fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Kołodziejczak: Lepper-bis? Miłe określenie

tv.rp.pl
- Rolnicy mówią mi: Samoobrona była silnym związkiem i nie mogli sobie poradzić. I wie pan co zrobili? Przyszedł człowiek, który namówił, by zrobić z tego partię. I ta siła się zepsuła - mówił w #RZECZoPOLITYCE lider AgroUnii, Michał Kołodziejczak, nazywany przez media "nowym Andrzejem Lepperem" albo "Lepperem-bis".

6 lutego AgroUnia zorganizowała - pod hasłem "Oblężenie Warszawy" - demonstrację przed Pałacem Prezydenckim. Jak jednak podkreśla Kołodziejczak rolnicy "zrobili to bardzo spokojnie, kulturalnie, zgodnie z planem".

Jednocześnie lider AgroUnii zapewnia, że protesty się nie skończyły, choć jeszcze nie wie, kiedy odbędą się następne demonstracje. - Pokazaliśmy otwartość, wyciągnęliśmy rękę, powiedzieliśmy, że pójdzie nasz obserwator na obrady okrągłego stołu rolniczego - formuły, której ja nie rozumiem, ale ok - mówił Kołodziejczak.

Tymczasem - jak zaznaczył lider AgroUnii - minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski w odpowiedzi na to "w mediach, które są narzędziem w rękach władzy, chodzi i szczuje rolników na rolników, ludzi z miasta na rolników". - Jeżeli pan minister będzie ciągle przedstawiał insynuacje, my po prostu nie będziemy chcieli rozmawiać. Po tym co powiedział nie wyślemy obserwatora na obrady okrągłego stołu - dodał Kołodziejczak.

Lider AgroUnii odrzucił sugestie, że celem jego i jego organizacji jest powołanie nowej partii politycznej. - Celem moim i moich kolegów jest zbudowanie organizacji - ma mieć bardzo mocną strukturę, ma służyć dobru polskiego społeczeństwa i tak naprawdę konsumentom. I to jest mój cel, ktoremu się poświęcam. Z AgroUnii partii nigdy nie będzie. AgroUnia ma być elementem, który będzie rozliczał ludzi, którzy są w polityce. I to jest chyba bardzo niewygodne - mówił. - Za AgroUnią stoją rolnicy - dodał.

Kołodziejczak dopytywany czy nie przewiduje jednak swojego startu w wyborach do Parlamentu Europejskiego odparł, że choć działacze AgroUnii "mają takie propozycje", to jednak on w wyborach nie wystartuje.

Jak podkreślał Kołodziejczak jego organizacja chce "obronić polski rynek". Po pierwsze - przez odpowiednie oznakowanie produktów "znakiem graficznym na froncie opakowania", aby pod hasłem "polskie jedzenie" nie sprzedawano produktów z innych krajów.

- Chcielibyśmy obronić nasz rynek przed napływem produktów z zagranicy. Ktoś powie - ale Unia Europejska. Dobrze, ale my musimy jasno wskazać, że import z Ukrainy najbardziej odbija się na polskich gospodarstwach. Ten rynek jest ogromnym zagrożeniem, bo tam produkcja odbywa się na dziko - mówił gość #RZECZoPOLITYCE.

Kołodziejczak wytknął też resortowi rolnictwa, że ten ignorował płynące od działaczy AgroUnii sygnały, że w polskiej weterynarii źle się dzieje. I na spółkę z weterynarią pogrążyli dochodową część rolnictwa w Polsce - dodał, nawiązując do tzw. afery mięsnej, czyli ujawnienia przez "Superwizjer" TVN praktyki uboju chorych zwierząt na mięso, która miała miejsce w jednej z ubojni na Mazowszu. Mięso z tej ubojni trafiło do odbiorców w Polsce i w UE.

Kołodziejczak ubolewał też, że w czasie protestu 6 lutego z demonstrującymi pod Pałacem Prezydenckim nie spotkał się prezydent. - Mówiono nam, że jest bardzo zajęty. A dziś rzecznik prezydenta, Błażej Spychalski, mówi w radiu, że prezydent wczoraj być może był na nartach, że on też musi odpocząć. Okłamali nas. - Gdyby był zajęty - rozumiem. My też byśmy wczoraj chętnie byśmy wypoczywali - mówił.

Lider AgroUnii apelował też, aby UE działała w ramach Wspólnego Rynku Rolnego na równych zasadach. - Nie mogę się pogodzić z tym, że Francuz, Niemiec, Holender dostaje więcej dopłat ode mnie. Niech i oni nie dostają, i my - mówił. 

Pytany, jak traktuje określanie go mianem "Leppera-bis", Kołodziejczak odparł, że nie jest to "ani komplement, ani potwarz". - Miłe określenie. Rolnikom Lepper się kojarzy dobrze, pozytywnie. To jedna z niewielu osób w historii Polski, która potrafiła zjednoczyć polskie rolnictwo - mówił. 

O swojej AgroUnii Kołodziejczak mówił, że politycy "jeszcze się z nią nie liczą". - Jeszcze jesteśmy za słabi - dodał. Zaznaczył jednak, że w Polsce "jest zapotrzebowanie na dobrą, silną organizację rolniczą". - Dzisiaj rolnicy mają ogromny problem, bo zostali oszukani przez wszystkich. Dzisiaj nie mamy na kogo głosować - ubolewał.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA