fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Transport drogowy

Zatrudnianie cudzoziemców. Spółki budujące drogi szukają pracowników w Indiach, Pakistanie czy Nepalu

Adobe Stock
Rosnące koszty i braki w zatrudnieniu zmuszają firmy budowlane do szukania pracowników w Indiach, Pakistanie czy Nepalu.

Spółki budujące drogi gorączkowo szukają pracowników. Przez ich brak realizacja inwestycji drożeje. A jest zagrożenie, że będzie się też opóźniać. – Brakuje ponad 100 tys. osób. A idealnie byłoby, gdyby zatrudnienie wzrosło o 150 tys. – twierdzi Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Na rynku krajowym firmy wręcz wyrywają sobie budowlańców. Kończą się możliwości pozyskania ich z Ukrainy czy Białorusi. W tej sytuacji branża chce uruchomić program ratunkowy: sprowadzać ludzi z Dalekiego Wschodu. Potencjalne kierunki to Indie, Nepal, Pakistan i Bangladesz. Dwa ostatnie kraje już sondowało kilka polskich przedsiębiorstw budowlanych. Z kolei Nepalczycy i Hindusi dali się poznać polskim firmom na budowach w Zatoce Perskiej.

Problemem są jednak przepisy utrudniające zatrudnianie obcokrajowców. – W najbliższym czasie będziemy rozmawiać w gronie największych organizacji branżowych, co w tej sprawie można zmienić w prawie i praktyce urzędów. Myślę, że w marcu przedstawimy rządowi rekomendacje – zapowiada Styliński.

Ratunek z zagranicy

Potrzeba zmian jest pilna, bo według opublikowanego w lutym przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR raportu poświęconego zatrudnianiu cudzoziemców i potrzebach branży budowlanej 44 proc. firm w sektorze infrastruktury nie może się rozwijać przez brak ludzi. Brakuje niewykwalifikowanych pracowników fizycznych i specjalistów – murarzy, tynkarzy, inżynierów. A wszystko to, gdy w decydującą fazę wchodzi realizacja wartego 135 mld zł Programu Budowy Dróg Krajowych i zaplanowanego na 66 mld zł Krajowego Programu Kolejowego.

Przykładowo Budimex, lider w budownictwie infrastrukturalnym, planuje w 2018 r. zwiększenie zatrudnienia o przeszło 1,5 tys. osób. – Oczekujemy rozszerzenia listy krajów, z których zatrudnianie pracowników odbywa się na uproszczonych zasadach, jak w przypadku Białorusi i Ukrainy – mówi cytowany przez raport TOR Cezary Mączka, członek zarządu Budimexu. Jego zdaniem na tej liście obok Indii czy Nepalu Budimex chętnie widziałby także Macedonię. Według Barbary Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa, niewielkie ekipy pracowników z Dalekiego Wschodu już w Polsce pracują. Jest trochę Koreańczyków, a także Chińczyków. Ale to kropla w morzu potrzeb. – Wiosną mają przyjechać dwie 30-osobowe grupy z Indii – informuje Dzieciuchowicz.

Coraz mniej opłacalne

Tymczasem rosnące koszty pracy wraz z idącymi w górę cenami materiałów budowlanych (w ub.r. asfalt podrożał o blisko jedną trzecią, kruszywa – o 20 proc., beton – o 14 proc.) sprawiają, że składane oferty w przetargach drogowych przekraczają budżet Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Przykładem jest otwarcie w ub. tygodniu ofert na węzeł drogowy na autostradzie A4 pomiędzy Krakowem a Tarnowem. Najtańsza oferta przebiła 28-milionowy kosztorys o prawie połowę, najwyższa była niemal dwukrotnie droższa.

Według GDDKiA w ub.r. dla 66 przetargów, w których otwarto oferty, w dziesięciu przekroczono kosztorysy. Dwa przetargi unieważniono – na budowę zachodniej obwodnicy Łodzi, gdzie oferty przebiły budżet inwestycji o przeszło ćwierć miliarda zł. Z kolei w styczniu 2018 r. trzeba było unieważnić przetarg na fragment ekspresówki S1. Już po zakończeniu postępowania najpierw zwycięskie konsorcjum, a później pozostali uczestnicy zrezygnowali z podpisania umowy. Doszli do wniosku, że przedsięwzięcie może się nie opłacać.

Problemem mogą być zwłaszcza inwestycje, gdzie przetargi rozpoczęto dawno temu. Przykładem są podpisane w ub. tygodniu warte 1,1 mld zł umowy na trzy odcinki trasy Via Carpatia. Przetarg ogłoszony był w sierpniu 2015 r. Od tego czasu wszystko podrożało: wynagrodzenia pracowników, materiały budowlane, transport. – Można się zastanawiać, na ile kwoty w podpisanych umowach okażą się realne, czy firmy zdołają się wyrobić – mówi Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. Tymczasem inwestycyjny szczyt dopiero się zbliża. Największa kulminacja prac, zarówno przy budowie dróg, jak i modernizacji torów, nastąpi w latach 2019–2021. W rezultacie inwestycje będą dalej drożeć.

Receptą na wzrost kosztów może się okazać waloryzacja umów. Organizacje branżowe – Railway Business Forum, Izba Gospodarcza Transportu Lądowego oraz Polski Związek Pracodawców Budownictwa – wspólnie zlecą opracowanie analizy, czy tego rodzaju zabieg może być w zgodzie z prawem europejskim z uwagi na finansowanie budów pieniędzmi z UE. Analiza ma być gotowa na przełomie kwietnia i maja.

Waloryzacja pomogłaby drogowcom, jeszcze bardziej – import pracowników z Dalekiego Wschodu. W tym drugim przypadku jest jednak zagrożenie, że ta grupa obcokrajowców będzie napotykać na niechęć otoczenia. Już teraz są przypadki, gdy z ostracyzmem na budowach spotykają się Ukraińcy. Problem wzrośnie, gdy cudzoziemców będzie więcej. – Narastające w kraju antyimigranckie nastroje mogą nam wszystko zepsuć – mówi przedstawiciel jednej z firm budowlanych.

Opinie

Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR

W większości przypadków, gdy oferty przetargowe są wyższe od kosztorysu inwestora, zarówno kolej, jak i drogowcy dorzucają brakujących pieniędzy. Na razie są to kwoty, które nie zwalają z nóg, natomiast decyzje o dołożeniu środków zapadają dosyć szybko. Na szczęście mamy z czego dokładać. W ubiegłym roku na przetargach drogowych zaoszczędzono 1,9 mld zł, na kolejowych aż 5 mld zł. Ale koszty będą dalej rosły, ponieważ do pików budowlanych dopiero się zbliżamy. W dodatku do realizowanego Programu Budowy Dróg Krajowych oraz Krajowego Programu Kolejowego dochodzą coraz bardziej rozkręcające się inwestycje samorządowe.

Jarosław Wielopolski, prezes Multiconsult Polska

Jednym z głównych problemów, z jakimi zmagają się firmy na budowie dróg, są przeciągające się procedury przetargowe. Z naszego doświadczenia wynika, że wyłonienie wykonawcy w systemie „zaprojektuj i zbuduj" trwa około roku. Zanim rozpocznie się jednak budowa, potrzeba co najmniej roku na przygotowanie projektu i uzyskanie niezbędnych decyzji administracyjnych. Często już w momencie rozpoczęcia prac wiadomo, że inwestycja nie zostanie oddana w terminie. Na opóźnienia na etapie realizacji mają wpływ wcześniejsze działania, zwłaszcza opracowywanie w pośpiechu projektów. W rezultacie niedociągnięcia uwidaczniają się dopiero podczas robót.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA