fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ścieżki kariery

Nadzorcy mają wolną rękę po odejściu z Komisji

Fotorzepa, Magda Starowieyska
O ile zakaz konkurencji jest powszechną praktyką stosowaną w biznesie, o tyle w przypadku byłych urzędników Komisji Nadzoru Finansowego zastosowania nie ma. Może to budzić wątpliwości.

Marek Chrzanowski, były przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, przynajmniej teoretycznie, od przyszłego roku może zacząć poszukiwanie nowego pracodawcy. Do końca grudnia pozostaje bowiem w stosunku pracy z urzędem. Po tym okresie praktycznie od ręki może zostać zatrudniony na rynku, nawet w firmie, która podlega nadzorowi KNF.

Zakaz? Tak, ale pod pewnymi warunkami

Chociaż powstała w 2006 r. Komisja Nadzoru Finansowego miała zaledwie trzech przewodniczących, to mieliśmy już do czynienia z przypadkiem przejścia przewodniczącego nadzoru do firmy nadzorowanej. Tak było w przypadku Andrzeja Jakubiaka, który był poprzednikiem Chrzanowskiego. W 2016 r. Jakubiak po pięciu latach sprawowania funkcji przewodniczącego pożegnał się z urzędem i zaledwie po trzech miesiącach przerwy trafił do mBanku. Pełni tam obecnie funkcję dyrektora departamentu compliance.

Przejście Jakubiaka z KNF do mBanku, czyli podmiotu, który podlega nadzorowi Komisji, co prawda wywołało spore poruszenie na rynku, ale wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Formalnie byli szefowie Komisji nie są bowiem objęci zakazem konkurencji. Czy słusznie?

– Kwestia ewentualnego zakazu konkurencji dla przewodniczących KNF jest co najmniej do rozważania. Zawsze jednak byłem przeciwnikiem bezwzględnych zakazów. Uważam, że powinien istnieć organ, który decydowałby o tym, czy taki zakaz miałby być stosowany, a informacja na ten temat powinna być podawana do publicznej wiadomości – uważa Wiesław Rozłucki, były prezes GPW.

W podobnym tonie wypowiada się Jacek Socha, były przewodniczący KPWiG, czyli organu, który zajmował się nadzorem nad rynkiem kapitałowym przed powstaniem KNF.

– Uważam, że osoby, które stały na czele Komisji Nadzoru Finansowego, powinny mieć okresowy zakaz konkurencji, ale jednocześnie powinny w tym czasie dostawać wynagrodzenie. Praca w KNF dotyczy wielu obszarów, więc gdyby nałożyć zakaz konkurencji, to w praktyce możliwości podjęcia dalszej pracy zostałyby bardzo mocno ograniczone. Pytanie tylko, dlaczego w tym czasie byli przewodniczący nie mieliby zarabiać pieniędzy. Państwu powinno zależeć na tym, aby byli przewodniczący zachowywali przez określony czas neutralność – twierdzi Socha.

Mirosław Kachniewski, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych, zwraca nawet uwagę, że naprzemienne okresy pracy w administracji i w biznesie mogą być pożądane.

– Kreuje to pewną wrażliwość i lepsze zrozumienie w obu tych obszarach. Taki przepływ kadr, wiedzy, doświadczeń jest jak najbardziej pozytywnym zjawiskiem i powinien mieć miejsce jak najczęściej. Z drugiej jednak kreuje to określone ryzyka, zwłaszcza jeśli osoba uczestnicząca w podejmowaniu decyzji zostałaby zatrudniona w podmiocie, którego decyzja ta dotyczyła – uważa Kachniewski. Wskazuje on, że kluczowym problemem jest zatem właściwe zarządzenie konfliktem interesów. – W tym w szczególności ograniczenie możliwości podejmowania pracy w podmiotach nadzorowanych, przynajmniej w jakimś okresie. Należy jednak wziąć pod uwagę, że taki odpowiednik zakazu konkurencji powinien się wiązać z wypłatą części lub całości wynagrodzenia w tym okresie – twierdzi szef SEG.

Co po nadzorze?

O tym, jak wygląda życie zawodowe po pracy na stanowisku przewodniczącego Komisji, chcieliśmy porozmawiać zarówno z Jakubiakiem, jak i ze Stanisławem Kluzą (szefem nadzoru był w latach 2006–2011). Ani z jednym, ani z drugim nie udało nam się jednak skontaktować.

Kluza po tym, jak rozstał się z Komisją, na jakiś czas zniknął zresztą z rynku. Poświęcił się m.in. pracy naukowej na SGH (z uczelnią tą związany jest do tej pory). O Kluzie nie zapomniał jednak rynek. Przy kolejnych roszadach kadrowych w instytucjach infrastrukturalnych, tj. GPW czy też KDPW, to właśnie Kluza był wymieniany jako jeden z głównych kandydatów do objęcia funkcji prezesa. Plotki te nie znalazły jeszcze potwierdzenia w rzeczywistości. Kluza oficjalnie powrócił natomiast na rynek w 2016 r., ale w roli bankowca. Trafił do BOŚ Banku, gdzie najpierw pełnił funkcję wiceprezesa, a później prezesa. Z firmą rozstał się jednak już w 2017 r. Głośno o Kluzie zrobiło się także przy okazji sporu pomiędzy funduszem Abris Capital Partners a Polską dotyczącego inwestycji w FM Bank, w trakcie którego miał on jako niezależny ekspert przygotować opinię dla funduszu.

Jaki los czeka Marka Chrzanowskiego? Tego na razie nie wiadomo. Znamienne jest jednak to, że Chrzanowski jako pierwszy nie dotrwał do końca pięcioletniej kadencji przewodniczącego KNF. To pokłosie tzw. afery taśmowej i oskarżeń o złożenie propozycji korupcyjnej biznesmenowi Leszkowi Czarneckiemu.

Kto będzie szefem nadzoru

Po tym, jak ze stanowiska przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego zrezygnował Marek Chrzanowski, obowiązki szefa nadzoru pełni Marcin Pachucki. Decyzję w tej sprawie podjął premier. To także premier, zgodnie z ustawą o nadzorze nad rynkiem finansowym, wybierze nowego szefa KNF. Kadencja przewodniczącego trwa pięć lat. Aby zostać szefem nadzoru, trzeba spełnić kilka warunków. Wśród nich jest chociażby wykształcenie wyższe prawnicze lub ekonomiczne czy co najmniej trzyletni staż na stanowiskach kierowniczych. Przewodniczący KNF musi także posiadać odpowiednią wiedzę w zakresie nadzoru nad rynkiem finansowym oraz doświadczenie zawodowe uzyskane w trakcie pracy naukowej, pracy w podmiotach wykonujących działalność na rynku finansowym bądź pracy w organie nadzoru nad rynkiem finansowym. Według medialnych doniesień jednym z głównych kandydatów na szefa KNF miałby być Rafał Antczak, wiceprezes PKO BP. Jednak pytany o to przez „Rzeczpospolitą" zapewnił on, że nie szuka nowych wyzwań zawodowych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA