fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Nowy trener siatkarzy: Chcę pomóc, a nie trzymać się stołka

Nils Wüchner www.volley-photo.de [CC BY-SA 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Wikimedia Commons
Belgijski trener męskiej reprezentacji Polski w siatkówce o swoich planach i szczegółach kontraktu.

Rzeczpospolita: Panie trenerze – najpierw gratulacje...

Vital Heynen: Dziękuję. To nie tylko zaszczyt, ale też wielkie wyzwanie. Poprzedni selekcjoner pracował tylko przez siedem miesięcy, ja chciałbym pozostać na stanowisku dużo dłużej.

Kontrakt obowiązuje do ostatniego meczu w turnieju olimpijskim w Tokio w 2020 roku...

Miejmy nadzieję, że będzie to finał.

Ale po każdym sezonie Polski Związek Piłki Siatkowej może wypowiedzieć umowę, pan również ma taką możliwość. Dlaczego to takie ważne?

Nie upierałem się przy tym zapisie, ale uważam, że takie postawienie sprawy jest logiczne i uczciwe. Jeśli federacja ma taką możliwość, to ja też powinienem ją mieć. Tak samo miałem skonstruowany kontrakt w Belgii. Jeśli moi partnerzy będą zadowoleni ze współpracy ze mną, a ja z nimi, to z przyjemnością wypełnię umowę do końca. Jeśli pojawią się problemy i dalsza współpraca nie będzie możliwa, to odejdę, bo tak będzie dla wszystkich lepiej. Proszę jednak pamiętać, że to nie jest mój styl. W ciągu 35 lat pracy tylko raz wypowiedziałem umowę, właśnie ostatnio belgijskiej federacji. Nienawidzę tego robić i chociaż wszystko odbyło się elegancko, bo użyłem klauzuli, która mi na to pozwalała, nie było to dla mnie łatwe.

Równocześnie z pracą w reprezentacji Polski będzie pan prowadził klub ligi niemieckiej VfB Friedrichshafen. Jak to pogodzić logistycznie?

Logistyka jest akurat najmniejszym problem. Na lotnisko jadę 40 minut i w ciągu dwóch, trzech godzin mogę być w Warszawie. Proszę też pamiętać, że praca z reprezentacją Polski jest dla mnie priorytetem. W klubie mam zagwarantowany dodatkowy czas wolny na wizyty w Polsce. Jestem przyzwyczajony do podróżowania. Moja rodzina nie przeprowadziła się ze mną. Od kilku lat jeżdżę do nich i doskonale daję sobie z tym radę. W takim trybie pracowałem już ostatnio, gdy prowadziłem kadrę Belgii. Znajduję nawet czas na udzielanie wywiadów – po prostu robię to w niedzielne wieczory, jadąc autem.

Ale będzie pan też musiał znaleźć czas na oglądanie zawodników, opracowywanie planów treningowych...

W tym przypadku łączenie tych funkcji jest nawet zaletą. Sezon reprezentacyjny trwa kilka miesięcy w roku, latem. Jeśli trener pracuje dodatkowo w klubie, to jest cały czas w rytmie, musi myśleć o siatkówce i wszystko śledzić. Analizuję rozgrywki krajowe, oglądam Ligę Mistrzów, znam każdego młodego zawodnika w Europie, bo oglądam go pod kątem występów we Friedrichshafen. Dzięki temu już częściowo poznaję potencjalnych rywali. PlusLigę też śledzę regularnie, w niedzielę o 14.45 oglądam w telewizji spotkanie ligowe. Zaraz potem ligę niemiecką, a o 18 na ogół zaczyna się mecz Serie A. Prowadzenie dwóch drużyn jest dziś często spotykane. Czołowi trenerzy na świecie też tak robią.

Na czym polega pana pomysł na reprezentację?

Na początku chcę zebrać dużą grupę zawodników, połączyć doświadczonych z młodymi i w taki sposób rozegrać Ligę Światową. Ale to nie będzie granie tylko po to, żeby się wzajemnie poznać. W każdym meczu będziemy chcieli zwyciężać, chociaż ogrywanie młodych i wygrywanie spotkań to trudne zadanie. Po Lidze Światowej będę już dużo lepiej znał tych chłopaków, ich możliwości i charaktery. To pozwoli mi wybrać kadrę na MŚ. Z tej grupy trzeba stworzyć prawdziwy zespół. Kibice mają być dumni, patrząc na tę reprezentację. Jeśli na MŚ będziemy blisko czołowych lokat i zagramy na dobrym poziomie, będzie to powód do optymizmu. W 2019 roku, na mistrzostwach Europy, trzeba się już będzie bić o medale. Jeśli nie jesteś w stanie zdobyć medalu na Euro, to na igrzyskach nie ma co marzyć o miejscu w pierwszej trójce.

Rok wcześniej będzie można przewidywać, na co stać będzie kadrę w Tokio?

Tak. Nie wierzę, że można grać źle w 2019 roku, a w 2020 zdobyć medal na igrzyskach, bo zabraknie czasu, żeby się zmienić. Wiadomo jednak, jaki jest sport, można grać dobrze i też zejść pokonanym.

Pracę szkoleniową trzeba będzie połączyć z wygrywaniem, bo kibice są spragnieni sukcesów.

Kocham drużyny z problemami. Przez całą karierę pracowałem z takimi zespołami. Kiedy zaczynałem z Noliko Maaseik, byli w dołku, a potem przyszły sukcesy. Albo jestem świetny w tym, co robię, albo mam szczęście...

Wie pan już, z kim będzie współpracował w kadrze?

Na nazwiska kandydatów za wcześnie, będzie można je podać, dopiero gdy podpiszą umowy. Od momentu wyboru powtarzam, że w sztabie musi być kilku polskich trenerów, dla których ta praca będzie szansą rozwoju. Jednym z moich zadań jest pomoc polskim szkoleniowcom, by za kilka lat mój następca pochodził stąd. Moim celem jest pomaganie polskiej siatkówce przez trzy lata kontraktu, a nie trzymanie się stołka.

O kandydatach do gry w kadrze powie pan coś więcej?

Na razie rozmawiam z zawodnikami, osobiście i przez telefon. Potem siatkarze muszą zadeklarować chęć gry i być zdrowi. W przypadku Bartka Kurka problemem jest kontuzja, którą leczy już pół roku. Wilfredo Leon? Na razie nie mogę do niego nawet zadzwonić, ale oczywiście to zawodnik bardzo interesujący. Czekam, aż będzie mógł grać dla Polski, wtedy na pewno się do niego odezwę.

Obcokrajowcy w PlusLidze to zagrożenie dla rozwoju młodych czy szansa na naukę?

Pracowałem ostatnio w Belgii i Niemczech, gdzie nie ma żadnych limitów. Jeśli na boisku gra dwóch lub trzech obcokrajowców, to nie widzę większego problemu, bo w dalszym ciągu cztery pozycje muszą być obsadzone przez Polaków. Optymalnie by było, gdyby na parkietach pojawiało się jak najwięcej młodych rozgrywających, ale tego nikomu nie można nakazać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA