fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Twardy brexit z przypadku

Premier Theresa May prawie codziennie w Izbie Gmin. Na zdjęciu: po kolejnym przegranym głosowaniu 13 marca
AFP
Brytyjska Izba Gmin odrzuciła możliwość wyjścia z UE bez porozumienia. Jednak to właśnie twardy brexit jest obecnie najbardziej realnym scenariuszem.

Fakt, że większość brytyjskich deputowanych zagłosowała przeciwko wyjściu z UE bez porozumienia, nie ma żadnego znaczenia. – Ryzyko braku porozumienia nigdy nie było wyższe, nawet jeśli miałoby się to zdarzyć przez przypadek – mówił już w środę Michel Barnier, unijny negocjator brexitu.

W czwartek wtórował mu Simon Coveney, minister spraw zagranicznych Irlandii, który stwierdził, że do katastrofy może dojść przez przypadek, nawet jeśli większość ludzi tego nie chce. Bo według traktatu brexit powinien nastąpić 29 marca. Na razie jednak wynegocjowana przez Theresę May umowa z UE jest systematycznie odrzucana przez Izbę Gmin, co przybliża niebezpiecznie moment wyjścia bez porozumienia.

Presja czy nadzieja

W czwartek wieczorem miał być głosowany wniosek o przedłużenie negocjacji. Ewentualną decyzję w tej sprawie UE musiałaby podjąć jednomyślnie, jednak wcale nie jest to takie oczywiste. UE chce uniknąć twardego brexitu, ale nie ma żadnych gwarancji, że przedłużenie negocjacji cokolwiek zmieni. Dyskusja przywódców 27 państw na ten temat odbędzie się w czasie szczytu w Brukseli 21 marca.

„W trakcie konsultacji przed Radą Europejską zaapeluję do UE 27, aby była otwarta na dalsze przedłużenie, jeśli Wielka Brytania uzna, że jest to jej potrzebne na przemyślenie swojej strategii brexitu i zbudowanie konsensusu wokół niego" – napisał na Twitterze przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

Intencje Tuska nie są jasne: czy chodzi mu tylko o tworzenie presji negocjacyjnej, czy też ma nadzieję, że w Wielkiej Brytanii w dłuższym okresie, a więc np. roku czy nawet – jak sugeruje irlandzki minister spraw zagranicznych – 21 miesięcy, doszłoby do drugiego referendum lub przedterminowych wyborów. To mogłoby nawet doprowadzić do zmiany decyzji. Bo jasne jest, że przedłużanie negocjacji na krótki termin, czyli albo do wyborów europejskich 23–26 maja, albo do końca czerwca, nie zmieni dynamiki politycznej w Wielkiej Brytanii.

Polski wątek

– Theresa May może teraz sama grać na dalsze, nawet roczne, przedłużenie negocjacji. W ten sposób wywarłaby presję na radykalnych zwolenników brexitu, żeby poparli jej wersję umowy i szybko wyszli z UE. Bo w razie przedłużenia negocjacji zwiększyłaby się szansa na pozostanie Wielkiej Brytanii w UE – mówi „Rzeczpospolitej" Agata Gostyńska-Jakubowska, ekspertka Centre for European Reform.

Tę wersję mogłyby potwierdzać pogłoski, że zwolennicy radykalnego brexitu mieli lobbować w Polsce za tym, żeby premier Mateusz Morawiecki zgłosił w razie czego weto wobec przedłużania negocjacji. W takim duchu wypowiadała się m.in. Anna Maria Anders, minister w Kancelarii Premiera, która miała wcześniej rozmawiać z Brytyjczykami.

Także Ryszard Legutko, szef delegaci PiS w Parlamencie Europejskim, który na co dzień współpracuje z torysami w grupie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, uważa, że przedłużanie nie ma sensu.

– Brytyjczycy zagłosowali za wyjściem z UE i to powinno nastąpić. Inaczej mielibyśmy do czynienia z upokorzeniem. Podobnie drugie referendum lub zbyt długie przedłużenie byłoby poniżające – stwierdził polityk PiS. Jednak innego zdania jest Jacek Czaputowicz, który stwierdził, że być może Wielka Brytania potrzebuje więcej czasu do namysłu.

Czego chce Merkel

Na razie strategia Theresy May cały czas zawodzi. A w Brukseli narasta zniechęcenie, bo brytyjska premier zupełnie straciła wiarygodność. I nawet jeśli złoży w przyszłym tygodniu wniosek o przedłużenie, to nie może dać żadnej gwarancji skutków takiej decyzji. W Brukseli spekuluje się, że przychylna przedłużaniu negocjacji miałaby być Angela Merkel, nieco bardziej sceptyczny jest Emmanuel Macron. Ale choć interesy państw członkowskich mogą się różnić, to jednak do tej pory w sprawie brexitu zachowywały one zaskakującą jednomyślność.

– Francja i Niemcy nie mają tu różnych interesów. Po prostu Niemcy od początku grały rolę dobrego, a Francja złego policjanta. Macron na potrzeby krajowe był po prostu bardziej pryncypialny i ekspresyjny – ocenia Gostyńska-Jakubowska. Na pewno jednak część premierów i prezydentów na szczycie w Brukseli będzie naciskała na May na konkretne zapowiedzi.

– Jeśli Wielka Brytania chce przedłużenia, to oczekuję wiarygodnej i przekonującej argumentacji. UE 27 rozpatrzy wniosek i zdecyduje jednomyślnie. Konieczne są gwarancje dla sprawnego funkcjonowania unijnych instytucji – powiedział premier Holandii Mark Rutte.

To ostatnie zdanie oznacza, że trzeba się poważnie zastanowić, jak połączyć przedłużone negocjacje z wyborami do Parlamentu Europejskiego. I zapewnić, żeby kraj na wylocie z UE nie blokował kluczowych decyzji Unii.

Warto zaznaczyć, że Holandia to kraj o bardzo ścisłych więzach gospodarczych z Wielką Brytanią i zainteresowany jak najłagodniejszym przebiegiem brexitu. Jednocześnie jednak, jak słyszymy w Brukseli, jeden z najlepiej przygotowanych na twardy brexit. Podobnie zresztą jak przychylna Wielkiej Brytanii Dania.

– Nasilamy przygotowania na wypadek braku umowy – powiedział duński premier Lars Lokke Rasmussen.

Co dalej z May

Dlaczego zatem nie zmienić premiera, skoro plan May nie ma poparcia większości Izby Gmin? Zdaniem Gostyńskiej-Jakubowskiej jest to przede wszystkim trudne z powodów proceduralnych. Zgłoszenie wniosku o wotum zaufania do rządu, co mogłoby doprowadzić do przedterminowych wyborów, wymagałoby poparcia znacznej większości. W samej Partii Konserwatywnej też nie ma apetytu na wymianę lidera. Ponadto zmiana na stanowisku premiera wcale nie oznaczałaby jakościowej zmiany sytuacji.

– Ewentualni kandydaci na jej miejsce są bardziej radykalni w kwestii brexitu – uważa ekspertka.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA