fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Mowa nienawiści: Sędzia Dudzicz ma prawo do milczenia

Jarosław Dudzicz
tv.rp.pl
Ma rację sędzia Jarosław Dudzicz, twierdząc, że na tym etapie postępowania nie powinien nic mówić. Skoro jest ofiarą hejtu, sam nie mógł hejtować.

Zupełnie niezasadna krytyka posypała się na sędziego Jarosława Dudzicza z uwagi na odmowę złożenia pisemnych wyjaśnień na żądanie prezydium Krajowej Rady Sądownictwa co do jego roli w aferze hejterskiej, w której mieli uczestniczyć urzędnicy i kierownictwo Ministerstwa Sprawiedliwości, sędziowie z KRS i Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Odmawiając wyjaśnień, sędzia podkreślił, że „wszyscy członkowie rady są równi i nie mogą sobie nawzajem wydawać poleceń", co spotkało się z nieprzychylnym przyjęciem w środowisku prawniczym i niezasadnymi atakami na odmawiającego wyjaśnień co do jego roli w obrzydliwym procederze realizowanym przy pomocy komunikatorów internetowych.

Krytykujący najwyraźniej zapomnieli, że w polskim porządku prawnym nawet najgorszemu przestępcy przysługuje prawo do milczenia. Zasada nemo se ipsum accusare tenetur to fundament postępowania karnego, urealnienie prawa do obrony. Choć w niektórych państwach jest kwestionowana, trudno sobie wyobrazić bez niej kształt nowoczesnej procedury karnej. Pan sędzia na pewno o tym doskonale wie. Wie również, że tym bardziej on może z tego prawa skorzystać, skoro dopiero w przyszłej perspektywie ważyć się będzie problem odpowiedzialności dyscyplinarnej i karnej. Perspektywa ta zresztą, obserwując dynamikę działań rzeczników dyscyplinarnych i prokuratury, wydaje się dość odległa. Rzecznicy dyscyplinarni mierzą się bowiem aktualnie z problemem potencjalnej własnej odpowiedzialności, a prokuratura analizuje wszelkie konsekwencje połączenia stanowisk prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości.

Krytykanci kwestionują też prawo sędziego do oceny dopuszczalności żądania ze strony kierownictwa KRS wyjaśnień pisemnych akcentującego to, przy użyciu eleganckiego sformułowania podkreślającego równość wszystkich sędziów, że neguje on prawo kierownictwa KRS do wydawania poleceń.

Do czasu wyroku

To zakwestionowanie prawnej pozycji prezydium KRS, jak sądzimy, musi wiązać się z podważeniem zgodności z prawem powołania neo-KRS. Jesteśmy przekonani, że sędzia Dudzicz w subtelny i elegancki sposób daje do zrozumienia, że przynajmniej do czasu rozstrzygnięcia zgodności z prawem Unii Europejskiej powołania neo-KRS, jej kierownictwo nie może w sposób wiążący nakazywać sędziemu składania żadnych wyjaśnień.

Z subtelnie wyakcentowanego przez sędziego argumentu równościowego można w drodze wykładni wydobyć również stwierdzenie, że w razie wadliwego powołania neo-KRS równość sędziów polega po prostu na tym, że żaden z nich nie uzyskał „wyższej pozycji" wskutek powołania do tego konstytucyjnie wadliwego organu. Wadliwość jego ukonstytuowania przesądza bowiem również o niedopuszczalności domagania się wyjaśnień od sędziego Dudzicza.

Nie można też mieć pretensji do sędziego, że odmówił publicznego ustosunkowania się do doniesień Onetu, według których był członkiem grupy „Kasta", która organizowała hejt wobec sędziów, w szczególności zaś odpowiedzi na pytanie, czy był w tej grupie, akcentując zarazem, że czyni tak „z uwagi na dobro postępowań".

Troska o dobro postępowań to wszakże rzecz chwalebna. Pan sędzia – jako doświadczony praktyk – na pewno doskonale wie, że w tej fazie postępowania konieczne jest zebranie oraz zabezpieczenie dowodów, uniemożliwienie uzgadniania wersji osobom zagrożonym, wykluczenie innych postaci realnego matactwa procesowego, ukrycia i zatarcia śladów ewentualnego przestępstwa. Przedwczesne składanie oświadczeń mogłoby spowodować zupełnie niepotrzebną sprzeczność z pieczołowicie zbieranym materiałem dowodowym. A przecież ułatwianie pracy organom prowadzącym postępowanie to rzecz niezwykłej wagi.

Nie bez znaczenia jest też, że postępowanie zostało uruchomione na podstawie informacji uzyskanych od osoby, która wiarygodna była dawniej. Dziś, gdy hejtować zaprzestała i wdała się w konflikt z osobami „czyniącymi dobro", wiarygodność tę musiała utracić. Nie tylko sama, lecz wraz ze swoim pełnomocnikiem, któremu oczywiście w interesie publicznym wytykane są dawne grzeszki.

Chwila pracy w imię „czynienia dobra" i sędzia nie będzie już musiał składać żadnych oświadczeń. W parze z ułatwieniem pracy organom prowadzącym postępowania pójdzie zarazem oszczędność papieru, tak cenna w dobie walki o ochronę środowiska naturalnego. Słowem, ma rację sędzia Dudzicz, twierdząc, że na tym etapie postępowania nie powinien nic mówić.

Prokuratura to udowodni

Jako praktykujący adwokaci w pełni podzielamy stanowisko sędziego, że prawo do milczenia to najlepsze wyjście z sytuacji. W końcu, skoro „ludzie czyniący dobro" zwalczają kastę, to nie mogą do grupy „Kasta" należeć. Skoro ujawnione screeny identyfikować miały sędziego sądu okręgowego Jarosława Dudzicza, to słusznie sędzia dowodzi, że tą osobą nie mógł być prezes sądu okręgowego Jarosław Dudzicz. A skoro sędzia jest ofiarą hejtu ludzi nierozumiejących zasady nemo se ipsum, to na pewno sam nie mógł hejtować. Głęboko wierzymy, że prokuratura wkrótce to udowodni.

Autorzy są profesorami i adwokatami

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA