fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Transport

Miejska komunikacja już blisko finansowego dna

Adobe Stock
Przewoźnicy domagają się zwiększenia limitu pasażerów w autobusach, tramwajach i metrze, bo na przystankach rosną kolejki. Branża chce także pilnego objęcia miejskiego transportu rządową tarczą antykryzysową.

Do poniedziałku 11 maja trzy organizacje zajmujące się miejską komunikacją dały rządowi czas na podjęcie działań ratunkowych dla branży publicznego transportu. Kluczowe są dwa elementy: zwiększenie dopuszczalnej liczby pasażerów w autobusach, tramwajach i metrze oraz wsparcie finansowe samorządowych i komunalnych spółek transportowych. W skierowanym do przedstawicieli władz liście Izby Gospodarczej Komunikacji Miejskiej (IGKM), Polskiego Związku Pracodawców Transportu Publicznego (PZPTP) i Unii Metropolii Polskich zawarto też ultimatum: „Jeżeli rząd dalej będzie ignorował problemy komunikacji miejskiej, to branża będzie zmuszona podjąć bardziej radykalne działania, zaczynając np. od oflagowania 13 maja autobusów, trolejbusów, tramwajów i metra".

Wożą powietrze

Epidemia coraz bardziej demoluje finanse miejskiego transportu. Spadek przychodów ze sprzedaży biletów ocenia się na ponad 80 proc. Na przykład Warszawski Transport Publiczny w marcu notował spadki o ponad połowę. W kwietniu było już znacznie gorzej: sprzedano niewiele ponad 614 tys. biletów, co w ujęciu rok do roku dało spadek o 91,6 proc.

Teraz sytuacja mogłaby zacząć się poprawiać: przez zdjęcie obostrzeń w poruszaniu się coraz szybciej przybywa ludzi na ulicach. W konsekwencji miejski transport domaga się poluzowania limitów pasażerów. Obecne ograniczenie „co drugie miejsce siedzące" zmniejszyło bowiem możliwości przewozowe komunikacji miejskiej do zaledwie 15 proc. jej potencjału. Rządowi przedstawiono więc trzy propozycje: dwóch osób na metr bieżący pojazdu, zajęcia 30 proc. dopuszczalnych miejsc lub połowy potencjału pojazdu. – Jeśli poluzowane zostały obostrzenia w poruszaniu się, skoro otwarto galerie handlowe, to dlaczego transport publiczny ma wciąż dokręconą śrubę? – pyta Aleksander Kierecki, szef firmy analitycznej JMK Analizy Rynku Transportowego.

Straty będą rosnąć

Jak dotąd przedstawiciele rządu nie podjęli rozmów. Tymczasem w branży narasta determinacja. – Pasażerów zdecydowanie przybywa i nie zawsze mogą oni skorzystać z podróży. Dlatego apelujemy o wprowadzenie racjonalnych zmian w przepisach – mówi Tadeusz Truskolaski, prezes Unii Metropolii Polskich. – Nikt w Polsce nie dysponuje taką ilością taboru, aby przy rosnącej liczbie pasażerów spełnić wyśrubowane ograniczenia – dodaje Jan Kuźmiński, prezes PZPTP.

Zarząd Transportu Miejskiego w Rzeszowie zakłada, że jeśli ograniczenia potrwają do czerwca, straty sięgną 8,5 mln zł. Z kolei Kraków już prognozuje tegoroczny spadek wpływów ze sprzedaży biletów komunikacji miejskiej na blisko 120 mln zł. Władze miasta podały, że jeśli podczas normalnego funkcjonowania komunikacja kosztowała tygodniowo przeszło 12 mln zł przy wpływach za bilety na poziomie 8 mln zł, to po wprowadzeniu obostrzeń tygodniowe koszty przewozów co prawda zmalały do 6,6 mln zł, ale dochody z biletów skurczyły się do ok. 600 tys. zł.

W Gdańsku wpływy ze sprzedaży biletów na autobusy i tramwaje spadły o 70 proc. – Na początku marca wpływy ze sprzedaży biletów wyniosły 2 mln 55 tys. zł. Natomiast w pierwszych dniach kwietnia jedynie 656 tys. złotych. Oznacza to spadek wpływów w komunikacji miejskiej o ok. 70 procent – poinformował na konferencji prasowej wiceprezydent Gdańska Piotr Borawski.

Na dodatek pojawiły się kolejne duże wydatki. – Operatorzy w okresie epidemii mogą ponosić większe koszty działalności np. ze względu na konieczność zakupu środków ochrony osobistej dla pracowników czy dezynfekcję pojazdów – wyjaśnia Karolina Gałecka, rzecznik stołecznego Urzędu Miasta. Szacuje się, że pełna dezynfekcja jednego autobusu to koszt w granicach 700–1000 zł miesięcznie. Na przykład wydatki MPK w Krakowie na dezynfekcję pojazdów oraz zakup środków ochrony dla pracowników – według branżowego serwisu Infobus – wyniosły przez niewiele ponad miesiąc prawie 900 tys. zł.

Dlatego miejski transport domaga się objęcia branży wsparciem finansowym. – Mamy nadzieję, że pominięcie spółek komunalnych w opracowywanych przez rząd programach pomocowych to wyłącznie przeoczenie, a nie celowe działania – mówi Dorota Kacprzyk, prezes IGKM.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA