fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Kongo: Pokojowa zmiana władzy po raz pierwszy od 59 lat

AFP
Obecny prezydent Demokratycznej Republiki Konga Joseph Kabila chce dobrowolnie odejść i przekazać władzę zwycięzcy wyborów.

Miejsce Kabili (obecnego prezydenta i syna poprzedniego – Laurenta-Desire Kabili) zajmie przywódca opozycji Felix Tschisekedi (syn opozycjonisty Etienne'a Tschisekedi). Według wstępnych wyników zdobył on 38,5 proc. głosów.

Trzech kolejnych szefów państwa zwanego niegdyś Zairem traciło władzę w zamachu stanu, na skutek zbrojnej rewolty, śmiertelnych strzałów własnego ochroniarza (Laurent-Desire Kabila). Teraz, po serii krwawych wojen, kraj stoi przed możliwością normalnego przekazania władzy.

– Lud Konga nigdy nie zaakceptuje takiego oszustwa. Tschisekedi nie dostał 7 milionów głosów. Skąd niby miał je wziąć? – już skomentował wstępne wyniki wielki przegrany tych wyborów, również opozycjonista i magnat przemysłu naftowego Martin Fayalu, który miał dostać o pół miliona głosów mniej.

– Naprawdę wygląda na to, że ogłoszone wyniki wyborów są niespójne z prawdziwymi – Fayalu poparł francuski minister spraw zagranicznych Jean-Yves Le Drian. Francuz powoływał się przy tym na dane miejscowego Kościoła katolickiego, jedynej organizacji, która była w stanie zorganizować monitoring głosowania na terenie całego kraju, mobilizując 40 tys. obserwatorów. Przedstawiciele Kościoła wyrażali tydzień wcześniej zdziwienie, dlaczego wyniki nie są ogłaszane, skoro „zwycięzca jest doskonale znany" (samo głosowanie odbyło się 30 grudnia). Ale nie podali, kto miałby nim być.

Większość komentatorów uważała, że prezydent zechce przekazać władzę swemu byłemu wicepremierowi Emmanuelowi Shadary, który też startował w wyborach. Dlatego ogłoszenie zwycięstwa opozycjonisty było tak wielkim zaskoczeniem.

Same przygotowania do głosowania (odkładanego od dwóch lat) wywoływały wiele wątpliwości. Nie wiadomo, dlaczego władze postanowiły, iż będzie ono elektroniczne, mimo że znaczna część kraju nie jest nawet zelektryfikowana. W ostatniej chwili w stolicy spłonęło 7 tys. specjalnych maszyn do głosowania. Z samych wyborów wyłączono kilka wschodnich prowincji, gdyż znów wybuchła tam epidemia eboli. W dodatku w tych rejonach zaczęły się pojawiać oddziały różnych ugrupowań krajowych i zagranicznych, stawiając je znów na krawędzi wojny domowej.

Kongo teoretycznie jest jednym z najbogatszych krajów kontynentu. W XIX wieku rabunkowo eksploatowano tu drzewa kauczukowe, w XX wieku stoczono długą wojnę o kontrolę nad kopalniami miedzi w prowincji Katanga. Obecne stulecie też nie zapowiada Kongu spokoju z powodu jego bogactw. „To będzie Arabia Saudyjska ery samochodów elektrycznych" – ogłosiła dwa lata temu agencja Bloomberg. Chodzi o miejscowe zasoby kobaltu używanego przy produkcji baterii do telefonów komórkowych oraz akumulatorów do elektrycznych samochodów.

Jednak większość wydobycia odbywa się w „dzikich kopalniach", gdzie nie ma żadnych zabezpieczeń i gdzie pracuje wiele dzieci. Z tego powodu koncern Apple zerwał współpracę z chińskim Zhejiang Huayou Cobalt, który zdominował rynek ręcznego wydobycia kobaltu w Kongu.

Na razie Departament Stanu przestrzegł obywateli USA przed podróżowaniem do tego kraju, a amerykańska armia wysłała żołnierzy do Gabonu – by mogli pomóc w ewentualnej ewakuacji Amerykanów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA