fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Listy PiS: Wybory zmienią obóz władzy

Fotorzepa, Robert Gardziński
Na listach będzie wielu młodych współpracowników szefa rządu.

Wybory zmienią układ sił w obozie władzy, a nie tylko w ramach opozycji. To może sprawić, że obecni koalicjanci w ramach Zjednoczonej Prawicy stracą na znaczeniu, zwłaszcza jeśli wynik PiS będzie bardzo wysoki. W każdym wypadku zmiany w partii, odejście wielu znanych polityków do Brukseli i pojawienie się wielu nowych działaczy młodego pokolenia sprawiają, że jesienią Klub PiS w Sejmie będzie inny niż teraz. To będzie miało swoje konsekwencje.

Zjednoczona Prawica finalizuje obecnie układanie list wyborczych. We wtorek pracował nad nimi Komitet Polityczny, ale jak już zapowiedzieli politycy PiS, ich ostateczny kształt poznamy w przyszłym tygodniu. Do tej pory prezes PiS Jarosław Kaczyński ujawnił tylko 41 liderów list. 25 z nich to osoby, które nigdy wcześniej „jedynkami" nie były. „Jedynki" to zarówno młodzi politycy, jak i rozpoznawalni ministrowie. Taka mieszanka młodości i doświadczenia będzie też na pełnych listach. W lipcu 2018 roku w wywiadzie dla „Sieci" prezes PiS zapowiadał zresztą, że za pomocą kandydatów na posłów lub senatorów partia będzie odwoływać się do nowych środowisk.

To wszystko sprawi, że PiS i cała Zjednoczona Prawica po wyborach się przekształcą, do głosu dojdą nowi ludzie i postacie mniej eksponowane na starcie rządów w 2015: młodsze i mniej „tradycyjne dla PiS". Z polityki ma odejść Krystyna Pawłowicz, wielu rozpoznawalnych polityków tej partii jest teraz w Brukseli. Interesujące staje się też pytanie o układ sił wewnątrz. Po wyborach w 2015 roku kluczową rolę w utrzymaniu większości w Sejmie mieli koalicjanci – Solidarna Polska i Porozumienie Jarosława Gowina i ich „szable" wchodzące w skład Klubu PiS.

Im wyższe jednak zwycięstwo PiS, im wyższa będzie ponowna samodzielna większość, tym ich rola i znaczenie będzie spadać. I odwrotnie: jeśli większość PiS będzie na włosku, tym większe wtedy znaczenie będzie partii Gowina i Ziobry oraz ich parlamentarzystów. To zaś powoduje, że dla sojuszników PiS optymalnym politycznie rozwiązaniem będzie odtworzenie wyniku podobnego z 2015 roku. Wtedy nadal będą języczkiem u wagi. Oczywiście nawet po hipotetycznym wysokim zwycięstwie skład Zjednoczonej Prawicy nie ulegnie zmianie, by nie psuć wrażenia „gry skrzydłami", na których są Ziobro i Gowin, odwołujący się do całego spektrum elektoratu. Zwłaszcza w sytuacji, w której celem Zjednoczonej Prawicy jest sięgnięcie do nowych grup wyborców w dalszej perspektywie, a zwłaszcza tych z dużych miast. Wprost mówi o tym wicepremier Gowin.

Ale nowy układ sił i potencjał polityczny sojuszników będzie miał wpływ na rozdanie tek ministerialnych, stanowisk, przełożenie na agendy rządowe, spółki Skarbu Państwa i tak dalej. Dlatego nie jest to tylko kwestia czysto akademicka. I niesie też odpowiedź na pytanie, jaki może być rząd Zjednoczonej Prawicy na II kadencję. Niemal na pewno odmłodzony, w którym większą rolę odgrywają politycy na wiceministerialnych stanowiskach i ministrowie młodszego pokolenia.

Dla nowego układu sił po wyborach ważne jest też to, że na listach będzie wielu współpracowników obecnego premiera, młodych polityków, którzy trafili do rządu lub na ważne miejsca w jego agendach po tym, jak Morawiecki został premierem. I którzy sprawdzili się politycznie w ostatnich miesiącach. W ten sposób premier powoli tworzy swoje własne polityczne zaplecze. Oczywiście ten proces jest długotrwały, ale w PiS liczy się to, kto lepiej będzie rozgrywał „long game". Bo nikt z naszych wysoko postawionych w PiS rozmówców ani przez moment nie uwierzył, gdy kilka dni temu prezes PiS Jarosław Kaczyński na jednym z pikników rodzinnych rzucił, że „ma już swoje lata" i za jakiś czas może go już nie być na tym miejscu.

Rozważania o układzie sił nie oznaczają, że w PiS panuje hurraoptymizm. Z uwagą spogląda, jak podzieliła się opozycja. A zwłaszcza, czy w ramach Koalicji Polskiej tworzonej przez PSL, do wyborów pójdą razem kukizowcy i Bezpartyjni Samorządowcy. Ten scenariusz - który we wtorek wyglądał jednak na coraz mniej prawdopodobny - byłby skomplikowanym „planem B" PiS na wypadek utraty samodzielnej większości. Jednak nieoficjalne informacje wskazują, że Bezpartyjni nie chcą współpracy z PSL. Ich wejście do Sejmu tylko z Kukizem byłoby dla PiS z kolei najbardziej korzystne, jeśli chodzi o potencjalnego koalicjanta. Z Bezpartyjnymi PiS współrządzi już na Dolnym Śląsku. Nic jeszcze rozstrzygnięte nie jest. Nawet mało prawdopodobne obecnie scenariusze mogą się jesienią spełnić, z czego najważniejsi politycy prawicy doskonale zdają sobie sprawę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA