fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Tajemnica strzału w Sejmie. Złamano zasady

Straż marszałkowska
Podczas wypadku mogło dojść do złamania zasad obowiązujących w parlamencie.
Fotorzepa/ Robert Gardziński
Funkcjonariusz czyścił broń w pomieszczeniu do tego nieprzystosowanym, a dzień później miał prowadzić szkolenie na strzelnicy.

To był pierwszy od wielu lat incydent z bronią palną w Sejmie. W niedzielę 31 stycznia postrzelił się w nogę funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej. Dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka informował, że do incydentu doszło w strefie zamkniętej poza główną częścią kompleksu sejmowego „podczas rutynowych czynności służbowych wykonywanych przez funkcjonariusza", a „w żadnej mierze nie było zagrożone bezpieczeństwo osób postronnych".

Z naszych informacji wynika jednak, że podczas wypadku mogło dojść do złamania zasad obowiązujących w Sejmie.

Do postrzału doszło przy czyszczeniu broni. Jak ustaliliśmy, nie miało to jednak miejsca w pomieszczeniu przystosowanym do przeładowywania broni, lecz po prostu w pomieszczeniu dowodzenia, przy komputerze. Jerzy Dziewulski, były poseł i były antyterrorysta, mówi, że prawdopodobnie doszło do złamania przepisów, choć nie uważa tego za poważne naruszenie. – Przymknąłbym na to oko, bo robi tak wielu funkcjonariuszy różnych służb. Dużo bardziej niepokojące jest to, że funkcjonariusz nie zdawał sobie sprawy z tego, że miał nabój w komorze. Jeśli chodził po Sejmie z przeładowaną bronią, byłby to niezły skandal – komentuje.

Na tym nie kończą się kontrowersje. Z naszych informacji wynika, że funkcjonariusz pełnił 24-godzinny dyżur, po zakończeniu którego miał przeprowadzić szkolenie na strzelnicy. Mężczyzna, który uległ wypadkowi, to bowiem dowódca zmiany i doświadczony funkcjonariusz z niemal 30-letnim stażem. Tego typu szkolenia prowadził wielokrotnie np. w ramach kursu przygotowawczego do służby w Straży Marszałkowskiej. Na poniedziałek 1 lutego miał zaplanowany wyjazd na strzelnicę w Sulejówku w charakterze głównego instruktora.

Czy prowadzenie zajęć ze strzelania tuż po zakończeniu męczącego, całodobowego dyżuru byłoby bezpieczne? Jerzy Dziewulski ocenia, że nie. – 24-godzinna służba jest dopuszczalna i ma miejsce też w innych formacjach mundurowych. Jednak bezpośrednio po jej zakończeniu funkcjonariusz powinien udać się na odpoczynek, a nie podejmować czynności służbowe o dużym stopniu wrażliwości na bezpieczeństwo – mówi.

Dlaczego funkcjonariusz miał prowadzić więc szkolenie? Ile podczas 24-godzinnego dyżuru przysługuje czasu na sen? Spytaliśmy o to Centrum Informacyjne Sejmu, a z odpowiedzi wynika, że „podawanie dalszych szczegółów sprawy nie jest na tym etapie możliwe". „Wszystkie okoliczności zdarzenia bada prokuratura. Ponadto wewnętrzne postępowanie wszczął komendant Straży Marszałkowskiej. Powołana została również komisja wewnętrzna, która przeanalizuje okoliczności tego wypadku" – informuje CIS.

Poseł KO Jarosław Urbaniak uważa wypadek za dowód na to, że decyzja o stałym wyposażeniu strażników w broń ostrą była błędem. Przypomina, że do czasu objęcia władzy przez PiS funkcjonariusze nosili wyłącznie paralizatory, a na wypadek zagrożenia pistolety były zabezpieczone u oficera dyżurnego. Broń ostra w kaburach strażników strzegących Sejmu od zewnątrz prawdopodobnie pojawiła się w 2016 roku.

– Gdy tylko zaczęli korzystać na co dzień z broni, ostrzegałem, że prędzej czy później dojdzie do wypadku. I niestety miałem rację – mówi poseł Urbaniak.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA