fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Aleksander Hall: Stawiam na prezesa PSL

Fotorzepa, Piotr Guzik
Władysław Kosiniak-Kamysz ma szansę wiele zmienić.

Stawka najbliższych wyborów prezydenckich jest ogromna. Prezydent ma znaczne uprawnienia i może nadać nowy ton polskiej polityce. W obecnych realiach politycznych jest także jedyną osobą, która może powstrzymać niezgodne z konstytucją i szkodliwe dla państwa poczynania rządu PiS. W obecnym układzie sejmowym jego weto byłoby skuteczne. Aby prezydent mógł spełnić te nadzieje, musi być osobą całkowicie niezależną od obozu rządzącego obecnie naszym krajem. Prezydent Andrzej Duda jest zaprzeczeniem tego wzorca.

Myśląc o konkurencie Andrzeja Dudy, biorę pod uwagę przede wszystkim trzy kryteria: format ludzki i polityczny, znaczne szanse na wygraną i bliskość ideową.

Format ludzki i polityczny

Władysław Kosiniak-Kamysz w bardzo wysokim stopniu spełnia to kryterium. Lekarz z doktoratem, jako polityk dawał się poznać szerszej publiczności od 2011 roku, gdy – z rekomendacji PSL – został ministrem pracy i polityki społecznej w rządzie Donalda Tuska. Prezesem PSL został w trudnym momencie po wyborach parlamentarnych w 2015 roku, w których PSL ledwo przekroczył próg wyborczy. Po czterech latach jego prezesury PSL jest w znacznie lepszej sytuacji politycznej, a jego prezes jest jedną z najlepiej ocenianych postaci na scenie politycznej. Od czterech lat uczestniczy w bardzo twardej politycznej walce. Najważniejszą jej stawką jest oczywiście ustrój Polski, ale dla PSL było nią także polityczne przeżycie, gdyż PiS za jeden ze swych strategicznych celów wyznaczyło sobie usunięcie PSL ze sceny politycznej. Kosiniak-Kamysz zdał egzamin w obu tych bataliach. Stawał w obronie konstytucji i praworządności, piętnował ograniczanie uprawnień samorządów i zawłaszczanie coraz większych obszarów państwa przez partię rządzącą. Poznaliśmy go jako utalentowanego mówcę parlamentarnego, ale także w roli trybuna ludowego. Wzbudza sympatię w środowiskach wyraźnie wykraczających poza tradycyjną bazę swego stronnictwa. Zyskuje ją kulturą osobistą i polityczną, brakiem zacietrzewienia, szacunkiem okazywanym adwersarzom i ich racjom. Widać wyraźnie, że ma wyraziste poglądy, ale szanuje ludzi, którzy mają inne.

Ugrupowanie, któremu przewodzi, jest w nieporównanie lepszej sytuacji niż na początku jego przywództwa. Na pewno przyczyniła się do tego osobowość lidera, ale także jego zamysł polityczny: Kosiniak-Kamysz, pozostając wierny tradycji PSL, chce zbudować polską chadecję. Zrobił w tym kierunku znaczący krok. W wyborach prezydenckich może wykonać znacznie większy. Jest politykiem ze sporym doświadczeniem, wyważonym i rozważnym, ale – gdy trzeba – umiejącym podejmować ryzyko, a więc odważnym.

Prezesowi PSL i jego współpracownikom udało się w dużej mierze odmienić wizerunek swojego ugrupowania. Przez długi czas było ono postrzegane jako „obrotowe", wchodzące w sojusze z tymi, którzy oferują więcej. Obecnie nikt, kto bez uprzedzeń obserwuje cenę polityczną, nie powinien mieć wątpliwości, że pod przywództwem Kosiniaka-Kamysza PSL będzie konsekwentnie bronić podstawowych wartości demokratycznych i państwa prawa, zachowując jednocześnie pragmatyzm i zdrowy rozsądek.

Szanse wyborcze

Bardzo krytycznie oceniam prezydenturę Andrzeja Dudy. Oceniam ją według kryteriów: samodzielność polityczna, poszanowanie konstytucji i prawa, a także powaga urzędu. Mniej więcej połowa Polaków ocenia ją inaczej – pozytywnie. Sądzę, że ważny jest dla nich deklarowany przez prezydenta profil ideowo-polityczny, prezencja, relatywna młodość i związana z nią energia, a także wzrost zasobności własnego portfela (na jak długo?), wiązany z polityką PiS i prezydenta.

Koniecznym warunkiem, aby prezydent Duda przegrał wybory, jest to, aby jego rywal w drugiej turze miał ideowy profil zgodny z preferencjami większości Polaków, a więc centroprawicowy. Żaden – nawet najbardziej efektowny kandydat lewicy – nie ma najmniejszych szans, bo w tej fazie naszej historii lewica stanowi w Polsce wyraźną mniejszość.

Profil ideowy kandydata, zawierający poszanowanie dla polskiej tożsamości, tradycji i religii to warunek konieczny, ale niewystarczający. Potrzebne są także inne atuty, którymi dysponuje Kosiniak-Kamysz: ujmująca osobowość, energia, wiarygodność i talent medialny. Jestem przekonany, że wygrałby debatę telewizyjną z urzędującym prezydentem. W jego przypadku nie ma wątpliwości, że jest politykiem samodzielnym i nie ma tak jak Andrzej Duda nad sobą szefa. Za kolejny atut prezesa PSL uważam jego młodość – jest młodszy od obecnego prezydenta.

Kosiniak-Kamysz określa swe poglądy jako chadeckie. Można go uznać za umiarkowanego konserwatystę, zdolnego jednak do współpracy z lewicą i okazującego szacunek ludziom, których ta pragnie reprezentować. W drugiej turze wyborów wielu zwolenników lewicy udzieliłoby mu poparcia, zwłaszcza tych, którzy odrzucają dewizę „im gorzej, tym lepiej".

Prezes PSL miałby duże szanse wygrać z Andrzejem Dudą w drugiej turze wyborów prezydenckich. Jego problemem jest dotarcie do tej fazy wyborów. Jego głównym konkurentem w tej rozgrywce będzie osoba wystawiona przez Koalicję Obywatelską, a w praktyce przez PO. Jeśli politycy tego ugrupowania poważnie myślą o wprowadzeniu do Pałacu Prezydenckiego kandydata opozycji, powinni poważnie rozważyć poparcie już w pierwszej turze lidera PSL.

Bliskość ideowa

Dla mnie to bardzo ważne kryterium. W Polsce jest bardzo wielu konserwatystów, chrześcijańskich demokratów, konserwatywnych liberałów, ludzi umiarkowanej prawicy, którzy nie akceptują polityki PiS. Nie mają swojej politycznej reprezentacji. Większość z nich, głosując w wyborach sejmowych, wybiera „mniejsze zło". Wybory prezydenckie stworzą im okazję, aby tę sytuację zmienić. Zachęcam ich do oddania głosu już w pierwszej turze na Władysława Kosiniaka-Kamysza. Jego zwycięstwo zmieniłoby wszystko w polskiej polityce. Zapewne wytworzyłoby nową polityczną dynamikę.

Polska konstytucja jest elastyczna. Przyznaje prezydentowi określone uprawnienia, ale nie determinuje jego politycznej roli. Pod jej rządami mieliśmy prezydenturę prezydenta Kwaśniewskiego, który zachował znaczny wpływ na układ sił w partii, z której się wywodził, i jej politykę, a następnie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, nierozerwalnie związanego z PiS, ale niebędącego liderem tej partii. Prezydent Komorowski także nie zerwał związków z PO, ale nie miał ambicji, aby jej przewodzić. Andrzej Duda daje niespotykany dotychczas przykład prezydentury służebnej w stosunku do lidera partii, która wyniosła go na urząd.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA