fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Wybory w maju? Oddanie głosu za granicą pod znakiem zapytania

Fotorzepa/ Magdalena Kowalczyk
Nie wiadomo, jak rozsiana po całym świecie polska emigracja będzie mogła zagłosować. Resort dyplomacji intensywnie pracuje nad udogodnieniami.

Kiedy w Polsce rząd szykuje się na wybory „kopertowe” za pomocą Poczty Polskiej, Polacy mieszkający za granicą nie mają żadnej informacji, jak będą mogli głosować 10 maja. Konsulaty odpowiadają rejestrującym się wyborcom, że „według aktualnie obowiązującego stanu prawnego za granicą można głosować wyłącznie osobiście”.

Wciąż nie zakończono prac nad ustawą o wyborach „kopertowych”, więc szef MSZ Jacek Czaputowicz nie może wydać do niej stosownego rozporządzenia. W każdym kraju z powodu pandemii są wysokie obostrzenia, jeśli chodzi o poruszanie się po mieście, możliwości wychodzenia z domu. W Dubaju czy RPA za wyjście z domu bez pozwolenia grozi nawet więzienie. – Mogę wyjść do apteki lub sklepu, ale by pojechać do Londynu na głosowanie lub na pocztę, by wysłać kopertę wyborczą na polskie wybory – już nie, bo tego angielskie prawo nie przewiduje. Grożą nam wysokie kary i ogromne nieprzyjemności – mówi Mariusz, od siedmiu lat mieszkający w podlondyńskim Reading.

MSZ, które za to odpowiada, przyznaje, że „trwają intensywne prace nad organizacją wyborów za granicą”. Na razie powstały 162 obwody głosowania za granicą przy konsulatach i ambasadach, a od 21 kwietnia do 7 maja Polacy mogą przez internet, telefon lub za pośrednictwem dedykowanego portalu ewybory.msz.gov.pl zgłaszać się do spisu wyborców – to standard, jaki obowiązuje od lat. Cała reszta to już jedna wielka niewiadoma.

– Wzięcie udziału w tych wyborach uważam za nierealne w tej sytuacji – przyznaje Aleksandra, która mieszka w Wielkiej Brytanii. Od ponad trzech tygodni pracuje zdalnie, w ogóle nie wychodząc z domu. To tu mieszka największa grupa polskich emigrantów, którą obecnie szacuje się na ok. 720 tys.

– Na razie można głosować tylko osobiście w konsulacie w Barcelonie bądź Madrycie po wcześniejszym zarejestrowaniu się online. Problem w tym, że to w moim przypadku niemożliwe, bo nie mam jak wydostać się z wyspy – przyznaje mieszkająca od sześciu lat na hiszpańskiej Ibizie Katarzyna. Musiałaby dolecieć samolotem – ale te są uziemione. – Jak nie wprowadzą głosowania korespondencyjnego, to nie będę głosować w ogóle – mówi.

„Konsulowie od kilku tygodni śledzą zmieniające się przepisy w państwach swojej akredytacji pod kątem przyjętych regulacji mogących mieć wpływ na przeprowadzenie i przebieg wyborów” – odpowiada nam MSZ.

Do wyborów zostało dziesięć dni roboczych, a prace nad ustawą utknęły w Senacie. Jak przyznaje resort, „dopiero po zakończeniu procesu legislacyjnego będzie możliwe doprecyzowanie szczegółów”, w tym trybu przekazywania wyborcy pakietu wyborczego. Dziś nie wiadomo, jak polska emigracja rozsiana po całym świecie będzie mogła zagłosować. „Sytuacja pandemiczna zmienia się i dziś trudno przewidzieć, z jakimi warunkami w danym państwie będziemy mieli do czynienia w dniu wyborów” – przyznaje MSZ.

Z danych PKW wynika, że frekwencja wyborcza coraz większej Polonii spada – w ostatnich wyborach, w 2015 r., liczba uprawnionych do głosowania w pierwszej turze wyniosła ponad 196 tys. oraz 257 tys. w drugiej turze. Zwyciężył Paweł Kukiz, a w drugiej – Andrzej Duda. Liczba głosów oddanych za granicą stanowiła zaledwie ok. 1 proc. wszystkich oddanych głosów i nie miała większego znaczenia dla wyników.

– Te wybory ani w kraju, ani za granicą nie odbędą zgodne z jakimikolwiek standardami. To, co planuje partia rządząca, można co najwyżej nazwać plebiscytem wyborczym. PiS wcale nie chodzi o to, żeby rzetelnie przeprowadzić wybory, ale o to, żeby je „odhaczyć" – mówi poseł Jarosław Sachajko z Kukiz’15.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA