fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Donald Trump zawodzi swoich wyborców

AFP
Przez pierwsze 100 dni urzędowania amerykański przywódca może najwięcej. Ale Donald Trump z tego nie skorzystał.

Jeszcze żaden prezydent USA na tym wczesnym etapie kadencji nie był tak niepopularny. Do tej pory rekord należał do Billa Clintona, którego w kwietniu 1993 r. popierało tylko 55 proc. Amerykanów. Ale, jak podaje CNN, prezydentura Trumpa odpowiada dziś tylko 44 proc. jego rodaków. 54 proc. ma przeciwne zdanie.

Na początku tego tygodnia upadła kluczowa obietnica wyborcza miliardera: budowa muru z Meksykiem. Kongres nie zgodził się na wyasygnowanie w nowym budżecie choćby 1 mld USD na rozpoczęcie prac nad inwestycją, która będzie kosztowała przynajmniej 23 mld dolarów. Trump natknął się na całkiem inny mur, niż ten, który chciał zbudować: Kongresu i aparatu partii republikańskiej. Z tego samego powodu nie udało mu się wypełnić innej ważnej obietnicy: odwołania systemu ubezpieczeń zdrowotnych Obamacare. W efekcie tylko 37 proc. Amerykanów uważa, że ich przywódca „jest godny zaufania".

Ale Trump ma też związane ręce z powodu potężnych interesów gospodarczych, jakie zostałyby naruszone, gdyby niektóre z punktów jego programu weszły w życie. Zapowiadał przecież, że w pierwszym dniu urzędowania formalnie uzna Chiny za „kraj manipulujący walutą", co otworzyłoby drogę do nałożenia wysokich ceł na import chińskich towarów. Do tej pory się tak nie stało. W czwartek Trump zawiadomił natomiast prezydenta Meksyku i premiera Kanady, że jednak USA nie wycofają się z umowy NAFTA, jak to zapowiadał.

Realia międzynarodowe, podobnie jak Kongres, także doprowadziły do zasadniczej zmiany programu prezydenta, w wielu przypadkach na dobre. 25 maja prezydent poleci do Brukseli, aby w siedzibach Unii i NATO wyrazić poparcie dla organizacji. A jeszcze na początku prezydentury Trump mówił o sojuszu jako „organizacji przestarzałej", Unię zaś przy okazji konferencji prasowej z Theresą May, nazwał „konsorcjum" i wyraził nadzieję, że kolejne kraje członkowskie pójdą śladami Brytyjczyków. W stosunkach z Chinami prezydent wycofał się z popierania pełnej suwerenności Tajwanu. Do tej pory też nie wiadomo, kiedy spotka się z Władimirem Putinem, choć w czasie kampanii wyborczej wielokrotnie zapowiadał szybki deal z rosyjskim przywódcą.

Bo też zarzuty współpracy z Kremlem w celu storpedowania kampanii wyborczej Hillary Clinton kładą się głębokim cieniem na amerykańskiej administracji. Z tego powodu dymisję musiał złożyć doradca ds. bezpieczeństwa narodowego gen. Michael Flynn, prokurator Jeff Sessions zaś musiał zrezygnować z nadzorowania śledztwa w tej sprawie. Jest za nie odpowiedzialne bezpośrednio FBI.

Ale nie tylko czynniki zewnętrzne ograniczyły inicjatywę administracji. To też efekt podziałów w jego ekipie.

– Jeszcze nigdy nie było administracji, w której kompetencje byłyby tak niejasno podzielone. To przyczynia się do wrażenia ogólnego chaosu – uważa Chris Whipple, autor książki „The Gatekeepers" o otoczeniu miliardera. W szczególności rywalizuje w nim zięć Trumpa Jared Kushner z liderem frakcji populistów, Stevem Bannonem.

Pokłócony z mediami Trump osiągnął jeden istotny sukces: nominację przez Senat Neila Gorsucha na dziewiątego sędziego Sądu Najwyższego. To na lata najpewniej przeważy równowagę w tej kluczowej w amerykańskim systemie władzy instytucji na rzecz konserwatystów. Ale i w tym przypadku prezydent musiał złamać tradycyjne prawo do parlamentarnej obstrukcji dla swoich politycznych oponentów. To znacząco osłabi wiarygodność Sądu Najwyższego i pogłębi polaryzację w amerykańskim społeczeństwie.

Stephen Collinson, szef biura CNN w Waszyngtonie wskazuje, że z porażki 100 pierwszych dni prezydentury nie potrafiło podnieść się wielu prezydentów, w tym Gerald Ford i Jimmy Carter. Ale Bill Clinton czy John F. Kennedy wyciągnęli wnioski z błędów i przekształcili później swoją kadencję w sukces. Trump też może jeszcze pójść tą drogą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA