fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Rozwoził paczki, został kierowcą Szydło

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Kierowca Służby Ochrony Państwa, który spowodował kolizję w Imielinie zanim trafił do rządowej ochrony był kierowcą w firmie kurierskiej. Pięć lat rozwoził... paczki - twierdzą źródła „Rzeczpospolitej”.

Wczoraj w „Faktach po Faktach” TVN24 komendant SOP Tomasz Miłkowski tłumaczył się z wypadków i kraks jakie nieustannie notuje Służba Ochrony Rządu. W ubiegły czwartek w Imielinie doszło do kolejnej - tym razem stłuczki z wicepremier Beatą Szydło na pokładzie.

Beata Szydło poruszała się pancernym bmw, za nią jechał drugi samochód ochronny - audi. To właśnie audi, z niedoświadczonym kierowcą w ochronie VIP - uderzył w BMW wpadając w poślizg na mokrej jezdni. Wkrótce wyszło na jaw, że kierowca SOP, ukarany mandatem (220zł) przez policję jako sprawca kolizji, ma zaledwie dwa lata służby (ujawnił to portal TVN24). - Według rozmówców portalu jest debiutantem, nie woził VIP, a tylko szefów Służby. Miał to być jeden z jego pierwszych wyjazdów w Polskę.

Wczoraj komendant Miłkowski w studio potwierdził te informacje, podał też, że kierowca ma "25-30 lat".

"Ma dwa lata służby, a wcześniej pięć lat był zawodowym kierowcą. Jeździł we flocie samochodowej, w prywatnej firmie" - mówił Miłkowski o prowadzącym audi, broniąc go.
Sprawdziliśmy co kryje się za tym doświadczeniem.

Jak ustaliła „Rzeczpospolita” owa „flota”, to najprawdopodobniej znana firma kurierska, w której mężczyzna miał rozwozić paczki. Obecnie ma on zaledwie 26 lat. Jak trafił do SOP?

- Był kierowcą jednego z wicekomendantów w SOP. Ale z braku ludzi w ochronie w październiku kazali mu spróbować jeździć z VIP-em. Mówił, że „nie czuje się na siłach”, ale zapewnili go, że „da radę” - mówi nam nasz informator. Z naszych ustaleń wynika również, że jadący audi nie jest kierowcą zawodowym.

Tomasz Miłkowski wczoraj bronił małego stażu kierowcy.

- Czas w służbie, to nie jest jedyny moment, kiedy zdobywa się doświadczenie. Mamy pewien paradoks – państwo się upieracie, że żeby jeździć w ochronie osób, o jakich tutaj mówimy, to trzeba mieć doświadczenie. A zdobyć je funkcjonariusz ma gdzie? – pytał Miłkowski w TVN24. Drugi problem jest taki, że służba przygotowawcza w SOP trwa trzy lata. Wynika z tego prosty wniosek, że kierowcą najważniejszych osób w państwie został...człowiek w służbie przygotowawczej, a nie stałej.

W czasach Biura Ochrony Rządu (poprzedniczki SOP) aby zostać kierowcą jeżdżącym w ochronie VIP (a więc także w kolumnie pojazdów uprzywilejowanych) trzeba było wielu lat szkoleń, w tym za granicą. Dziś kluczyki do rządowych aut, by np. odwieźć delegację zagraniczną z lotniska - jak twierdzą nasi rozmówcy - dostaje praktycznie każdy funkcjonariusz z prawem jazdy kategorii B.

Kierowcy SOP są ubezpieczeni tylko do wysokości trzech pensji. Flota SOP nie ma AC. Koszty naprawy stłuczonych pojazdów idą z budżetu formacji, a więc pieniędzy podatników.

Ani MSWiA, ani SOP nie odniosło się do ustaleń „Rzeczpospolitej”. Rzeczniczka SOP Anna Gdula-Bomba w sprawie funkcjonariusza, który spowodował kolizję w Imielinie podała tylko: "Funkcjonariusz, który spowodował kolizję jest w służbie w SOP od 2 lat. Przed rozpoczęciem pracy w grupie ochronnej przeszedł wszystkie niezbędne szkolenia (kurs podstawowy, rozszerzony i specjalistyczny) przewidziane w SOP dla kierowców pojazdów służbowych VIP-ów”.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA