fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

„Ni z tego, ni z owego", spektakl Macieja Wojtyszki o Piłsudskim i Dmowskim

Mariusz Ostrowski (jako Józef Piłsudski) i Maria Gudejko (Aleksandra Szczerbińska). Premiera w poniedziałek w TVP 1
TVP
„Ni z tego, ni z owego" to autorski spektakl Macieja Wojtyszki o Piłsudskim i Dmowskim, w którym miłość i namiętność przeplatają się z wielką polityką.

Akcja toczy się na przestrzeni 25 lat od roku 1893 do 1918. W styczniu 1893 roku na przyjęciu w Wilnie pojawia się 28-letni Józef Piłsudski (Mariusz Ostrowski) prosto z pięcioletniego zesłania na Sybirze za udział w przygotowaniach do zamachu na cara. Spotyka mających się ku sobie 29-letniego Romana Dmowskiego (Dariusz Kowalski), który przebywa nielegalnie w mieście, i Marię Juszkiewiczową (Monika Buchowiec).

Tak zaczyna się historia nie tylko konfrontacji dwóch odmiennych postaw wybitnych później polityków, ale także nie mniej tu istotnego uczuciowego melodramatu z udziałem tych trojga. Józef i Maria stanęli na ślubnym kobiercu.

Fakty mało znane

– W przeciwieństwie do Francuzów mamy skłonność do chowania sekretów dotyczących spraw osobistych bohaterów – zauważa autor sztuki i zarazem jej reżyser. – Także o Dmowskim, który radykalnie oddzielał duszę od ciała, jak i o Piłsudskim, który bardzo panie lubił, można zaś wiele opowiadać. Sztuka przywołuje fakty, które mnie szczególnie zastanowiły. Po pierwsze, istnienie kobiety, która przez kilka lat była z Piłsudskim na Syberii jako jego nieformalna żona i popełniła samobójstwo w dniu jego ślubu z Marią Juszkiewiczową.

Fakt drugi to zmarła córka Juszkiewiczowej, Wanda, którą niewątpliwie Piłsudski kochał i chciał wydać za najbliższego współpracownika – Walerego Sławka. Jej imię nosiła potem jego córka ze związku z Aleksandrą Szczerbińską (Maria Gudejko).

Znaczna część faktów przywołanych w spektaklu wydarzyła się zaś naprawdę. Kwestie początkowe sztuki wzorowane są na dialogach z powieści Romana Dmowskiego „Dziedzictwo", a końcowe mają źródło we wspomnieniach wielu osób.

– W czasie jednego z pierwszych spotkań Dmowski próbował namówić Piłsudskiego na współpracę, ale na przeszkodzie stanęły nie tylko różnice w postrzeganiu świata. Podobała im się ta sama kobieta – wylicza Maciej Wojtyszko. – Faktem jest też, że w 1904 roku odbyli w Tokio dziewięciogodzinną, ważną rozmowę. A Aleksandra Szczerbińska, jako łączniczka, naprawdę przewoziła dynamit i broń schowaną pod gorsetem. Ale w pamiętniku zanotowała, że Piłsudski nie od razu jej się spodobał. Inaczej jest w spektaklu.

Dmowski i Piłsudski pokazani są w „Ni z tego, ni z owego" nie tyle jako wybitni mężowie stanu, co raczej jako ludzie, o których Maria Juszkiewiczowa mówiła w 1918 roku: „Nie wiadomo, który gorszy. Obaj kochają władzę – obchodzi ich bardziej niż jakakolwiek kobieta, niż cnoty kardynalne: wiara, nadzieja, miłość. Jeden ma duszę dyktatora, drugi jest małostkowym nacjonalistą".

Politycy z klasą

– Mówiono kiedyś, że Polską rządziły dwie trumny, Dmowskiego i Piłsudskiego – wyjaśnia Maciej Wojtyszko. – Nie wartościuję, pokazuję ułomności obu. Piłsudski wykonał potężną woltę: od drukowania „Robotnika", dowodzenia socjalistami i frakcją rewolucyjną, do porozumienia z arystokracją, choć zabrał im majątki przy pomocy reformy rolnej. Ale zgodnie z socjalistycznymi przekonaniami kobiety miały w Polsce prawa wyborcze jako jedne z pierwszych. A i Dmowski ze swoim ideowym nacjonalizmem polskim też był nieprosty. Najciekawsze są jego powieści, bo pisał coś na kształt romansów. Jestem daleki od namawiania, żeby kontynuować jedną czy drugą tradycję. Myślę, że dobrze byłoby trwale zrozumieć, że są rzeczy ważniejsze niż osobiste sprawy i niechęci.

Spektakl pokazuje, że mimo istniejących różnic poglądowych i animozji osobistych Piłsudski i Dmowski darzyli się szacunkiem.

– Nie padło nigdy, przynajmniej publicznie, słowo pogardliwe na temat Dmowskiego u Piłsudskiego i odwrotnie – mówi Maciej Wojtyszko. – A zdanie: „Nie będę was tu oczerniał, ale będę wam przeszkadzał" to cytat, tak powiedział Dmowski do Piłsudskiego w Tokio. Mieli klasę i potrafili ze sobą przez rok współpracować, wznosząc się ponad ograniczenia i zachowując jak prawdziwi państwowcy. Dzięki temu w 1918 roku Polska wróciła na mapę świata, a marszałek lubił powtarzać: „I ni z tego, ni z owego była Polska na pierwszego".

Jest to więc opowieść o tym, że ani poglądy, ani osobiste sprawy w naprawdę ważnych momentach nie powinny przeważać nad dobrem ojczyzny.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA