fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Kto chciał zamknąć usta świadkowi w aferze podkarpackiej

Marek K. w „prywatnym śledztwie” zdobył dowody na powiązania m.in. policjantów i ludzi służb z sutenerami
shutterstock
Prokuratorzy poważnie podeszli do zastraszania Marka K., świadka w aferze podkarpackiej. Jest śledztwo.

Krakowski Wydział ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej wszczął śledztwo w sprawie gróźb wobec biznesmena Marka K., jednego z głównych świadków w słynnej aferze podkarpackiej – ustaliła nieoficjalnie „Rzeczpospolita".

– Liczę na to, że ten wyspecjalizowany wydział prokuratury rzetelnie zbada działania wciąż aktywnych ludzi z układu podkarpackiego, którzy chcą mnie zastraszyć i podważyć moją wiarygodność – mówi nam Marek K. I zapewnia, że nie przestanie rozpracowywać mafijnych układów w regionie. – Jak mnie nie pozbawią życia, to mnie nie złamią – zapewnia.

W sierpniu ujawniliśmy, że znany podkarpacki biznesmen Marek K. (chce pozostać anonimowy) dostał z wiarygodnego źródła ostrzeżenie, by uważał, bo „chcą mu podłożyć bombę" pod samochodem. Groźby – jak twierdziła osoba, która uprzedziła K. o niebezpieczeństwie – pochodziły od osób z układu podkarpackiego – tego, który latami chronił ukraińskich sutenerów i pozwalał im prowadzić agencje towarzyskie (o czym wielokrotnie pisaliśmy).

Z naszej wiedzy wynika, że krakowskie „pezety" wszczęły śledztwo z dwóch artykułów kodeksu karnego. W sprawie „przygotowania zdarzenia, które zagrażałoby życiu lub zdrowiu Marka K. i jego mieniu w znacznych rozmiarach", czyli eksplozji materiałów wybuchowych w jego aucie. A także w sprawie gróźb karalnych mających „wywrzeć wpływ" na K. w związku z jego zeznaniami w różnych śledztwach.

– Z uwagi na dobro postępowania przygotowawczego nie udzielamy bliższych informacji co do przedmiotu i zakresu prowadzonych czynności – odpowiada nam Prokuratura Krajowa.

Sutenerzy z ochroną

Groźby wobec biznesmena były kierowane latem tego roku, wkrótce po tajemniczej śmierci boksera Dawida Kosteckiego (to Marek. K. namówił go do zeznań przeciwko podkarpackim sutenerom). Chodzi o braci Jewgienija i Aleksieja R., którzy przez kilkanaście lat zajmowali się seksbiznesem, prowadząc agencje towarzyskie. Działali bezkarnie, ponieważ parasol ochronny zapewniali im m.in. policjanci dawnego CBŚ, którzy ich ochraniali i sami korzystali z prowadzonych przez sutenerów „przybytków" – o czym wielokrotnie pisała „Rzeczpospolita".

W końcu, w 2016 r. sutenerów i ochraniających ich policjantów rzeszowskiego CBŚ zatrzymano. Bracia K. zostali skazani (dostali niskie wyroki). Ale policjanci – w tym Daniel Ś. (dziś były funkcjonariusz), z niewiadomych powodów dotąd nie stanęli przed sądem.

Śledztwo w sprawie „układu podkarpackiego" dziś prowadzi małopolski wydział Prokuratury Krajowej – ten sam, który teraz poważnie potraktował groźby wobec Marka K., uznał go za pokrzywdzonego i bada, kto chciał mu „zamknąć usta". Według naszych informacji śledczy badają, czy ludzie z tych kręgów stali za groźbami wobec biznesmena.

Tropienie układu

Marek K. na temat podkarpackiej „ośmiornicy" ma kolosalną wiedzę, a dzielił się nią m.in. z katowicką i krakowską prokuraturą. Czy teraz domyśla się, kto chciał go zastraszyć? Nam mówi jedynie:

– Układ podkarpacki nie został do końca rozbity, wiele osób do niego należących ma się dobrze i ma swoich ludzi w różnych służbach i urzędach. Daniel Ś. do dziś nie ma aktu oskarżenia, a wobec mnie trwa festiwal kombinacji, by mnie zastraszyć i uniewiarygodnić jako świadka – mówi nam Marek K. I dodaje: – Wiem, że ludzie z „układu" usilnie szukają na mnie haków, czyli „wojna trwa". Nic na mnie nie znajdą, bo ja w odróżnieniu od nich nie jestem przestępcą – podkreśla biznesmen.

Skąd wiedza K. o podkarpackiej ośmiornicy?

Zaczął ją rozpracowywać po tym, kiedy jeden z policjantów usiłował wciągnąć, jak twierdzi biznesmen, jego nastoletnią córkę do seksbiznesu braci K. Było to kilka lat temu. Od tego czasu zdobył ogromną wiedzę o mafijnych powiązaniach w regionie. Między innymi na podstawie jego zeznań został skazany za korupcję i inne przestępstwa były szef Urzędu Ochrony Państwa Janusz W.

– W sprawie gróźb złożyłem obszerne zeznania, prokurator z uwagą wszystko zaprotokołował, ufam, że zostaną zbadane wszystkie wskazane przeze mnie wątki – mówi nam biznesmen.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA