fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Unijny spór o Sąd Najwyższy

Frans Timmermans
Fotorzepa/ Robert Gardziński
W KE nie ma zgody, co zrobić z polską ustawą o Sądzie Najwyższym. Frans Timmermans opowiada się za procedurą dyscyplinującą, która mogłaby doprowadzić Polskę przed Trybunał Sprawiedliwości UE w Luksemburgu.

Komisja Europejska miała dziś dyskutować o dalszych krokach w sporze o praworządność z Polską, ale debatę nieoczekiwanie odwołano. – Drugim punktem w naszym programie była Polska. Ale podejmiemy ten temat w późniejszym terminie – ogłosił Marosz Szefczovicz, jeden z wiceprzewodniczących Komisji. Z informacji uzyskanych przez Deutsche Welle  wynika, że jednym z powodów zwłoki mógł być nierozstrzygnięty spór, co zrobić z ustawą o Sądzie Najwyższym.

Polska opozycja i ponad sto organizacji pozarządowych od kilkunastu dni wzywa Komisję, by skierowała tę ustawę do Trybunału Sprawiedliwości UE. Do tych apeli przyłączył się niedawno Lech Wałęsa, a wczoraj szefostwo Europejskiej Partii Ludowej (m.in. CDU i PO) obradujące w Warszawie. – Wzywamy Komisję Europejską, by użyła wszelkich narzędzi, łącznie z Trybunałem Sprawiedliwości, by zapewnić, że polski rząd stosuje się do europejskiego prawa i standardów – ogłosił we wtorek Joseph Daul, szef Europejskiej Partii Ludowej.

Frans Timmermans, który pilotuje w Komisji kwestie praworządności, ma – wedle naszych informacji - opowiadać się za wszczęciem postępowania przeciwnaruszeniowego wobec Polski w związku z ustawą o SN. Ale szef Komisji Jean-Claude Juncker uważa, że ta nie powinna już wychodzić poza grudniową decyzję o postępowaniu z artykułu 7. Traktatu o UE. I w jego ramach, wspólnie z innymi krajami Unii, szukać porozumienia z Polską.

Polska nie ustępuje

Ustawa o Sądzie Najwyższym już 3 lipca przeprowadzi emerytalną czystkę w SN za pomocą obniżenia wieku emerytalnego z 70. do 65. roku życia. To obejmie także I prezes SM Małgorzatę Gersdorf, choć jej kadencję – jak przypomina Bruksela - wprost określa konstytucja. Zgody na pracę emerytów w SN może, choć nie musi udzielić prezydent Andrzej Duda, jeśli do 3 maja otrzymał taką prośbę od poszczególnych sędziów. – To łamie rozgraniczenie władzy sądowniczej i wykonawczej – wytykali od dawna przedstawiciele Komisji Europejskiej oraz Komisji Weneckiej.

Brak ustępstw Polski właśnie w sprawie Sądu Najwyższego zablokował przygotowania do „kompromisu" Warszawy z Brukselą w ramach art. 7. Manipulacje z wiekiem emerytalnym w SN były jedyną „czerwoną linią" Komisji Europejskiej w kontekście dyscyplinującego art. 7 Traktatu o UE, o której Frans Timmermans mówił publicznie od lipca 2017 r. I Komisja właśnie zgodnie z tymi publicznymi zapowiedziami Timmermansa sięgnęła po art. 7.1. niedługo po podpisaniu ustawy o SN przez prezydenta Andrzeja Dudę.

Porozumienie między rządem Morawieckiego i Komisją (sam Timmermans wystrzega się słowa „kompromis") miałby polegać niekoniecznie na zamknięciu postępowania z art. 7.1., co jego spowolnieniu. Jednak Timmermans i eksperci Komisji uznają dotychczasowe ustępstwa Polski za „zupełnie niewystarczające". Przed posiedzeniem unijnych ministrów w Radzie UE ds. Ogólnych z 26 czerwca Komisja musi zdecydować, czy prosić ich o kolejne kroki w ramach artykułu 7., czyli o formalne wysłuchanie Polski w sprawie praworządności przez Radę UE. Odbyłoby się już pod rządami austriackiej prezydencji, która zaczyna się w lipcu.

System operacyjny Selmayra i Bielana

Władze Polski już od 2016 r. usiłują – dotychczas bez większych rezultatów – rozgrywać różnice między szefem Komisji Europejskiej Jeanem-Claude'em Junckerem i wiceprzewodniczącym Fransem Timmermansem pilotującym sprawy praworządności. Istotnie, Timmermans uchodzi w Brukseli za bardziej pryncypialnego bądź – jak ujmują to niektórzy nasi rozmówcy w instytucjach UE – myślącego wartościami, a Juncker za bardziej niechętnego do konfliktowania się z krajami UE (w tym z węgierskim premierem Viktorem Orbanem) czy też „pragmatycznego". W grudniu 2017 r. to Juncker najdłużej wahał się w sprawie wszczęcia wobec Polski postępowania z art. 7. – Także dlatego, że to on jest szefem i na nim spoczywa główna odpowiedzialność za decyzje Komisji – tłumaczy jeden z naszych rozmówców.

Za sięgnięciem po art. 7 stanowczo opowiadał się Martin Selmayr, ówczesny szef gabinetu Junckera, a obecnie sekretarz generalny Komisji Europejskiej kierujący jej całym aparatem urzędniczym. Ale potem Selmayr stał się głównym rozmówcą wicemarszałka Senatu Adama Bielana, który - równolegle do polskiego MSZ – podjął w imieniu PiS kontakty z Brukselą. Pierwsze, utrzymywane w tajemnicy spotkanie Selmayra i Bielana w Brukseli w marcu tego roku otworzyło drogę do niewielkich ustępstw Polski – w tym przywrócenie równego sędziowskiego wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn w ustawi o ustroju sądów powszechnych.

Polska strona zdaje się być do dziś przekonana, że poufne negocjacje z Selmayerem dają duże szanse na kompromis bez nowych znaczących ustępstw ze strony PiS. Jak wynika naszych rozmów w Brukseli, Polska nie przestaje kusić Komisję do rozejmu obietnicami, że będzie lojalnie współpracować z Brukselą w ważnych dla Komisji pracach legislacyjnych. Również w kontaktach z Selmayrem miał pojawić się temat ewentualnego wstąpienia PiS do centroprawicowej Europejskiej Partii Ludowej. – Bielan i Selmayr mogą mieć zupełnie inne poglądy na Unię Europejską, ale owszem mają bardzo podobny „system operacyjny" – mówi jeden z wysokich urzędników UE. Który kogo rozgrywa? – Nie wiem, czy w kontaktach z przedstawicielami Polski chodzi o ogrywanie. Mam nadzieję, że nie. Ale gdyby tak było, to niekwestionowanym mistrzem jest Selmayr – odpowiada nasz rozmówca.

Juncker zapewnia o jedności z Timmermansem

Juncker podczas jednego z niedawnych posiedzeń Komisji Europejskiej zadeklarował, że w sprawie Polski i praworządności nie różni się z Timmermansem. W węższym gronie padały zapewnienia, że Juncker nie zrobi nic bez uzgodnienia z Timmermansem. Część naszych rozmówców ostrzega, że władze Polski same szykują sobie pułapkę próbami rozgrywania Junckera, Timmermansa, a nawet Selmayra. Przy wszelkich różnicach w Komisji doniesienia o „konflikcie" Junckera i Timmermansa w sprawie dalszych losów art. 7. mają być przesadzone, a może świadomie rozdmuchiwane przez Warszawę.

Grudniowa decyzja Komisji o sięgnięciu po art. 7. była – w zgodzie z Traktatem o UE – przekazaniem sprawy w ręce krajów członkowskich w Radzie UE. Komisja zapowiedziała, że może wycofać się z artykułu 7. po konsultacjach z Radą UE i Parlamentem Europejskim. Jednak podczas kwietniowego i majowego posiedzenia Rady UE zdecydowana większość krajów poparła Timmermansa w jego działaniach wobec Polski. Swe wspólne stanowisko, że dotychczasowe polskie ustępstwa to za mało, wyrażały też Niemcy i Francja.

Źródło: DW
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA