fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Unia Europejska czeka na brytyjskiego negocjatora

Brytyjska premier Theresa May zapewnia, że Wielka Brytania wywiąże się ze swoich obowiązków względem Unii Europejskiej.
AFP
Bruksela ma ostatecznie zatwierdzony mandat negocjacyjny Brexitu. Początek rozmów wyznaczono na 19 czerwca.

Szczegółowe wytyczne przyjęła w poniedziałek unijna Rada ds. Ogólnych UE, czyli ministrowie spraw zagranicznych lub spraw europejskich państw członkowskich. Zespół pod kierunkiem Michela Barniera będzie prowadził negocjacje w imieniu 27 państw UE.

Nazwisko głównego negocjatora brytyjskiego zostanie podane dopiero wtedy, gdy powstanie nowy rząd po wyborach zaplanowanych na 8 czerwca. Brexit musi nastąpić do 29 marca 2019 roku, czyli dwa lata po złożeniu przez Wielką Brytanię wniosku o wyjście z UE.

Unijny mandat obejmuje na razie tylko pierwszy okres negocjacji, który ma doprowadzić do porozumienia w trzech podstawowych sprawach: rozliczeń finansowych, praw obywateli i statusu granic między Irlandią i Irlandią Północną. I jest zapisem maksymalnych oczekiwań. W toku negocjacji powstanie kompromis.

Z wytycznych negocjacyjnych Polska jest zadowolona, bo zawierają one nasze postulaty. A więc, po pierwsze, oczekiwanie od Wielkiej Brytanii uregulowania rachunku za Brexit, tak żeby nie trzeba było zmniejszać wydatków w obecnej perspektywie 2014–2020.

Po drugie, bardzo daleko idące gwarancje dla obywateli UE mieszkających w Wielkiej Brytanii, łącznie z prawem do ubiegania się o stały pobyt dla wszystkich, którzy przybędą na Wyspy przed dniem Brexitu, czyli 29 marca 2019 roku. Do tego prawa obywateli UE rezydujących legalnie na Wyspach miałyby być chronione przez unijny Trybunał Sprawiedliwości.

– Jeśli uda się to wynegocjować, to Polska będzie sprzyjała szybkiemu rozpoczęciu negocjacji jak najambitniejszego przyszłego porozumienia handlowego z Wielką Brytanią – powiedział dziennikarzom Konrad Szymański, sekretarz stanu ds. europejskich. Ale, jak podkreślił, żadne porozumienie nie może dać Wielkiej Brytanii pozycji uprzywilejowanej, czyli dostępu do rynku wewnętrznego bez otwarcia się na pracowników z UE i bez płacenia składek do unijnego budżetu.

Zdaniem Szymańskiego na pierwszym etapie najtrudniejsze będzie osiągnięcie porozumienia finansowego. W wytycznych negocjacyjnych nie ma żadnej liczby, ale nieoficjalnie mówi się o kwocie ok. 60 mld euro do zapłacenia przez Brytyjczyków. Byłoby to przede wszystkim uregulowanie zobowiązań, które Londyn zaciągnął w UE, zgadzając się na budżet 2014–2020.

UE chce też, żeby to strona brytyjska zapłaciła za przeniesienie na Stary Kontynent dwóch unijnych agencji: bankowej i ds. leków.

Na Wyspach oczekiwania finansowe budzą wielkie emocje. I choć Theresa May zapewnia, że Wielka Brytania ze swoich obowiązków się wywiąże, to politycy partii rządzącej kwestionują wysokość rachunku. Unijni dyplomaci przewidują, że negocjacje dotyczące praw obywateli będą łatwiejsze, choć i tutaj jest jedna poważna kontrowersja: jurysdykcja unijnego sądu w Wielkiej Brytanii po Brexicie. Dla Londynu to naruszenie suwerenności, dla Brukseli – gwarancja, że jej obywatele, którzy osiedlili się na Wyspach przed Brexitem, będą już na zawsze traktowani zgodnie z obietnicami.

Negocjacje będą odbywały się w cyklach czterotygodniowych, z których każdy obejmowałby jeden wybrany temat. Unijna strona postuluje pełną przejrzystość dokumentów negocjacyjnych, co nie podoba się Londynowi. W czasie kolacji z szefem KE Jeanem-Claude'em Junckerem Theresa May naciskała na poufność. Jednak strona unijna uznała, że jawność jest dobrym instrumentem negocjacyjnym. Już po kilku dniach prasa opisała przebieg tego spotkania, skupiając się na oderwanych od rzeczywistości oczekiwaniach brytyjskiej premier i ministra Davida Davisa.

– Przecieki niszczą reputację obu stron – uważa Szymański. Ale w Brukseli nieoficjalnie się mówi, że unijna strona nie zamierza z nich rezygnować.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA