fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rząd PiS

Nagrody dla ministrów: Hojny PiS, skąpa PO

Fotorzepa, Jerzy Dudek
W 2006 r. na nagrody dla ministrów premier Kaczyński wydał ponad 2,1 mln zł. Premierzy PO–PSL przyznawali je za wyjątkowe zasługi.

W 2017 r. rząd Beaty Szydło wydał na nagrody dla ministrów i wiceministrów aż 5 mln zł – ujawnił kilka dni temu poseł PO Krzysztof Brejza. Z odpowiedzi na interpelację, którą wysłał w tej sprawie, wynika, że nagrody dla ministrów wahały się w przedziale 36,9–82,1 tys. zł.

Nie wiadomo, czy wysokie nagrody, jakie otrzymali ministrowie i wiceministrowie, były przyznane jednorazowo czy też miesięcznie. Jednak z wywiadu Henryka Kowalczyka (dostał ponad 65 tys. zł) w Radiu Zet wynika, że był to comiesięczny zastrzyk finansowy, „dodatkowe wynagrodzenie" za pracę po 14 godzin dziennie. – Ja to tak traktuję – przyznał minister środowiska.

Łaskawy Kaczyński

Poseł Brejza jest tym oburzony. – Rząd PiS przyznał sobie drugą pensję, pod stołem, żeby się społeczeństwo nie dowiedziało. To są pseudonagrody, powinni je zwrócić – uważa.

Decyzje o przyznaniu nagród dla osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe podejmuje prezes Rady Ministrów. W każdym resorcie jest tworzony fundusz nagród, np. w Ministerstwie Sportu wynosi 3 proc., a jego wartość zapisana jest w budżecie. Nagrody mają charakter uznaniowy, tzn. że ocenia się jakość wykonanej pracy, inicjatywę. Nie wiemy, czy wypłata nagród była przez premiera uzasadniana. – Wystąpiłem o to do premiera Mateusza Morawieckiego. Chcę też wiedzieć, kto przyznał nagrody pani premier Szydło – podkreśla poseł PO.

Wysokość nagród dla ministrów rządu Szydło może budzić zdziwienie, bo jak sprawdziliśmy, poprzednicy z PO i PSL właściwie ich nie przyznawali. Kurek z nagrodami dla osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe przykręcił w 2008 r. Donald Tusk.

Wcześniej rząd Jarosława Kaczyńskiego dzielił pulę pieniędzy ze środków na wynagrodzenia na nagrody dla wszystkich wicepremierów, ministrów, sekretarzy i szefów urzędów centralnych. W 2006 r. na nagrody dla swoich ministrów premier Jarosław Kaczyński wydał ponad 2,1 mln zł. Uznał, że nagroda będzie za wyjątkową pracę, a jej przyznanie ma być nie tylko szczegółowo uzasadniane, ale także motywujące dla ministrów. I tej zasady się trzymał.

Tusk zakręca kurek

W 2009 r. Tusk przyznał premie 16 osobom (od 8 do 15 tys. zł), w sumie 169 tys. zł. W 2010 r. nagrodził m.in. Jacka Cichockiego, ministra ds. służb specjalnych (10 tys. zł nagrody za przygotowanie projektu ustawy o ochronie informacji niejawnych), 13 tys. zł odebrał Andrzej Kremer, wiceminister spraw zagranicznych „za wielomiesięczny wkład pracy w proces polsko-amerykańskich negocjacji dotyczących porozumienia o statusie sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych Ameryki na terytorium RP". Z kolei w 2011 r. premier Tusk przyznał zaledwie jedną nagrodę – w wysokości 15 tys. zł. Dostała ją prof. Maria Elżbieta Orłowska, sekretarz stanu w resorcie nauki, „za wkład w przyspieszenie procesu przyznawania środków z Unii Europejskiej na wnioski płynące z ośrodków naukowych w całym kraju". Dzięki pracy prof. Orłowskiej minister nauki mógł zakontraktować w 2009 r. umowy w ramach funduszy strukturalnych opiewające na ponad 11 mld zł.

Także w 2015 r. Tusk przyznał jedną nagrodę – 12 tys. zł brutto dla wiceminister edukacji narodowej Joanny Berdzik za wprowadzenie podręcznika dla pierwszaków.

Premier Ewa Kopacz również nie szastała nagrodami. – Pytałem Rafała Trzaskowskiego, Tomasza Siemoniaka. Żadnych nagród nie dostali – podkreśla Brejza. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA