Ubezpieczenia i odszkodowania

Sąd: bez odszkodowania z AC za dowód rejestracyjny w aucie

123RF
Względy słuszności mogą przemawiać za przyznaniem odszkodowania z autocasco, mimo że ubezpieczony dopuścił się rażącego niedbalstwa pozostawiając w samochodzie dowód rejestracyjny. Trudno jednak wykazać odpowiednie przesłanki.

Przekonał się o tym Bogdan D. przedsiębiorca w branży autohandlu. Towarzystwo ubezpieczeniowe odmówiło mu wypłaty odszkodowania za skradziony samochód, więc przedsiębiorca spróbował wywalczyć pieniądze przed sądem. Niemałe, gdyż domagał się zasądzenia 183,6 tys. zł.

Dowód w podłokietniku

Ubezpieczyciel negował swoją odpowiedzialność argumentując, że Bogdan D. nie dochował Ogólnych Warunków Ubezpieczenia Autocasco (dalej: OWU AC): nie zainstalował w samochodzie dwóch niezależnych od siebie urządzeń zabezpieczających przed kradzieżą, a co gorsza świadomie pozostawił dowód rejestracyjny w skradzionym aucie.

Pierwszej okoliczności nie wykazało postępowanie dowodowe przed Sądem Okręgowym w Gorzowie Wielkopolskim. Za pomocą specjalnego systemu komputerowego do ustalania wyposażenia pojazdu, biegły sądowy stwierdził, że skradzione auto było fabrycznie wyposażone w immobilizer oraz układ alarmowy z nadzorem wnętrza i ochroną przed odholowaniem. Przy czym immobilizer był autonomicznym układem antykradzieżowym, niezależnym od układu alarmowego. Sąd uznał, że w zakresie zabezpieczeń antykradzieżowych wyposażenie auta nie dawało podstawy do wyłączenia odpowiedzialności ubezpieczyciela.

Inaczej było z drugim zarzutem. Po przeanalizowaniu OWU AC sąd ustalił zakres ochrony ubezpieczeniowej w przypadku, gdy posiadacz polisy nie dysponował dokumentami pojazdu. Jeden z przepisów stanowił, że ubezpieczający powinien przedłożyć kartę pojazdu w celu ustalenia odpowiedzialności ubezpieczyciela. Drugi określał przypadki wyłączenia odpowiedzialności ubezpieczyciela, z których wynikało, że ochroną objęte są wyłącznie te pojazdy, w których w momencie kradzieży nie znajdowały się dokumenty pojazdu (dowód rejestracyjny lub karta pojazdu).

Bogdan B. sam przyznał w sądzie, że zamknięty samochód zostawił na niestrzeżonym parkingu, a dokumenty (dowód rejestracyjny) były wewnątrz pojazdu, dokładnie - w podłokietniku. W innych samochodach również zdarzało mu się zostawiać dokumenty. Jak ustalił sąd, w trakcie przesłuchania w sprawie karnej dotyczącej kradzieży innego auta, Bogdan D. wskazał, że „dowód rejestracyjny znajdował się w schowku, w klapce przeciwsłonecznej nad głową kierowcy". Powiedział też wówczas, że nigdy nie nosi przy sobie dowodu rejestracyjnego, aby uniknąć jego braku w trakcie ewentualnej kontroli policji.

Przyczynienie się do szkody

Sąd I instancji ocenił zachowanie powoda, czyli pozostawienie dowodu rejestracyjnego w samochodzie bez należytego nadzoru – jako rażące niedbalstwo i przyczynienie się przez niego w znacznym stopniu do powstałej szkody. Uznał, że odpowiedzialność ubezpieczyciela za skutki kradzieży jest wyłączona i oddalił powództwo.

Bogdan D. wniósł apelację od wyroku. Jego zdaniem pozostawienie w pojeździe dowodu rejestracyjnego nie może być oceniane jako rażące niedbalstwo. Nie było też związku przyczynowego między takim działaniem a kradzieżą auta (sprawca kradzieży nie wiedział, czy dokument znajduje się wewnątrz tego pojazdu ani też pozostawianie dokumentu nie ułatwiło złodziejowi fizycznego zawładnięcia samochodem), a tylko wtedy odmowa wypłaty odszkodowania byłaby uzasadniona. Gdyby jednak sąd odwoławczy nie zgodził się z tymi argumentami, Bogdan D. powołał się na względy słuszności i współżycia społecznego. Sąd I instancji powinien był jego zdaniem przyjąć że w okolicznościach tej konkretnej sprawy przyznanie i wypłata odszkodowania byłaby słuszna i sprawiedliwa. Jak bowiem wynika z art. 827 § 1 kodeksu cywilnego, nawet w razie rażącego niedbalstwa ubezpieczonego odszkodowanie należy się, jeśli jego zapłata odpowiada w danych okolicznościach względom słuszności.

Sąd Apelacyjny w Szczecinie zwrócił uwagę na pogląd w orzecznictwie, że nie można mówić o rażącym niedbalstwie dysponenta pojazdu i wyłączeniu odpowiedzialności ubezpieczyciela z tytułu kradzieży wówczas, gdy posiadacz pojazdu, pomimo pozostawienia w nim dokumentów, sprawował osobisty nadzór w bezpośredniej bliskości pojazdu, a kradzież miała charakter szczególnie zuchwały. Nie można więc przyjmować, że rażące niedbalstwo zachodzi automatycznie w każdym wypadku, gdy dokument nie został zabezpieczony poza pojazdem, co mogłoby sugerować brzmienie OWU. Każdy przypadek trzeba rozważać indywidualnie.

W OWU polisy Bogdana D. odpowiedzialność odszkodowawcza ubezpieczyciela za kradzież samochodu była wyłączona m.in. wówczas, gdy dokumenty pojazdu nie były „zabezpieczone poza pojazdem przed dostępem osób niepowołanych, chyba że zostały one utracone wskutek rozboju". Powód znał treść tego postanowienia umownego, co potwierdził własnoręcznym podpisem. Mimo to - jak sam przyznał - całkiem świadomie i nie po raz pierwszy, schował dowód rejestracyjny w aucie, gdy je postawił na niestrzeżonym parkingu przy budynku nieczynnej szkoły i pozostawił tam bez nadzoru. Sam zaś, wraz z kolegą udał się do innej miejscowości, położonej w odległości 6 km, w której przebywał ok. pół godziny. Do kradzieży pojazdu doszło właśnie wtedy.

Zlekceważył firmowy majątek

Sąd ocenił zachowanie Bogdana D. jako „oślepiające niedbalstwo" i „rażąco lekceważące podejście do własnego mienia". Tym bardziej było ono naganne, że powód jest przedsiębiorcą, od którego należy wymagać ponadprzeciętnej dbałości o własne mienie. Podkreślił, że w świetle zasad doświadczenia życiowego, kradzież pojazdu razem z dowodem rejestracyjnym ułatwia zarówno sprzedaż ukradzionego pojazdu, jak i utrudnia jego odnalezienie (co zresztą potwierdziło się w tym przypadku, bo skradziony pojazd nie został odzyskany).

Dlatego sąd apelacyjny nie miał wątpliwości, że odpowiedzialność ubezpieczyciela za szkodę jest wyłączona z powodu rażącego niedbalstwa ubezpieczonego. Pozostało jednak rozważyć, czy w tej sytuacji za wypłatą odszkodowania nie przemawiają względy słuszności. Bogdan D. zgłosił, że zaciągnął kredyt na zakup skradzionego pojazdu i musi go spłacać.

– Nie jest to wystarczająca przesłanka do uwzględnienia powództwa, jeżeli weźmie się pod uwagę okoliczność, że powód jest przedsiębiorą zajmującym się handlem samochodami, któremu doskonale powinny być znane zagrożenia związane ze zjawiskiem kradzieży pojazdów, a samochód został przez niego zakupiony na cele związane z prowadzoną działalnością gospodarczą, dzięki czemu skorzystał z możliwości wliczania wydatków poniesionych na zakup samochodu w koszty uzyskania przychodu, co z kolei obniżało jego zobowiązania podatkowe – stwierdził sąd oddalając apelację.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z 10 listopada 2016 r., I ACa 696/16) jest prawomocny.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL