fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Sławomir Sowiński: Czas na mądrą polityczną grę

PO chce dymisji rządu Beaty Szydło, ale to tylko jeszcze mocniej zmobilizuje obóz PiS.
Rzeczpospolita, Jerzy Dudek
Ostatnie kłopoty PiS mogą być szansą dla Platformy na uruchomienie poważnej debaty.

Rządzący Polską od roku 2015 obóz władzy odniósł w Brukseli pierwszą chyba tak dotkliwą polityczną porażkę. I choć nasz demokratyczny mecz jest zapewne w pierwszej połowie, a piłka ciągle jest po stronie władzy, to 9 marca zapisze się zapewne jakoś w historii całej rozgrywki. Taka sytuacja ani na boisku piłkarskim, ani politycznym niczego oczywiście nie przesądza, bo do końca meczu i jego wyniku pewnie jest jeszcze daleko. Sporo może ona jednak zmienić. W szeregi drużyny rządzącej – która na razie usiłuje śpiewać „Polacy, nic się stało" i kwestionować fair play rywali – wprowadzić może ona zamieszanie i brak zaufania do trenera. Opozycji zaś, na którą polityczna publiczność, także ta z największych sektorów środkowych, spojrzała chyba nieco innym okiem, dać może z kolei nowy oddech i wiarę we własne możliwości.

Odkładając zatem na bok futbolową metaforę, warto się zastanowić nad możliwościami i polityczną odpowiedzialnością, jaką słynne 27:1 otwiera przed polską opozycją, a zwłaszcza jej największą partią.

Sukces nie przyjedzie na białym koniu

Zanim o nowych szansach i odpowiedzialności, warto wspomnieć o możliwych złudzeniach. Brukselska porażka rządu i jej społeczne echo rodzić mogą bowiem iluzję rychłego politycznego przełomu, do którego miałyby doprowadzić: nieskuteczność polskiej polityki w UE, polityczne znaczenie Donalda Tuska czy generalna proeuropejskość Polaków.

Choć każdy z tych elementów ma dziś niewątpliwie swe polityczne znaczenie, to żadnego nie należy przeceniać czy absolutyzować. PiS ma bowiem ciągle nie tylko mocny polityczny mandat, ale także sporo politycznych sukcesów, silne poparcie części wyborców i dużo narzędzi by dalej skutecznie rządzić.

Także polscy wyborcy – mimo swej proeuropejskości – nie żyją wyłącznie obecnością Polski w UE, a swe polityczne decyzje kształtować będą zapewne przede wszystkim w odniesieniu do życia codziennego i polityki wewnętrznej.

Wreszcie międzynarodowy polityczny status Przewodniczącego RE, a także specyfika politycznych relacji między Donaldem Tuskiem a Grzegorzem Schetyną każą sądzić, że ewentualny polityczny sukces opozycji nie przyjedzie Brukseli na białym koniu. A opozycja musi na niego ciężko zapracować sama, przede wszystkim w kraju, pamiętając o gospodarce, samorządach, służbie zdrowie, szkolnictwie czy niezależności sądów.

Przynaglać rząd do poważnej polityki

Nie oznacza to oczywiście lekceważenia porażki rządu w Brukseli. Odwrotnie. Szczególnie dziś opozycja ma prawo, a w jakimś sensie także obowiązek, przynaglać rząd do poważnego potraktowania polityki zagranicznej.

Trudno bowiem oprzeć się wrażeniu, że po roku 2015 polskie władze zbyt często traktowały politykę zagraniczną wyłącznie jako jeszcze jedno pole polityki krajowej, szukając w niej głównie okazji do mobilizacji własnego elektoratu. Trudno też chyba i wyborcom PiS, i całemu polskiemu społeczeństwu rozstrzygnąć, która z dwóch dość sprzecznych europejskich narracji obozu władzy jest obowiązująca: ta, że w Unii jesteśmy i być chcemy, czy ta o Wspólnocie, w której łamane są zasady, a polityczny egoizm silniejszych miesza się z ich naiwnością i bezradnością w kwestii uchodźców.

Szansą i publiczną odpowiedzialnością opozycji jest dziś zatem wywieranie nacisku na rząd, by poważnie i odrębnie od walki wewnętrznej potraktował politykę zagraniczną, odpowiedzialnie oraz jednoznacznie definiując swe europejskie cele i sojusze.

Aby w złożonej politycznej praktyce naciski takie odniosły skutek, obok działań rytualnych (takich jak wzywanie do debaty czy żądanie dymisji) warto po stronie opozycji przemyśleć ruchy niestandardowe.

Pax Bruksela?

Platforma Obywatelska, mając dziś zatem silną i różnorodną reprezentację w EPP (największej partii w PE), swych byłych polityków na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej oraz komisarza, dobre europejskie kontakty i rosnące poparcie proeuropejskiego elektoratu, może publicznie zaproponować rządowi – pozbawionemu tych wszystkich europejskich możliwości – rodzaj europejskiego nadzwyczajnego paktu czy porozumienia. Układu, w którym rząd zobowiąże się do poważnej, jednoznacznej proeuropejskiej polityki, a opozycja do jej wsparcia swymi międzynarodowymi możliwościami.

W sytuacji ostrego politycznego konfliktu trudno oczywiście wyobrazić sobie szybki pozytywny efekt. Sama jednak taka lub podobna propozycja, złożona być może już po dyskusji o dymisji rządu, postawiłaby obóz PiS wobec konieczności sformułowania poważnej na nią odpowiedzi. Platformę zaś wpisywałaby w rolę lidera opozycji i poważnej siły propaństwowej, przywracając też do polskiej polityki obyczaj wspólnego myślenia o sprawach zagranicznych.

Gra w dymisję

W sytuacji takiej jak 27:1 politycznym prawem i zwyczajem każdej opozycji jest domaganie się politycznych dymisji. Każdy jednak, kto choć trochę zna polityczną praktykę, wie, że wnioski o dymisje są na ogół politycznym rytuałem, który poza publiczną debatą mobilizuje jedynie obóz władzy do obrony swego ministra, rządu czy premiera.

Przypominając tę oczywistość, warto się zatem zastanowić, czy w interesie opozycji, ale też jakości polskiej polityki, jest dziś samo tylko domaganie się nierealnych politycznie zmian personalnych czy też raczej punktowanie obecnej władzy w sprawie nieprzejrzystego i nieprzekonującego modelu decydowania i odpowiedzialności politycznej.

Przyjęty bowiem przez obóz PiS – znany w polskiej polityce – sposób rządzenia z formalnego „drugiego rzędu" daje wprawdzie pewien komfort władzy i pole jej politycznego manewru, ale w sytuacjach trudnych wydłuża i komplikuje proces podjęcia trafnej i skutecznej decyzji. Być może gdyby to w rządzie znajdował się dziś główny ośrodek decyzyjny obozu władzy, łatwiej byłoby mu podejmować niezbędne decyzje personalne, reagować na nieuchronne w polityce błędy czy skuteczniej odpowiadać na niepokój opinii publicznej.

Mówiąc krótko, Platforma powinna dziś przemyśleć, czy ostatnie kłopoty PiS są jedynie okazją do zwyczajowej gry w dymisję, czy też nie są one dobrą okazją do bardziej chyba sensownej dyskusji o odpowiedzialności i skuteczności władzy.

Zbyt szybko rosnące sondaże

Kończąc, warto też zauważyć, że jeszcze jednym wyzwaniem, jakie stoi dziś przed Platformą, są szybko rosnące jej ostatnie sondaże. Zwłaszcza u polityków mniej doświadczonych rodzić mogą one bowiem rozprężenie czy złudzenie łatwego politycznego zwycięstwa, w zasięgu ręki. Co więcej, trudno sobie wyobrazić, że Platforma, pozbawiona politycznych instrumentów i realnego wpływu na polityczną agendę, będzie w stanie dowieźć je do wyborczej mety, bez istotnych wahnięć i spadków. Te ostatnie zaś dla dużej partii z aspiracjami do władzy będą sporym wyzwaniem, nie tylko wizerunkowym.

Jednak tak czy inaczej, po ostatnich porażkach rządu przed opozycją czas na odważną, ale i poważną, przemyślaną polityczną grę. W polityce bowiem, podobnie jak na boisku, niewykorzystane lub źle wykorzystane okazje lubią długo odbijać się czkawką.

Autor jest dr. hab. politologii, pracuje w Instytucie Politologii UKSW.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA