fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rząd PiS

Program równego traktowania poczeka

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Rząd nie spieszy się z przyjęciem dokumentu mającego pomóc w walce z rasizmem i dyskryminacją.

Krajowy Program Działań na rzecz Równego Traktowania, przyjęty przez rząd PO-PSL, był to pierwszym dokument rządowy, który całościowo poruszał problematykę grup narażonych na dyskryminację. Zobowiązywał poszczególnych ministrów m.in. do tego, by ułatwili pracującym ojcom włączenie się w opiekę nad dzieckiem, poprawili przeciwdziałanie przemocy seksualnej, pomogli cudzoziemcom na rynku pracy, podnieśli wiedzę pracowników służby zdrowia na temat gejów i lesbijek oraz udoskonalili obsługę osób starszych i niepełnosprawnych w urzędach.

Program przestał obowiązywać w 2016 roku i rząd PiS powinien przygotować jego kolejną edycję. To obowiązek zapisany w tzw. ustawie równościowej z 2010 roku.

To jednak szybko nie nastąpi. Tak można wnioskować z odpowiedzi, jaką pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Adam Lipiński przygotował na interpelację posłanki PO Moniki Wielichowskiej.

Nie podał w niej daty powstania nowego dokumentu. Napisał, że członkowie „Zespołu Monitorującego Krajowy Program Działań na rzecz Równego Traktowania przedstawili wstępne propozycje zagadnień i problemów", które mają się w nim znaleźć. „W chwili obecnej trwa analiza zgłoszonych propozycji i dopiero po jej zakończeniu zostanie podjęta decyzja o rozpoczęciu prac nad opracowaniem nowej edycji Programu".

W podobnie ogólny sposób minister Lipiński odpisał pół roku temu rzecznikowi praw obywatelskich, który również pytał o ten programu. Dlatego Monika Wielichowska najnowszą odpowiedź uważa za "karygodną". – Pracując w takim tempie, PiS stworzy program za dwa lata, gdy będzie przestawał rządzić – alarmuje.

Skąd ta opieszałość? Adam Lipiński na to pytanie nie odpowiada. Monika Wielichowska tłumaczy to brakiem wyczulenia PiS na kwestie równego traktowania. – Wystarczy przypomnieć sobie słowa szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka, który ataki rasistowskie nazwał marginesem marginesów – podkreśla.

Inaczej zwłokę rządu tłumaczy Przemek Szczepłocki ze Stowarzyszenia Pracownia Różnorodności. Jego zdaniem wpływ mogły mieć na nią częste zmiany na stanowisku pełnomocnika. – W ustawie nie jest napisane, co krajowy program ma zawierać. Oczywiście podniosłoby się larum, gdyby nie było w nim ani słowa o np. dyskryminacji ze względu na płeć. Jednak nikt nie może tego zabronić rządowi i mógłby "odfajkować tę sprawę" bez większego wysiłku.

Zdaniem Pracowni Różnorodności, która monitorowała program, poszczególne zadania, które rząd uznawał za zrealizowane, w rzeczywistości takie nie były.

Monika Wielichowska uważa, że nie powinno to przekreślać kolejnej edycji, a problemów z wykonaniem można by uniknąć.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA