fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Marek Domagalski o wyborach prezydenckich: Rzeczpospolita powiatowa pokazała swoją siłę

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Oprócz stolicy i studia telewizyjnego są jeszcze lokalne wspólnoty, które pokazały swoją siłę. To już chyba inna Polska.

Długie wybory prezydenckie uaktywniły wyjątkowo mieszkańców nawet najodleglejszych zakątków kraju, wyzwoliły w nich wolę współdecydowania o Rzeczpospolitej. Z drugiej strony wzmocniły urząd prezydenta i samego Andrzeja Dudę, dając mu szansę uporządkowania nieco naszego życia publicznego.

Do rangi symbolu urosła niedoszła debata w Końskich, miasteczku powiatowym w centrum Polski, jednak na uboczu. PiS, który nieraz mówił wcześniej o likwidacji powiatów w ramach zmniejszenia biurokracji i usprawnienia zarządzania, pewnie do tego już nie wróci, gdyż nie ma drugiego tak trwałego elementu sieci osadniczej, może poza parafiami. Powiaty, owszem, można reformować, ale nie likwidować. Zobaczyliśmy właśnie w całej krasie Polskę powiatową. Zresztą Warszawa czy Gdańsk też są powiatami (miejskimi).

Czytaj także:

Kampania wyborcza, która jak nigdy zeszła do mniejszych miejscowości, to mocne potwierdzenie, nie przez władzę, nie przez konstytucjonalistów, ale samych obywateli ich praw, w tym prawa do wyboru prezydenta w bezpośrednich wyborach, jeszcze niedawno zagrożonych pomysłami ich przesunięcia. Wzmocnił się też urząd prezydenta i sam Andrzej Duda, dysponujący doświadczeniem pierwszej kadencji i już niespętany obawą o reelekcję.

Tydzień temu, nie wiedząc, kto zostanie prezydentem, napisałem w tym miejscu, że prezydentowi przypadnie przywrócić Polakom sądownictwo, wykańczane wojną o sądy i w sądach, która dzieli wielu Polaków, a zwłaszcza prawników. Niezbędne jest moim zdaniem śmiałe wkroczenie prezydenta w sędziowskie środowiska, zdominowanego przez radykałów i znalezienie z nim wspólnego języka.

Przede wszystkim prezydent i obóz rządzący powinien przemyśleć politykę wychodzenia z epidemii oraz zakończenia politycznej wojny domowej. Polskę i nasze życie publiczne stać też na większą równowagę, na uniezależnienie od radykałów czy garstki parlamentarzystów. Karnawał wyborczy był zbyt długi i czas go zakończyć.

Tym bardziej że zwykli ludzie, niewystępujący w telewizji, żyją swoimi codziennymi sprawami. Na szczęście w relacjach sąsiedzkich w miejscowościach nawet powiatowych, gdzie niemal wszyscy się znają, to chociaż głosują na inne partie, nie rzucają się sobie do oczu.

Po tej kampanii już wiemy, że poza Warszawą i studiami telewizyjnymi jest jeszcze Polska powiatowa i miasteczka z rynkiem tętniącym życiem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA