fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Uchodźcy

Relokacja uchodźców trochę obowiązkowa

Tymczasowe życie na Lesbos. Kilkanaście dni temu spłonął tu największy w UE obóz dla imigrantów
AFP
Komisja Europejska przedstawi w środę pakt migracyjny. „Rzeczpospolita" poznała wcześniej zarysy propozycji.

To jeden z najbardziej wyczekiwanych projektów legislacyjnych tej Komisji. Poprzednia, pod przewodnictwem Jean-Claude'a Junckera, przedstawiła swój pakt w 2016 roku i okazał się on kompletną klęską. Przez kilka lat państwom członkowskim nie udało się porozumieć w tej sprawie. Dlatego Komisja Ursuli von der Leyen stary projekt odłożyła na półkę i opracowała nowy.

– To jest kompromis do zaakceptowania dla wszystkich. Poprzedzony miesiącami rozmów i spotkań. Nie możemy sobie pozwolić na ponowną klęskę w tej samej sprawie – mówi „Rzeczpospolitej" wysokie rangą źródło w Brukseli. Jak uniknąć klęski? Przede wszystkim obowiązkowe kwoty uchodźców nie mogą być panaceum na kryzys migracyjny. Komisja Europejska zrozumiała, że ten element reformy – centralny w propozycji z 2016 roku – musi zniknąć. I tak się stało, ale nie do końca.

Guzik

Z naszych nieoficjalnych informacji z dobrze poinformowanych źródeł wynika, że Komisja Europejska wprowadzi trzy kategorie uruchamiania unijnej solidarności.

Pierwsza to kryzys. Przykładem jest sytuacja z 2015 roku, gdy dziesiątki tysięcy ludzi przekraczały granice państw UE. Druga to operacje ratunkowo-poszukiwawcze, prowadzone głównie na morzu, przez Włochy, Hiszpanię czy Grecję. I wreszcie trzecia to ryzyko presji migracyjnej.

Każda z tych sytuacji będzie dawała państwu prawo do naciśnięcia guzika z prośbą o pomoc. Państwo samo stwierdza, czy potrzebuje pomocy, ale potem KE ocenia zasadność tego wniosku i uruchamia odpowiednie instrumenty według zasad opisanych w nowym pakcie. To może być pomoc finansowa, w formie sprzętu, wzmocnienia ochrony granic, ale też przejęcia części osób ubiegających się o azyl. I tu jest właśnie najbardziej kontrowersyjny punkt dla Polski, która – razem z Węgrami, Czechami i Słowacją – nie chciała zgodzić się na obowiązkowe kwoty w poprzednim pakcie. Dlaczego teraz miałaby się zgodzić? KE uważa, że jest na to szansa, bo relokacja może stać się obowiązkowa, ale tylko w ostateczności i po wyczerpaniu wszystkich innych możliwości. Na wcześniejszych etapach Polska mogłaby zaoferować ludzi, sprzęt, a także zorganizować deportację tych, którzy na azyl nie zasługują.

Deportacja

Dodatkowo KE chce bardzo wzmocnić, w porównaniu z poprzednią propozycją, tzw. politykę powrotów, czyli po prostu deportacji. Obecnie wskaźnik wynosi zaledwie 30 proc., Bruksela chce zwiększenia do 70 proc. poprzez ofertę dla państw pochodzenia i państw tranzytu – czy to finansową, czy w formie propozycji nie do odrzucenia w zamian za dobre relacje z UE.

Wreszcie chce wzmocnić swoje możliwości organizowania deportacji i poprzez agencję Frontex, i poprzez państwa członkowskie, które mogą być zainteresowane taką formą udziału w zarządzaniu migracją, zamiast przyjmowania uchodźców. Istotnym elementem ma być lepsza ochrona granic. Frontex docelowo ma mieć 10 tys. ludzi, w mundurach, z bronią, którzy będą pomagać państwom frontowym w zarządzaniu migracją.

Propozycja KE obejmuje dziesięć nowych aktów legislacyjnych, do których dojdzie pięć ocalałych z poprzednich negocjacji. Bruksela uważa, że muszą być one traktowane jako całość. Nie ma solidarności bez odpowiedzialności państw frontowych, bez skutecznej polityki powrotów, bez umów z krajami trzecimi, bez uszczelniania granic.

– W toku negocjacji z państwami członkowskimi chcemy uniknąć taktyki salami – mówi nasz rozmówca. Propozycja KE musi zostać przyjęta przez większość państw członkowskich. Sprzeciw samej Polski, nawet z Grupą Wyszehradzką, nie wystarczyłby do jej zablokowania. W poprzednich negocjacjach uznano problem migracji za tak drażliwy, że szukano konsensusu. Nie jest jednak przesądzone, że nowej propozycji nie przyjmie się w końcu w głosowaniu większościowym.

– UE potrzebuje nowej polityki migracyjnej. Pokazał to pożar przeludnionego obozu Moria w Grecji. Widzieliśmy, w jakich strasznych warunkach przez lata żyją uchodźcy i jaki problem mają państwa graniczne UE – mówi „Rzeczpospolitej" Marie De Somer, ekspertka think tanku European Policy Centre w Brukseli. Według niej relokacja jest jednym ze sposobów rozwiązania problemu, ale politycznie jest bardzo trudna do zaakceptowania.

– To, co może pomóc w negocjacjach teraz, to fakt, że od największego kryzysu minęło parę lat – uważa ekspertka. Według niej kluczowe jest rozwiązanie problemu powrotów, bo kraje afrykańskie nie chcą z powrotem przyjmować swoich obywateli. – Są problemy prawne, giną dokumenty. Ale przede wszystkim trzeba pamiętać, że emigranci ekonomiczni to dla gospodarek państw afrykańskich potężne źródło transferów finansowych. Oni nie są zainteresowani przyjmowaniem tych ludzi z powrotem – argumentuje De Somer.

Azyl

Jedna trzecia wniosków o azyl na świecie jest składana w państwach UE. W 2019 roku było ich niemal 740 tys., przy czym najwięcej osób – 165 tys. – szukało schronienia w Niemczech. Za nimi znalazły się Francja, Hiszpania, Grecja, Wielka Brytania, Włochy, Belgia, Szwecja i Holandia. W Polsce takich wniosków złożono nieco ponad 4 tys. W skali UE nie jest to sytuacja porównywalna z kryzysem z 2015 roku, ale niektóre państwa – np. Francja czy Hiszpania – miały więcej wniosków niż w tamtym pamiętnym roku. Głównie z powodu gwałtownego zwiększenia się liczby Wenezuelczyków i Kolumbijczyków. Uciekinierzy z kraju rządzonego przez Nicolasa Maduro byli trzecią najliczniejszą grupą narodową starającą się o azyl w Europie. Na pierwszym miejscu byli Syryjczycy, a za nimi Afgańczycy.

Nie wszyscy z przybyłych znaleźli się w Europie na własną rękę. Ponad 30 tys., głównie Syryjczyków, przesiedlono w ramach programu przesiedleń z państw trzecich. Średnio zgodę na azyl w pierwszej instancji wydawano w 40 proc. przypadków. Przy czym w Czechach wskaźnik uznawalności był najniższy i wynosił tylko 10 proc., a w Szwajcarii, którą obejmują statystyki Europejskiego Biura Wsparcia Azylowego, był najwyższy i wynosił 88 proc. Bez problemu dostawali azyl Wenezuelczycy, bardzo wysoki był także wskaźnik pozytywnych odpowiedzi dla Syryjczyków, Erytrejczyków i Jemeńczyków.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA