w naszym kraju porządku w miejsce tego chaosu, niepewności i rozpętania podziałów, do którego doprowadziły nas ostatnie lata dyktatu partyjnych narracji. W tej chwili jestem zdeterminowany zrobić wszystko, żeby takich dylematów w maju nie mieć.

Ale okazuje się to nieskuteczne, bo pan już nie jest trzecim ani czwartym kandydatem.

Jeszcze chwilę. To nie jest moment, w którym Polacy podejmują decyzję, na kogo zagłosują. Dziś sondaże to tak naprawdę badania popularności, sympatii, reakcje na ostatni wywiad. Mój cel to za trzy, może cztery tygodnie być trzecim. A później atak szczytowy. Zrobimy to. I to za ułamek tych kwot, za które próbują to samo zrobić kontrkandydaci.

Zostanie pan w polityce bez względu na to, czy zostanie prezydentem czy nie?

Chcę zostać prezydentem, bo tak najszybciej i najskuteczniej uda mi się osiągnąć mój cel. Ruch obywatelski, który tworzymy, i który każdego dnia zaskakuje nas energią, poświęceniem, hojnością ludzi, którzy decydują się poświęcić mnóstwo swoich prywatnych zasobów, bo znów uwierzyli, że polityka jest o nich – on będzie się rozwijał dalej. Powtórzę: nie umiem kłamać, więc nie obiecuję nikomu, że po wyborach postawię mu szpital, wybuduję drogę albo dam pół miliona do ręki. Rewolucją w Polsce będzie to, że po latach demolującego nam wspólnotę bałaganu wszystko wróci na swoje miejsce: partie, Kościół, władza, samorząd. To może zrobić prezydent. Bezpartyjny prezydent. Za pięć lat może było na niego za wcześnie, ale za pięć lat na pewno będzie na niego za późno.

—współpraca Joanna Leśnicka

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA