Rzecz o polityce

Kleiber: Internet, czyli bliski koniec demokracji?

Fotorzepa, Robert Gardziński
Podstawą dobrze funkcjonującej demokracji jest założenie, że każdego z nas otacza ta sama rzeczywistość, której indywidualna percepcja skłania do dokonywania wyborów uznanych przez nas za najlepsze.

Niestety, codzienne doświadczenie uczy, iż praktyki wielu mediów i portali społecznościowych ze swymi wybiórczo podawanymi faktami i stronniczą ich interpretacją konsekwentnie tworzą rzeczywistości zasadniczo różniące się od siebie i utrudniające podejmowanie racjonalnych decyzji. A to dopiero początek drogi w tym fatalnym kierunku – wszystko wskazuje, iż już niedługo może być jeszcze dużo, dużo gorzej.

Technika a prawda

Do wszystkich przeinaczeń i fałszerstw, które stały się już trwałym elementem przestrzeni publicznej, dojdą bowiem niebawem inne o potencjalnie jeszcze poważniejszych konsekwencjach. Mam tu na przykład na myśli praktycznie gotową do szerokiego udostępnienia technologię pozwalającą w przekazie internetowym na wkładanie w usta wybranej osoby dowolnego tekstu w sposób uniemożliwiający prostą identyfikację fałszerstwa. Za tym pójdą niebawem manipulacje jeszcze brutalniejsze, polegające na wiarygodnym dla widza, a całkowicie zmanipulowanym przekazie pokazującym naganne zachowanie wybranej osoby, takie jak wywoływanie publicznej awantury, kradzież w sklepie czy udział w seansie pornograficznym. Namiastkę takich możliwości mogliśmy zobaczyć w niedawnym hollywoodzkim filmie„Rogue one" z serii Gwiezdnych Wojen, gdzie sceny z młodą księżniczką Leią „odgrała" aktorka Carrie Fisher za pomocą swych zmanipulowanych ujęć sprzed 40 lat!

Innym przykładem może być popularny niedawno w sieci filmik pokazujący pewną znaną amerykańską aktorkę w jednoznacznie interpretowanej scenie nagiej kąpieli pod prysznicem wspólnej z koleżanką. Dodajmy, że takie oprogramowanie dostępne w internecie za darmo!

Polityka a prawda

Konsekwencje takich działań na niwie polityki mogą być olbrzymie. Z pewnością istotnie zmaleją na przykład szanse na wybór kandydata na ważny urząd, jeśli zostanie on zaatakowany rozpowszechnionym w sieci zmanipulowanym, kompromitującym przekazem tego typu, potwierdzonym w dodatku głosem oburzenia tysięcy internautów błyskawicznie podchwytujących sensację. I nie pomogą tu żadne, nawet najdobitniejsze zaprzeczenia zainteresowanego – czas przedwyborczy okaże się na to z pewnością za krótki. Oczywiście jeszcze poważniejszym zagrożeniem tego typu są możliwe implikacje międzynarodowe.

Zmanipulowana w taki sposób i całkowicie zmyślona wypowiedź przywódcy którejś z militarnych potęg, deklarująca np. wystrzelenie rakiety wyposażonej w pocisk jądrowy czy wypowiedzenie wojny, szczególnie w przypadku gdy poprzedzający to przebieg wydarzeń będzie w oczach niektórych osób uprawdopodobniał konflikt, może przecież spowodować międzynarodową katastrofę o niewyobrażalnym rozmiarze.

Na koniec wspomnijmy o jeszcze innej konsekwencji omawianych tu nowych możliwości technologicznych. Jeśli bowiem można tak wiarygodnie manipulować przekazem wizualnym (przekaz audio umożliwia to już od dawna), to jakie znaczenie mieć będą niebawem wszelkie nagrania z monitoringu – czy np. sądy będą mogły opierać na nich swoje wyroki? Jeśli już dzisiaj mamy często wrażenie życia w świecie postprawdy, w którym w wątpliwość podawana może być każda informacja tekstowa, to jak określić świat, w którym wątpliwości budzić będzie w dodatku każde ujęcie wideo?

„Politykę można zhakować", „Broń wirtualna a międzynarodowy porządek", „Mglista przyszłość cyberbezpieczeństwa" – to przykładowe tytuły niedawnych artykułów z prasy zagranicznej na ten temat – naprawdę warto poważnie zastanowić się nad tym, co nas czeka, dobrze przemyśleć środki zaradcze i szybko przystąpić do działania. ©?

Autor jest profesorem nauk technicznych, nauczycielem akademickim

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL