fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Muzułmanie w Rosji: Moskwa w cieniu półksiężyca

Wczoraj w Moskwie przed meczetem Katedralnym zebrało się z okazji rozpoczęcia święta ofiar (Kurban Bajram) ponad 100 tysięcy muzułmanów. Meczet Katedralny, największy w Rosji, oddano do użytku w 2015 roku. Powstał na miejscu dziesięciokrotnie mniejszej świątyni z początku XX wieku. Kosztował 170 mln euro, które wyłożył przede wszystkim urodzony w Dagestanie miliarder Sulejman Kerimow. W środku mieści się 10 tys. ludzi.
AP
Wyznawcy islamu stali się potężną siłą, z którą musi się liczyć Władimir Putin.

Rosyjski urząd statystyczny nie prowadzi żadnych statystyk, które wskazywałyby na liczbę muzułmanów w Rosji. Nie podaje też informacji o wyznaniu mieszkańców rosyjskiej stolicy. Nieznana też jest dokładna liczba przybyszy z byłych republik radzieckich Azji Środkowej, którzy co roku masowo udają się do Moskwy i wielu innych rosyjskich miast za chlebem.

Wielu rosyjskich analityków uważa, że władze celowo ignorują lub zaniżają skalę, na jaką od upadku Związku Radzieckiego rozrósł się islam w Rosji.

Można było to obserwować na własne oczy we wtorek, gdy muzułmanie na całym świecie rozpoczęli obchody swojego najważniejszego święta ofiar (po arabsku Id al-Adha, w Rosji nazywane z turecka – Kurban Bajram).

Za mało meczetów

Od kilku dni rosyjskie media informowały o miejscach, gdzie muzułmanie w Moskwie w czasie Kurban Bajram mogą się udać na modlitwę. Powstały nawet specjalne mapy, kolportowane przez stołeczne media. Pięć działających tam meczetów nie pomieściłoby wszystkich chętnych i władze miasta musiały wyznaczyć trzy dodatkowe placówki. Kilka dni wcześniej mieszkańców największej rosyjskiej metropolii uprzedzano, by znaleźli alternatywne środki komunikacji, ponieważ wiele linii autobusowych i stacji metra tego dnia nie będzie kursowało.

Największy paraliż był w okolicy meczetu Katedralnego, największej świątyni muzułmańskiej w Rosji, gdzie zebrało się ponad 100 tysięcy wiernych. Przewodniczący Rady Muftich Rosji Ruszan Abbjacow podsumował, że ogółem w modłach w Moskwie i podstołecznych miejscowościach wzięło udział mniej więcej 320 tys. muzułmanów.

– Szacuje się, że w Moskwie mieszka od 400 tys. do 1,5 mln muzułmanów. Moim zdaniem jest ich na pewno nie mniej niż milion. Wystarczy wyjść na ulicę i można zobaczyć ogromną ilość ludzi kaukaskiego i azjatyckiego typu urody. Urodzonych w stolicy jest niewielu, większość to przybysze z rosyjskiej części Kaukazu oraz państw Azji Środkowej. Powstały już nawet dzielnice, gdzie wyznawców islamu jest większość, ale nie ma takiego problemu jak w niektórych państwach Europy Zachodniej. Służby na razie wszystko kontrolują – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Aleksiej Małaszenko, specjalista ds. islamu z moskiewskiego Centrum Carnegie.

Od lat muzułmanie w Moskwie borykają się z problemem zbyt małej liczby meczetów. Na budowę nowych władze nie wydają zezwolenia. Rządzący ignorują ten temat.

W 2013 roku mer rosyjskiej stolicy Siergiej Sobianin w jednym z wywiadów odparł, że miasto nie będzie budowało dodatkowych świątyń. Mówił, że dla stałych mieszkańców Moskwy meczetów wystarczy, a reszta to gastarbeiterzy. – Budować meczety dla wszystkich chętnych byłoby przesadą – stwierdził wtedy. W konsekwencji w stolicy i okolicach powstało kilkanaście nielegalnych domów modlitewnych, które rosyjskie służby od czasu do czasu likwidują.

Obawy Kremla

– Obecnie w Rosji jest mniej więcej około 20 mln muzułmanów, z czego około 3 mln to przybysze. Rosyjskie władze obawiają się, że islam w Rosji rozrośnie się na skalę, której nie da się kontrolować, a zwłaszcza powstania enklaw. Na razie większość islamskich liderów duchownych jest lojalna wobec Kremla. Są wyjątki, ale siedzą cicho i się nie odzywają – mówi Małaszenko.

Tymczasem gdy większość rosyjskich regionów od lat przeżywa kryzys demograficzny, muzułmańskie regiony kraju robią się coraz bardziej zaludnione. Największy współczynnik urodzin jest w północnokaukaskim okręgu federalnych (prawie 10 mln mieszkańców).

Chodzi przede wszystkim o Czeczenię, Inguszetię i Dagestan. Rosyjscy analitycy podkreślają, że panuje tam konserwatyzm. Od upadku ZSRR i po dwóch wojnach w Czeczenii, z republik kaukaskich w głąb kraju przesiedliło się tysiące Rosjan. Narodowość rosyjską deklaruje tam dzisiaj jedynie kilka procent mieszkańców.

Kosztowna lojalność

Od lat republiki rosyjskiego Kaukazu prawie całkiem zależą od wpływów z budżetu federalnego. Dagestan i Czeczenia ciągle znajdują się w piątce najbardziej dotowanych regionów Rosji. Pieniądze z Kremla stanowią tam prawie 90 proc. lokalnych budżetów.

W tym roku przoduje Dagestan, który z budżetu ma otrzymać 59 mld rubli (równowartość 3,5 mld złotych), z kolei Czeczenia 27 mld (nieco ponad 1,6 mld złotych).

Na takie pieniądze nie może liczyć nawet anektowany Krym, gdzie mieszka ponad 2 mln ludzi. W 2018 roku dotacja z budżetu Rosji zapewni tam prawie 70 proc. lokalnego budżetu.

– Kreml uważa Kaukaz za region niebezpieczny. Były tam dwie wojny, jest największa w Rosji korupcja i wysoki poziom przestępczości. Moskwa nie ma strategii, jak zrobić tam porządek. Rządzący wolą załatwiać ten problem za pomocą pieniędzy. Płacą, a lokalne władze mają zabezpieczać lojalność polityczną i pilnować porządku. Islam w Rosji się rozrasta i już ma ogromny wpływ na to, co się dzieje w kraju – mówi „Rz" Siergiej Mitrochin, jeden z liderów opozycyjnej partii Jabłoko.

– To ryzykowna strategia, ponieważ np. w Czeczenii wszystko się trzyma wyłącznie na osobistych relacjach Władimira Putina i Ramzana Kadyrowa. Gdyby w Rosji rozpoczął się kryzys gospodarczy i zabrakło pieniędzy z Moskwy, Kadyrow i inni musieliby szukać wsparcia z zagranicy i to nie wróżyłoby nic dobrego – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA